o2.pl forum.o2.pl
poczta.o2.pl
E-mail 20GB
Pudelek.pl - plotki, zdjęcia, sensacje
Pudelek
Wrzuta.pl - video, muzyka, mp3
Wideo+mp3
  Strona główna» forum o2.pl / Opinie czytelników do artykułów
 » Odpowiedz na ten temat

Jak skutecznie uczyć angielskiego

    1 2 3 4   » 16 Strony tematu:
[01.04.2008] 08:39
Monaa
Normalnie, to aż nie mogłam doczytać do końca artykułu. Takich bredni to już dawno nie czytałam. Kobieta chyba w normalnej państwowej szkole nigdy nie uczyła (a gdyby nawet ktoś ją tam przyjął, to szybciutko wyleciałaby - np. gdyby rodziców do psychologa wysłała). Jeszcze jedna sprawa - nauczyciel zarabiający 800zł nie jest w stanie wydać 200 zł na kursy z przyczyn oczywistycch
[01.04.2008] 08:46
guest
facet 73ll333 (08.03.31 20:03):
Ehh... dokłądnie znam tą sytuację.Angielskiego ucze się od 9 lat !! I o zgrozo naprawde jestem świadomy ze niewiele umiem. Większośc wiedzy zdobyłem samodzielnie korzystając ze słowników,oglądając angielsko języczne programy itp. W czasie tych 9 lat jedynie raz trafiłem na naprawdę dobrą pełną zamiłowania nauczycielkę. Była to młoda kobieta dopiero po studiach. Najgorszy poziom nauczania z jakim sie spotkałem to szkoła średnia. Nauczyciele robiący błędy gramatyczne,niewiedzący jak sie wymawia dane słowa, nieznający kompletnie Angielskiej mowy potocznej zajęcia wyglądały tak że przez 45 min. robiliśmy jedno ćwiczenie gdzie ok. połowy czasu zajmowało orędzie nauczycielki o tym jak mało umiem jak bardzo niski poziom sobą reprezentujemy. Zajęcia powturzeniowe nie wyglądały wcale lepiej. Nauczycielka otwierała książke na dziale \"słówka\" i czytała wszystko pokolei np. cat-kot, house-dom itd. Problem polega na tym że Nauczycielom niezalezy na przekazywaniu wiedzy, są znużeni swoją pracą, niewidzą w tym nic co było by warte jakich kolwiek starań.Aby posiąsc jaką kolwiek wiedzę uczenszczam na prywatne dodatkowe zajęcia oczywiście jest to pewien koszt i niewszyscy uznają to za dobre rozwiązanie jednak nauka na takowych zajęcia wygląda zupełnie inaczej małe grupy pozwalają nauczycielom skupic się na karzdym z osobna pozatym da sie odczuć chęć przekazania wiedzy.

Oczywiście niewszyscy są \\\"tymi złymi\\\"jest wielu znakomitych nauczycieli jednak czym jest kropla w oceanie.


Mam identyczną sytuację jaka przedstawiona jest powyżej. Jestem obecnie w klasie maturalnej, chodzę do całkiem dobrej szkoły do klasy o profilu rozsz. angielski przy czym na 33 osoby jedynie o 3-5 osobach można powiedzieć, że dobrze znają ang. szczęście jestem jedną z nich aczkolwiek wiedzę swoja zdobyłam poza murami szkoły chodząc na prywatne lekcje do studentki i ucząc się sama słówek. Moja nauczycielka jest bardzo życzliwa, energiczna i generalnie ją bardzo lubię, jednakże jeśli chodzi o bycie nauczycielem jęz. obcego wysłałabym ją na ten kurs w Poznaniu czy w Toruniu. Raz, że narzuca szybkie tempo, dwa, ze nie bierze pod uwagę opinii innych, mam na myśli sytuację kiedy pyta się czy dane słówko jest znane albo czy jest potrzeba robienia tego zadania, wtedy odpowiada jedna z najlepszych z klasy i jest git. Nauczycielka uznaje, że reszta potrafi. Zdaję sobie sprawę, że po części klasa źle robi milcząc, ale cholera jasna, powinna wiedzieć jaki poziom prezentujemy i w ogóle! Kiedyś nie wytrzymałam i zwróciłam na to uwagę. Kolejną rzeczą na którą chcę zwrócić uwagę to sprawdziany jakie robi. Jak wcześniej pisałam klasa liczy 33 osoby z czego spr zalicza zaledwie 3! co z resztą- 30stoma osobami?!- dostają jedynki czasem dwójki ;| Taka sytuacja jest już w ogóle chora. Jeśli nawet połowa klasy nie potrafi zaliczyć spr, niejednokrotnie, to dla nauczyciela powinien być to jakiś alarm, sygnał, że coś jest nie tak i należy skupić się chyba nad sposobem przekazywania wiedzy. A jeśli chodzi o te przekazywanie wiedzy wygląda następująco: zazwyczaj powtarzamy słówka, otwiera słowniczek z książki i pyta xD Aktywne są oczywiscie trzy osoby które między sobą wykrzykują dane słówko, która pierwsza.. chore? chyba tak.... Nauczyciel oczywiscie spoko, po co pytać resztę skoro wiedzą one. ;/ Czasem w ogóle za nim zabierze się z nami do pracy zajmuje jej to dobrych kilka chwil na przeżywanie to i owego na nasz temat itp. God, przez cały swój okres edukacji jęz ang tj. 9 lat nie mogę pochwalić żadnego nauczyciela, przykre.....

