| |
|
[24.07] 15:16 |
|
kami1
|
Mam 27 lat i od osmiu lat jestem mezatka...i na dzien dzisiejszy uwazam ze nie jestem z tym czlowiekiem szczesliwa.On wogole mi nie okazuje milosci szczerze nie interesuje sie mna.zyjemy jak dwie obce osoby i czuje sie przy nim taka nieszczesliwa ze nie wiem co z tym robic...mamy syna siedmioletniego i czy dla dobra dziecka lepiej byc razem...
|
|
|
|
|
[07.02] 18:52 |
|
panna_dobra_rada
|
Można, ale to kosmiczne trudne. Po jakimś czasie zorientujesz się, że księżniczkowanie sią skończy, i co wtedy? Staniesz przed człowiekiem, który Cię kocha, a Ty będziesz patrzeć na niego jak na wczorajszy obiad. Horror.
Moja koleżanka miała zabójcze hasło : "nie ma być sympatycznie, ma być @@@iście!". Może i wulgarnie, ale prawdziwie.
Baby, już jesteśmy tak ewolucyjnie opóźnione, że dostrzegamy to, co dostajemy, gdy nam się to kończy. Zazwyczaj można za tym gonić, ale nie zawsze sie udaje.
Pamiętaj, że jesteś młoda i masz wiele, przed sobą.
Gdy budzisz się obok mężczyzny, którego kochasz, jesteś szczęśliwa. Gdy wiesz, że mężczyzna, którego kochasz, jest dla Ciebie niedostępny, i tak jestes po części szczęsliwa.
Swoją drogą, jak powiedzieć "nie kocham Cię