Pozdrawiam!
[01.04.2008] 08:53
chłopak nauczycielki
Moja dziewczyna jest nauczycielką angielskiego. Pracuje na 1,5 etatu - nie dlatego, że chce - dlatego, że musi. Dyrektorzy szkół nie chcą zatrudniać(może nie mogą znaleźć?) dodatkowych nauczycieli angielskiego. Wolą zepchnąć nadmiarowe godziny na już zatrudnionych nauczycieli. Do tego dochodzi praca w domu - trzeba sprawdzić wypracowania, sprawdziany i przygotować się do lekcji. Mieszkamy razem i prawie codziennie widzę, jak ona musi pracować popołudniami, wieczorami. Wg mnie swoją pracę stara wykonywać się starannie - dokładnie sprawdza każde wypracowanie, każdy sprawdzian, zazwyczaj kilkukrotnie, aby sprawdzić go pod każdym względem. Oczywiście przed sobą ma kryteria oceniania (to jest chyba narzucone przez jakieś przepisy - nie znam się dokładnie) - tak, aby nie skrzywdzić żadnego ucznia, ani też nie zawyżyć oceny.
Nauczyciel oczywiście musi liczyć się z tym, że jego praca odbywa się także w domu, ale przy 1,5 etatu tej pracy w domu jest na prawdę dużo. Zmęczenie, brak czasu powoduje to, że czasami nie można przygotować takiej lekcji, jak by się chciało.
Do tego ta pensja - nauczyciel za nadgodziny ma płacone tak samo, jak za normalne godziny pracy... W przypadku 1,5 etatu dostaje coś ok. 1200 zł na rękę. Niestety, choć by chciała, nie może sobie dorobić korepetycjami, czy pracą w jakiejś szkole językowej - bo te 1,5 etatu za marne grosze zajmuje jej cały czas. Ktoś powie, że mogłaby w ogóle nie pracować w szkole państwowej - racja, tylko wtedy odcina sobie możliwość awansu zawodowego. Po jakimś czasie, w razie chęci pracy w szkole państwowej zarabiałaby tyle, co początkujacy nauczyciel, choć miałaby wiele lat doświadczenia za sobą.
[01.04.2008] 08:57
a teacher...
lexass (08.04.01 05:57):
Since we\'re talking about learning English, let me express myself in ...English.
It\'s easy to teach English or any language for that matter if your students are actually interested in learning it. I spent half of my life in Poland ( born there), half in Canada. To me it was not important by who or where I was taught the language. The moment I new I\'d leave Poland, the moment I started to learn English. To me the most important was the motivation, \"the why\", and not \"the how\".I was motivated bad enough to go through 4 year program in 9 months.Why?...because I knew one day I would need it to comunicate. I simply wanted to learn English no matter what. You can come up with the best methods of how to teach students a foreign language, but if they don\'t want to learn..you wasting your time. Just like any other subject, be it math or chemistry....some students learn easy, because they\'re interested in it , some just go by....learn enough to pass the grades.
It does help to spend some time in a country where they speak English, to learn the accent, speaking form my won experience...it took a little while to get used to the accent here in Canada, maybe because I was taught British English ..
My poin is...to you teachers, make sure that your students want to learn, that they\'re motivated from within, as they say...a man convinced against his will, is of his opinion still, you can try all you want, but if they don\'t want to learn, you failed,..
to you students.....sooner or later you will need English, this is the language of commerce, the language that\'s universal (for the time being), so you may as well learn, it\'s not really that hard...just know why you wanna do it.

sincerelly

lexass.....who else
Hi, Lexass...

Nice to meet you... I think that about motivation we can talk whole day... but motivation is needed for the teachers... and not only in the form of money, but by giving them good aids and good cooperation with sts' parents, who take too much for granted... ;( it is horrible...

So, I am glad that your students are interested in your lessons, I hope that my will be also again... I would like to talk with you about it... what do you think about? I am waiting for message from you...

Regards...
[01.04.2008] 09:06
a teacher...
chłopak nauczycielki (08.04.01 08:53):
Moja dziewczyna jest nauczycielką angielskiego. Pracuje na 1,5 etatu - nie dlatego, że chce - dlatego, że musi. Dyrektorzy szkół nie chcą zatrudniać(może nie mogą znaleźć?) dodatkowych nauczycieli angielskiego. Wolą zepchnąć nadmiarowe godziny na już zatrudnionych nauczycieli. Do tego dochodzi praca w domu - trzeba sprawdzić wypracowania, sprawdziany i przygotować się do lekcji. Mieszkamy razem i prawie codziennie widzę, jak ona musi pracować popołudniami, wieczorami. Wg mnie swoją pracę stara wykonywać się starannie - dokładnie sprawdza każde wypracowanie, każdy sprawdzian, zazwyczaj kilkukrotnie, aby sprawdzić go pod każdym względem. Oczywiście przed sobą ma kryteria oceniania (to jest chyba narzucone przez jakieś przepisy - nie znam się dokładnie) - tak, aby nie skrzywdzić żadnego ucznia, ani też nie zawyżyć oceny.
Nauczyciel oczywiście musi liczyć się z tym, że jego praca odbywa się także w domu, ale przy 1,5 etatu tej pracy w domu jest na prawdę dużo. Zmęczenie, brak czasu powoduje to, że czasami nie można przygotować takiej lekcji, jak by się chciało.
Do tego ta pensja - nauczyciel za nadgodziny ma płacone tak samo, jak za normalne godziny pracy... W przypadku 1,5 etatu dostaje coś ok. 1200 zł na rękę. Niestety, choć by chciała, nie może sobie dorobić korepetycjami, czy pracą w jakiejś szkole językowej - bo te 1,5 etatu za marne grosze zajmuje jej cały czas. Ktoś powie, że mogłaby w ogóle nie pracować w szkole państwowej - racja, tylko wtedy odcina sobie możliwość awansu zawodowego. Po jakimś czasie, w razie chęci pracy w szkole państwowej zarabiałaby tyle, co początkujacy nauczyciel, choć miałaby wiele lat doświadczenia za sobą.
Hmmm... niestety, trzeba się z Tobą zgodzić... ;( jednak wina nie leży tylko po stronie systemu... wiadomo, że coraz trudniej o dobrego nauczyciela... jeśli Twoja dziewczyna jest DOBRA... to stąd ten cały 'bałagan' i zamieszanie. Na pewno robi to z chęcią, oddaniem i do tego ma efekty... Szkoda tylko, że za oknem czyha na Nią wypalenie zawodowe w tempie ekspresowym...

Podoba mi się, że jako Jej partner dostrzegasz to, bo ogólnie nauczyciel postrzegany jest jako nierób z 18 godz. pracy tygodniowo... ale jedynie ktoś, kto jest blisko w życiu prywatnym może coś na ten temat powiedzieć... W domu trzeba wykonać najczęściej większą pracę niż ta w szkole - bo co prawda kontaktu z uczniem nie ma, ale masa prac, papierów oraz dodatkowych obowiązków wychowawczych mówią same za siebie...

A... i jeszcze jedno... bolączką jest to, że zawód ten wykonują ludzie, którzy go nie kochają... cóż... a efekty??? widać na załączonym stanie faktycznym...

Pozdrawiam ...
[18.04.2019] 22:49
[01.04.2008] 09:09
zuzaaaaa
a gdzie w tym artykule jest napisane JAK SKUTECZNIE UCZYC? Jedyne co widze, to krytyka (ktora zreszta rowniez jest krytykowana w artykule). Brawo...
[01.04.2008] 09:17
anglistka po studiach
powiem tak...wiele zależy od nauczyciela ale i od chęci uczniów. jeśli chodzi o szkoły państwowe to nadal wielu ludzi nie może zrozumieć lub jest nieświadomych tego, że na takie metody nie ma po prostu czasu. program jest przeładowany a nauczyciel MUSI ten program zrealizować !!! i nie ma czasu by np. każde słówko ćwiczyć w kontekście!!! dopiero zaczęłam pracować i teorię mam w małym paluszku i wiem jak powinna wyglądać dobra i ciekawa lekcja ale na przygotowanie i poprowadzenia takiej NIE MA CZASU ! taka jest smutna prawda...mi też nie jest dobrze z tym, że muszę się takiej sytuacji podporządkować i dostosować
[01.04.2008] 09:21
tosek
slyszalem taki egzemplarz ktory mature z angielskiego na 5 zdala.ale co z tego jak nie potrafi powiedziec poangielsku wiecej jak HALLOW nie mowiac o zadnej konwersacji w tym jezyku..ja osobiscie uczylem sie jezykow -rosyjski i niemiecki w szkole i tez nic nie pamietam i nie potrafie nic powiedziec .ale angielskiego ucze sie osobiscie i z wlasnej woli nie na ocene i nie moge powiedziec potrafie porozmawiac w tym jezyku..moze juz jest pora w zaprzestaniu tortor w postaci przymusowego uczenia lub proby nauczania przez niekompetentne baby jezykow obcych .JESLI KTOS CHCE TO SIE SAM BEDZIE STARAL . czas tych nauczycieli nauczyc nauczania efektywnego a nie odwalania komunistycznej panszczyzny pod pretekstem nauczyciela,przepisywania ksiazek zakreslanie pod dyktando a b c...
bloody useless teachers
[01.04.2008] 09:23
anglistka po studiach
co do matury...prawda jest taka że poziom podstawowy zda nawet osoba, która nie zna angielskiego. wystarczy tylko 30% by ją zdać i nie jest to na pewno żadnym miernikiem znajomości języka
[01.04.2008] 09:26
girlfriend
niestety, to cała prawda... ja uczę w gimnazjum, kiedy zaczęłam uczyć "po swojemu", w sposób inny niż wszyscy, aczkolwiek skuteczny, odrazu zostałam sprowadzona na ziemię przez opiekuna stażu. Narzucił mi metody, którymi wymiotują rzesze uczniów, ale facet jest po 40-ce i rzuca do uczniów "frajzalami", po czym nazywa debilami... Nikt nie zwrócił uwagi, że wreszcie coś się ruszyło w niektórych klasach, że ktoś się zainteresował, że podejście do przedmiotu się nieco zmieniło, że stopnie są lepsze. NIE NIE NIE! Nie wolno uczyć dla ucznia, bo jest zbyt "luźno". Trzeba tresury i książkowych regułek. A niestety, wielu z nich porządnie się przedstawić nie potrafi...
[01.04.2008] 09:28
girlfriend
Monaa (08.04.01 08:39):
Normalnie, to aż nie mogłam doczytać do końca artykułu. Takich bredni to już dawno nie czytałam. Kobieta chyba w normalnej państwowej szkole nigdy nie uczyła (a gdyby nawet ktoś ją tam przyjął, to szybciutko wyleciałaby - np. gdyby rodziców do psychologa wysłała). Jeszcze jedna sprawa - nauczyciel zarabiający 800zł nie jest w stanie wydać 200 zł na kursy z przyczyn oczywistycch


zawsze możesz ubiegać się o dofinansowanie od pracodawcy, w pastwowej szkole jest to prawdopodobne...
[01.04.2008] 09:36
Wildhoney
Sama jestem początkującą nauczycielką angielskiego
i widzę wiele niedociągnięć w nauczaniu. Mierzi mnie,
że uczy się suchych regułek, rycia na pamięć, zamiast komunikacji.
Uczeń ma używać swobodnie i z głębi siebie języka,
zasady są też ważne, ale potem produkujemy masy ludzi,
którzy znają teorię, tłumaczą, rozwiązaują testy gramatyczne,
a kupić nie umieją coli, jak pojadą do Anglii.
Poza tym rzeczywiście się uczniów dołuje, uważa za durniów,
zamiast szukać dobrych stron i prób dotarcia do nich,
z góry też nauczyciele są nastawieni negatywnie do zawodu.
No i to niedostosowanie poziomu...

Jednak jestem realistką i wiem, że:
po pierwsze nie każdy anglista jest taki,
niektórzy, jak ja, chcą być dobrymi pedagogami,
jeśli chodzi o język, ale i wychowanie,
mimo 800zl, nadgodzin, braku szacunku, etc. mają zapał i wytrwałość.
I nie ma tu nic do rzeczy, że zaczynam,
jestem gotowa tak czuć i za 40 lat,
choćbym nie wiem jakie okropieństwa w szkole widziała.
Niektórzy chcą uczniów uczyć realnej komunikacji,
naturalnej, swobobodnej i przyjemnej, motywować.

Po drugie, rozumiem tych, którzy są inni.
Częśto naprawdę trudno zachować jakikolwiek zapał,
gdy za ciężką, czasochłonną, niszczącą zdrowie i nerwy pracę
(a czasem uczniowie naprawdę zdarzają się bezdennymi debilami,
albo leniami czy okropnymi łobuzami,
i nawet najgenialniejszy pedagog nie poradzi sobie z nimi)
dostaje się psią, ledwie starczające na skromne utrzymanie kasę,
a jeszcze jakieś matoły piszą na forach,
że nauczyciele i tak za dużo zarabiają i jacy to oni są be be.
(na marginesie: chyba nie muszę mówić,
że większość takich komentarzy to leniwi uczniowie,
którzy słusznie dostali zasłużoną jedynkę i mają pretensje
lub \"bezstresowi\" rodzice, którzy by chcieli,
żeby wszyscy ich cudownym, grzecznym, zdolnym dzieciom
służyli, lizali stópki, chwalili, a jak nie chwalą, to się uwzięli).
Jest także kwestia programu nauczania czy polityki danej szkoły
- czasem anglista chciałby uczyć porządnie,
ale jest ograniczany programem cyz dyrektorem
i musi spełniać te kryteria, choćby były złe dla uczniów.

Podsumowując - rzeczywiści uczenie angielskiego bywa u nas kiepskie,
ale to często nie wina nauczycieli i bądźmy realistami.

Pozdrawiam i nauczycieli, i uczniów,
liczę, że sytuacja jakoś się poprawi
[01.04.2008] 09:37
bzzz2
Odpowiedni system wynagradzania nauczycieli którzy zdobywając kwalifikacje zarabiali by coraz więcej mógłby zmotywować ich do zmiany swego wizerunku wśród uczniów. Jednak wydaje mi się że tu nie tylko o to chodzi - bardzo często wychodzi na jaw że jesteśmy leniwym narodem, ludzie często rezygnują bo po prostu się im czegoś nie chce, niestety na tym korzystają naciągacze - tacy jak: banki, sklepy, kościół i wiele innych instytucji które już wiedzą że Polak się nie upomni o swoje- bo się mu nie chce!!!
[01.04.2008] 09:40
fluffy1
Osoba, która napisała ten artykuł najprawdopodobniej nie uczyła nigdy w szkole państwowej. Ja osobiście miałam niezbyt dobre zdanie o nauczycielach i nauczaniu w ogóle w Polsce dopóki sama nie znalazłam się w roli nauczyciela. Łatwo jest osądzać innych, gdy stoimy z boku. Pytanie tylko czy taki osąd będzie obiektywny???
[01.04.2008] 09:50
a teacher...
zuzaaaaa (08.04.01 09:09):
a gdzie w tym artykule jest napisane JAK SKUTECZNIE UCZYC? Jedyne co widze, to krytyka (ktora zreszta rowniez jest krytykowana w artykule). Brawo...
Święta racja... heheheeh szkoda, że nie wszyscy o tym wiedzą...

Pozdrawiam
[01.04.2008] 09:51
a teacher...
anglistka po studiach (08.04.01 09:17):
powiem tak...wiele zależy od nauczyciela ale i od chęci uczniów. jeśli chodzi o szkoły państwowe to nadal wielu ludzi nie może zrozumieć lub jest nieświadomych tego, że na takie metody nie ma po prostu czasu. program jest przeładowany a nauczyciel MUSI ten program zrealizować !!! i nie ma czasu by np. każde słówko ćwiczyć w kontekście!!! dopiero zaczęłam pracować i teorię mam w małym paluszku i wiem jak powinna wyglądać dobra i ciekawa lekcja ale na przygotowanie i poprowadzenia takiej NIE MA CZASU ! taka jest smutna prawda...mi też nie jest dobrze z tym, że muszę się takiej sytuacji podporządkować i dostosować
Lepie, moja droga, nie mogłaś tego ująć... jednym słowem - ... nothing to add...

Pozdrawiam i trzymam kciuki za Ciebie i za siebie także...
[01.04.2008] 09:56
a teacher...
girlfriend (08.04.01 09:26):
niestety, to cała prawda... ja uczę w gimnazjum, kiedy zaczęłam uczyć \"po swojemu\", w sposób inny niż wszyscy, aczkolwiek skuteczny, odrazu zostałam sprowadzona na ziemię przez opiekuna stażu. Narzucił mi metody, którymi wymiotują rzesze uczniów, ale facet jest po 40-ce i rzuca do uczniów \"frajzalami\", po czym nazywa debilami... Nikt nie zwrócił uwagi, że wreszcie coś się ruszyło w niektórych klasach, że ktoś się zainteresował, że podejście do przedmiotu się nieco zmieniło, że stopnie są lepsze. NIE NIE NIE! Nie wolno uczyć dla ucznia, bo jest zbyt \"luźno\". Trzeba tresury i książkowych regułek. A niestety, wielu z nich porządnie się przedstawić nie potrafi...
Ehhh... naga prawda... ale... nie daj się, dziewczyno... trzymam za Ciebie kciuki... znam ten ból... ale mam tę przewagę, że nikt mnie nie napomina, bo... awanse mam za sobą... lubię takich ludzi jak Ty... szkoda, że nie jestem Twoim opiekunem stażu... na pewno od Ciebie nauczyłabym się jeszcze czegoś więcej... bo w końcu człowiek uczy się przez całe życie i... nie tylko od starszych od siebie...

A... i ja mam ponad 40 lat...

Pozdrawiam Cię i... nie daj się... wierz mi - WARTO!!!!!!
[01.04.2008] 10:00
a teacher...
Wildhoney (08.04.01 09:36):
Sama jestem początkującą nauczycielką angielskiego
i widzę wiele niedociągnięć w nauczaniu. Mierzi mnie,
że uczy się suchych regułek, rycia na pamięć, zamiast komunikacji.
Uczeń ma używać swobodnie i z głębi siebie języka,
zasady są też ważne, ale potem produkujemy masy ludzi,
którzy znają teorię, tłumaczą, rozwiązaują testy gramatyczne,
a kupić nie umieją coli, jak pojadą do Anglii.
Poza tym rzeczywiście się uczniów dołuje, uważa za durniów,
zamiast szukać dobrych stron i prób dotarcia do nich,
z góry też nauczyciele są nastawieni negatywnie do zawodu.
No i to niedostosowanie poziomu...

Jednak jestem realistką i wiem, że:
po pierwsze nie każdy anglista jest taki,
niektórzy, jak ja, chcą być dobrymi pedagogami,
jeśli chodzi o język, ale i wychowanie,
mimo 800zl, nadgodzin, braku szacunku, etc. mają zapał i wytrwałość.
I nie ma tu nic do rzeczy, że zaczynam,
jestem gotowa tak czuć i za 40 lat,
choćbym nie wiem jakie okropieństwa w szkole widziała.
Niektórzy chcą uczniów uczyć realnej komunikacji,
naturalnej, swobobodnej i przyjemnej, motywować.

Po drugie, rozumiem tych, którzy są inni.
Częśto naprawdę trudno zachować jakikolwiek zapał,
gdy za ciężką, czasochłonną, niszczącą zdrowie i nerwy pracę
(a czasem uczniowie naprawdę zdarzają się bezdennymi debilami,
albo leniami czy okropnymi łobuzami,
i nawet najgenialniejszy pedagog nie poradzi sobie z nimi)
dostaje się psią, ledwie starczające na skromne utrzymanie kasę,
a jeszcze jakieś matoły piszą na forach,
że nauczyciele i tak za dużo zarabiają i jacy to oni są be be.
(na marginesie: chyba nie muszę mówić,
że większość takich komentarzy to leniwi uczniowie,
którzy słusznie dostali zasłużoną jedynkę i mają pretensje
lub \\\"bezstresowi\\\" rodzice, którzy by chcieli,
żeby wszyscy ich cudownym, grzecznym, zdolnym dzieciom
służyli, lizali stópki, chwalili, a jak nie chwalą, to się uwzięli).
Jest także kwestia programu nauczania czy polityki danej szkoły
- czasem anglista chciałby uczyć porządnie,
ale jest ograniczany programem cyz dyrektorem
i musi spełniać te kryteria, choćby były złe dla uczniów.

Podsumowując - rzeczywiści uczenie angielskiego bywa u nas kiepskie,
ale to często nie wina nauczycieli i bądźmy realistami.

Pozdrawiam i nauczycieli, i uczniów,
liczę, że sytuacja jakoś się poprawi
Jasne, że tak... bravo!!!! wiem coś w tej kwestii... ponadto wierzę Ci... byłam taka 15 lat temy, kiedy zaczynałam pracę w szkole i jestem taka do dziś... więc mam nadzieję, że Tobie - podobnie jak mnie - 'to' zostanie A tak nawiasem mówiąc, pewnie, że wiele można byłoby zmienić, ale... musi zrobić to MEN... a to chyba ... zresztą, nie bądźmy pesymistami, hehehe... może jednak dożyjemy takich czasów???

Póki co... fajnie wiedzieć, że spora grupa nauczycieli - MŁODYCH - jest ok...

Fajnie i tak trzymać... :):):)

Pozdrawiam serdecznie - 'stary' nauczyciel...
[01.04.2008] 10:02
a teacher...
Hi... lexass... again... Can you contact with me??? Regards
[01.04.2008] 10:02
W.ministry
Pani, która się niby wypowiada w artykule, nie ma bladaego pojęcia o szkole. Mowię tu o tej prawdziwej polskiej szkole państwowej. Owszem zdarzają się nauczyciele imbecyle, ale to nie jest tak, że tylko nauczyciele są winni niskiemu poziomowi nauczania. Problem jest bardziej skomplikowany. A zresztą od kilku lat mieszkam w UK i młodzi ludzie, którzy tu przyjeżdżają wcale nie prezentują tak niskiego poziomu, troszkę autor demonizuje. A co do mężulka anglika. No cóż angole często sami mówią fatalnie ojczystym językiem i nie pytajcie ich o pisownię jakiegoś bardziej skomplikowanego słowa, nie wiedzą. I nie są to wcale odosobnione przypadki. Przeciętny angol porusza się w zakresie słów FC(albo i to zbyt duzo) i to mu spoko do życia wystarczy. A pani występująca w artykule jako nauczyciel WSZYSTKOWIEDZĄCY I IDEALNY niech zostanie ministrem. Już jeden taki był co wszystko wiedział i robił najlepiej, Romuś mu chyba było.
[01.04.2008] 10:10
RevanPL
Zgadzam się że sytuacja edukacji Angielskiego jest w Polsce beznadziejna. Ja się nic nie nauczyłem od pdst. a jestem już w liceum, i umiem 80% książki, bez jakiegokolwiek przygotowania. To głupie, ja jestem zaawansowany a muszę się uczyć z ludźmi którzy ledwo co się przedstawić umieją.

I agree, that the English education sytuation in Poland, is hopeless.
I didn't learn anything new since elementary school, and I'm in high school now and I know 80% of the book without any preparations.
It's stupid, I am advanced and I have to learn with people that can barely introduce them selves.

How pathetic is that?
I would really want to know some UK/USA teachers opinion.
Hope someone will anwser, hehe my mail: revan5@o2.pl
[01.04.2008] 10:21
callan2008
Uczyłem się języka angielskiego łącznie przez 22 miesiące, co odpowiada 390 jednostkom lekcyjnym. W tym czasie nabyłem upragniona umiejętność mówienia, a skutkiem ubocznym było zwiedzenie 3 różnych Szkół stosujących Metodę Callana.

Nauka języka angielskiego Metoda Callana polega na konwersacji. Nauczyciel zadaje pytania
poszczególnym uczestnikom lekcji, a pytani odpowiadają. Cała sekwencja ma przebiegać szybko. Jeśli uczeń nie nadąża – nie rozumienie nie pamięta lub nie potrafi skonstruować odpowiedzi odpowiednio szybko - nauczyciel podpowiada mu kolejne frazy.

Zarówno pytanie jak i odpowiedz są z góry określone w programie nauczania i ew. modyfikacje polegają na zamianie jedynie pojedynczych elementów zdania. Nawet jeśli uczeń odpowiada szybko i poprawnie nauczyciel i tak powtarza za nim cała frazę. Pozwala to innym, uczniom wsłuchać się w prawidłowa wymowę.

Każda lekcja zaczyna się od powtórki materiału z poprzednich lekcji i części nowego
materiału. Zależnie od stopnia przyswojenia materiału przez grupę nauczyciel wprowadza
mniej lub więcej nowego materiału, stosuje więcej lub mniej powtórzeń pojedynczej frazy.
Jeśli wprowadzane jest nowe słownictwo nauczyciel czyta nowe słówka, następnie objaśnia
jego użycie a uczniowie zgadują jego znaczenie, a następnie je powtarzają i odpowiadają na
pytania z tym słówkiem.

Cała lekcja jest prowadzona wyłącznie po angielsku!! Nie ma straty czasu. Dodatkowo na każdych zajęciach pojawiają się czytanki i dyktanda, które uczeń sprawdza w domu aby ćwiczyć pisownię.

Lektorzy są zmieniani co lekcje. Początkowo wygląda to strasznie. Każdy ma inny akcent, inny ton głosu i uczeń czuje się zagubiony. Dopiero co zaczął wyłapywać ze słuchu co nieco i już nic nie łapie. Ale ten zabieg jest celowy. Pozwala wypracować w studentach umiejętność słuchania i "słyszenia" po angielsku i uniezależnia od nauczyciela. Po kilku zajęciach szok mija i okazuje się że angielski to angielski niezależnie od tego kto prowadzi lekcje.

Cały kurs jest podzielony na 11 etapów tzw. STAGE oraz jednego etapu dodatkowego –
STAGE 12 (Book 7 Advanced). Każdy etap kończony jest testem. Przejście pełnych 11
etapów pozwoliło mi na osiągnięcie swobodnego porozumiewanie się w językiem angielskim.

Po skończeniu 11 poziomu osiągnąłem poziom FCE i skończyłem kurs przygotowawczy do tego egzaminu. Teraz jestem na poziomie pre-C1, ale nie zamierzam kończyć swojej przygody z angielskim. Po prostu zakochałem się w tym języku – i kto by pomyślał, że w ciągu 2 lat popadnę w tak a skrajność tzn. od Startera nie nienawidzącego angielskiego do Pasjonaty języka oglądającego filmy po angielsku i uczącego się idiomów i słówek dla przyjemności!

Pozdrawiam wszystkich na Forum.

callan2008@o2.pl
[01.04.2008] 10:39
inah
Autorka artykułu ma wiele racji, ale wieje tu typowym nauczycielskimi manierami "my mamy wychowywać!". Sama jestem nauczycielką i moje zdanie jest takie, że wychowanie należy do rodziców. W szkole muszą rzecz jasna panować zasady, ale kiedy widzę, jak nadęte babska próbują ludziom "kształtować światopogląd" to mnie trzęsie!!! Miałam na studiach nauczycielkę angielskiego, żonę Amerykanina, egzaltowaną feministkę - jej feminizm przymknął oko w kwestii nazwiska po mężu - no bo było amerykańskie!!! Zdanie było tylko jedno - jej. Pracuję z podobnymi frustratkami i jest to najbardziej chore środowisko z możliwych. Po urlopie wychowawczym zamierzam zmienić pracę.
[01.04.2008] 11:03
rama24
Święta racja. Wreszcie tekst z sensem na o2 !!!
Miałam anglistke dzięki której liceum było koszmarem. Zawsze przed zajęciami bolał mnie brzuch . Nie tłumaczyła, tylko się darła. Jak coś umiałam i miałam powiedzieć to zaczynałam się z nerwów jąkać. Stracone 3 lata. A na 2 etacie pracowała jako pedagog szkolny ....Szkoda słów! My w Polsce nie znamy pojęcia pokoju za wszelką cenę.Jest tylko jedna rzecz w życiu ludzi,narodów i państw,która jest bezcenna.Tą rzeczą jest honor-J.Beck.
[01.04.2008] 11:11
eveline1
państowa a prywatna (08.04.01 08:21):
W*** (08.04.01 07:53):
Barbarzyńca1 (08.04.01 00:27):
Jeśli nauczyciel zarabia 800 zł, naprawdę bardzo ciężko jest mu wyciągnąć te 200 zł na szkolenia. Żeby było śmieszniej takie szkolenia lubią się odbywać w dni robocze, a nauczyciele nie mogą brać urlopów poza okresem wakacyjnym - wakacje to ich urlop (ma to swoje plusy i minusy).
Naj większym paradoksem z jakim się spotkałem, to szkoła, gdzie początkujący nauczyciel zarabia 980 zł brutto, a sprzątaczka (bez względu na staż) 1200. I JAK NAUCZYCIEL MA POWAŻNIE PODCHODZIĆ DO SWOICH OBOWIĄZKÓW? ZA CO?
Pomoce naukowe są przeważnie wykonywane przez nauczycieli (a nie kupowane ze środków szkoły, bo szkoły na to nie stać), co zwykle oznacza brak pomocy.

Jak sobie nauczyciele radzą?
Próbują jak najszybciej przejść całą drogę rozwoju zawodowego. Wymagania na kolejne poziomy były oczywiście wymyślane przez idealistów myślących nie praktycznie, więc:
- liczy się nie rodzaj uprawnień i dodatkowych szkoleń, ale ich ilość
- przed południem nauczyciele pracują, potem są na dokształtach, nie ma więc czasu na przygotowywanie ciekawych lekcji
- wyniki nauczania NIE są ważne i nie przekładają się na płacę -> nie opłaca się więc dobrze pracować, bo nie trzeba dbać o efekty swojej pracy.

Dodatkowym problemem są rodzice, których podejście w ostatniej dekadzie się zupełnie zmieniło. Niegdyś nauczyciel wsółpracował z rodzicami w wychowaniu dziecka (jesli dziecię cos przeskrobało, to bało się spotkania tych dwóch instytucji). Obecnie rodzic stoi murem za dzieckiem w każdej sprawie, jednocześnie wymaga wyników (dziecko ma się nie przepracowywać - ocenia to dziecko, więc ma ono nic nie robić - ale powinno świetnie opanować materiał). W dodatku nauczycielom odebrano wszystkie sankcje wychowawcze, a obarcza się odpowiedzialnościa za zachowanie uczniów (na jakiej podstawie?).

Żeby wymagać czegoś od naczycieli, trzeba najpierw usunąć wszystkie patologie obecnej oświaty.


masz całkowitą rację, wyjazd do innego miasta na szkolenie to nie tylko koszt tego szkolenia ale też koszt dojazdu, jedzenia i ewentualnie noclegu. Po 20 latach pracy w szkole i jako nauczyciel dyplomowany zarabiam netto 1600 zł. Nie uczę angielskiego tylko innego przedmiotu ale w kazdym przypadku jest tak samo.


Podpisuję się pod tym. Pani Anna, cytowana w artykule, jak nie trudno się domyśleć, pracuje w szkole prywatnej a to zupełnie inna bajka niż szkoła państwowa. Jak sama zauważyła, efektywne nauczanie jest tam mocno ograniczone REALIAMI po prostu, pracą w niekoniecznie małych grupach o różnych poziomach w jednej, za 700 zł na rękę na start. A jak chce się zarabiać więcej to robi się awans, który z nauczaniem ma niestety niewiele wspólnego. Niektórzy chyba niestety nie zauważyli jeszcze zmian w oświacie i nie mają pojęcia, jak wygląda teraz praca nauczyciela. Cytując uczniów: \\\\\\\'żal\\\\\\\'

Ps. Pracuję również prywatnie, gdzie dostaję 35 zł za godzinę, mam samych ambitnych, chętnych do nauki uczniów, więc wiem jak wygląda nauczanie prywatne i państwowe. Oczywiście najłatwiej zwalić na nauczyciela. Pani Austin najwyższa pora zmierzyć się z rzeczywistością i zobaczyć, jak to naprawdę wygląda, popracować za 700 zł, poukładać kilka programów i kilka systemów przedmiotowego nauczania, bo pod każdego ucznia z papierem z poradni psychologiczno-pedagogicznej trzeba \\\\\\\'dostosować wymagania\\\\\\\', zanurkować w morze papierów potrzebnych do zrobienia awansu, i pracować tak naprawdę społecznie, organizując rozmaite konkursy, kółka pozalekcyjnie, i bezpłatnie, o czym niestety większość nie ma pojęcia bo najzwyczajniej w świecie tego nie widać na pierwszy rzut oka a komu chciałoby się zbadać to dokładnie. Łatwiej się mądrzyć, ucząc w szkole prywatnej.

Zgadzam sie całkowicie, uczę angielskiego od wielu lat, mam ukończone studia wyższe uniwersyteckie (Filologia Angielska)i uważam, że o metodyce nauczania jakies pojęcie mam. Pani Austin żyje w jakims nierealnym świecie, powinna zainteresowac się szkolnymi realiami, a nie obrażać nauczycieli języka angielskiego. Dlaczego akurat pani Austin tak dosadnie skrytykowała nauczanie języka angielskiego? a co z niemieckim, rosyjskim czy francuskim? czy tylko nauczyciele po Filologii Angielskiej sa tak beznadziejni?
Kwestia zarobków jest również bardzo ważna, uważam, że nasze nauczycielskie zarobki są UPOKAŻAJĄCE, uwłaczajace godności nauczyciela. I to PANI AUSTIN także powinna wziąc pod uwagę.
Uczniowie w mojej szkole ucza sie 2 języków, sa podzieleni na grupy według poziomu zaawansowania i naprawde niewiele to zmienia. Zeby nauczyc sie języka trzeba równiez popracowac w domu!
[01.04.2008] 11:16
arnold8
Powiem wam tyle, ze w szkole w liceum nic sie prawie nie nauczylem. Jak skonczylem szkole sam sie zmotywowalem do nauki, robie tak od 4 lat - teraz od roku jestem w anglii, nie mam problemow z dogadywaniem sie, ludzie mnie rozumieja, obecnie moj poziom angielskieog jest teraz lepszy niz moich znajomych ktorym kiedys zazdroscilem.

Rzuccie okiem na przyklad na ta strone:
http://www.antimoon.com/

oraz na bbc tez mozecie znalesc dosc sporo przydanych informacji
http://www.bbc.co.uk/worldservice/learningen glish/
[01.04.2008] 11:18
Wildhoney
callan2008 (08.04.01 10:21):
Uczyłem się języka angielskiego łącznie przez 22 miesiące. W tym czasie nabyłem upragniona umiejętność mówienia, a skutkiem ubocznym było zwiedzenie 3 różnych Szkół stosujących Metodę Callana.


Metoda Callana to akurat przegięcie w drugą stronę,
potem uczniowie klepią bezmyślnie, nie wiedząc co.
Najleszpe byłoby coś pośredniego, 65% na komunikację,
ale do tego trzeba wielkiej totalnej zmiany mentalnośći
MEN-u, uczniów, rodziców, dyrektorów, nauczycieli
i piszących podręczniki. A także lepszego programu nauczania,
większej swobody dla nauczycieli, wyższych(!!!!) płac
i wreszcie zasłużonego szacunku społecznego.
Trudno być dobrym nauczycielem przy takim podejściu społecznym,
"beztresowo" wychowujących rodzicach i często okropnych uczniach.
Choć trzeba i warto mimo tego się starać byćsuper pedagogiem,
wtedy moglibyśmy wpłynąć na te durne opinie o nas, nauczycielach.
I poprawić sytuację nauczania angielskiego,
bo naprawdę bywa kiepsko, uczniowie ryją pamięciowo, zapominają,
a wypowiedzieć się sensownie nie potrafią.
Tylko akurat Callan do końca sprawy nie rozwiąże.
[01.04.2008] 11:32
poważnie
ja również uczę j. angielskiego. mam ukończoną anglistyką na UAM, CPE [A], TEFL, CELTA [kurs ukończony w Londynie], 5 lat w Anglii, LCCI 4 + własne doświadczenie pracy w dużej międzynarodowej korporacji na stanowisku specjalistycznym, więc business English też mam opanowany. uczę w szkole językowej grupy - FCE, CAE, business English, nigdy nie uczyłam dzieci i młodzieży w tzw. oświacie. ale wiele zależy od ludzi uczących się. ponieważ nie uczę dzieci i młodzieży opowiem wam jak wygląda uczenie osób dorosłych. moimi studentami są osoby na stanowiskach menedżerskich, dyrektorskich, którzy potrzebują języka angielskiego w swojej codziennej pracy. z niektórymi pracuje się super. są bardzo dobrze zmotywowani, wiedzą że muszą być lepsi w tym języku, bo muszą umieć porozumieć się ze swoimi kolegami, zwierzchnikami za granicą, bo szefa mają expat'a, bo muszą robić prezentacje w języku angielskim, bo ... muszą umieć nazywać rzeczy właściwie. mam też niekiedy takie osoby, które niewiele umieją, ale starają się dać do zrozumienia mówić lektorowi, że to on nie wie ... owszem są sytuacje kiedy w danej korporacji stosuje się inne wyrażenia, inne zwroty i nie wszystkie lektor też zna [choć to naprawdę rzadkość]. ok, spędziłam wiele lat w Londynie, ale tam mówi się inaczej niż w Glasgow, skąd pochodzi szef mojego podopiecznego. sami Londyńczycy nie zawsze nawet rozumieją Szkotów mówiących po angielsku, ale tym się nie stresują za bardzo. czy wszyscy potrafimy zrozumieć Kaszubów, czy Górali? chyba nie. tak samo jest w Anglii... lektor musi umieć to wyjaśnić, co nie znaczy - tłumaczyć się. no, ale taki podopieczny czuje się lepszy, choć wcale nie jest biorąc pod uwagę całość wiedzy i umiejętność jej stosowania w praktyce.... niektórzy menedżerowie / menedżerki mają ogromne kompleksy! never mind!

kiedyś uczyłam prywatnie dwie dziewczyny z zagranicznych banków. lekcje miały razem, bo chciały się razem uczyć i przygotować do FCE. ciężko im było wytłumaczyć, że do FCE nie przygotują się w pół roku, bo mają braki w gramatyce. owszem mówiły po angielsku, nie miały z tym oporów [z błędami oczywiście], były dość płynne. co najwyżej mogły utknąć na jakichś idiomach, trudnych słówkach. niestety, wielu wydaje się, że jak mają własnego nauczyciela, to nie muszą już uczyć się samemu w domu. nie wiem, skąd to przeświadczenie że 2 spotkania w tygodniu to wystarczy by się dobrze czegokolwiek nauczyć i przygotować do egzaminu. ja zawsze powtarzam swoim studentom, że muszą mieć MOTYWACJĘ i CHĘĆ - to nie jest nauka do egzaminu z filozofii, który muszą zaliczyć np. na 4 semestrze studiów. języka uczymy się inaczej, efekty tej nauki muszą być trwałe, a to osiągniemy poprzez systematyczne [wystarczy 1h dziennie] powtarzanie słówek i zwrotów, całych wyrażeń i następnie stosowanie ich na co dzień. dlatego zawsze rozmawiam po angielsku ze swoim studentem przez co najmniej pół godziny by mógł sobie utrwalić te wszystkie wyrażenia i słowa. niestety, część moich uczniów broni się, mówiąc mi że nie mają głowy do języków obcych i nie mają zdolności językowych.... szokuje mnie taka postawa, bo od razu stawiają sobie blokadę... a może to tylko wymówka, bo nie chce im się uczyć w domu? tylko po co wydają kasę na lekcje? z taką postawą i brakiem motywacji niczego się nie nauczą! zamiast stopki może być
[01.04.2008] 11:55
Kasia17
Witam wszystkich co sie wypowiadali na temat tego tu artykułu... przeczytałam "prawie" cały bo wiekszosc spostrzezen sie powtarza ale tak jak jedna z tych osób tutaj komentujacych zauwazyłam ze nie ma czegos takiego jak -> sposoby nauki jazyka angielskiego ;/

Ja uczeszczam do LO i mam taka Profesor od angielskiego, ze strasznie wymaga, mówi po angielsku i dobrze tlumaczy.
Lecz jednak jak powie juz raz nigdy tego nie powtórzy bo to juz mówiła.
obecnie w mojej grupie rozszerzonego jezyka angielskiego jest ok 15 osob z tego ok 9 ma 1 na koniec roku;/
ona twierdzi ze nie moze zwolnic z tmpem realizowania materiału bo inny uczniowie beda sie nudzic... a teraz pytanie co z pozostalymi uczniami?? poprostu maja sobie radzic sami?;/
Ja obecnie na ksiazki wyadałam ok 250 zl;/ to wcale nie mało... kupiłam dodatkowe podreczniki bo nie daje rady na swoim angielskim.. sama nie wiem jak mam sie uczyc, a na dodatkowe zajecia nie mam mozliwosci sie zapisac, gdyz mieszkam na wsi i nie mam jak wrocic do domu po takich zajeciach gdyz nie mam dojazdu, a od miasta mieszkam jakies 15 km wiec chodzic na nogach to tez mi sie nie usmiecha...
najgorzej jest z mówieniem, konwersacja czytac umiem i zazwyczaj rozumiem to co czytam ale nie potrafie sama czegos powiedziec jesli chodzi o dluzsza konwersacje...
No poprsotu nie potrafie, moze ten angielski nie jest dla mnie
zycze udanej nauki tym którzy maja jeszcze jakas motywacje
i rowniez pozdrawiam wszystkich nauczycieli, by uczyli tak jakby oni by chcieli byc nauczani
P.S jakby ktos mogł mi w jakis sposób pomóc to -> 3970153
[01.04.2008] 11:57
Kasia17
Kasia17 (08.04.01 11:55):

P.S jakby ktos mogł mi w jakis sposób pomóc to -> 3970153

3970153 numer gg

    1 2 3 4   » 16 Strony tematu:
 » Odpowiedz na ten temat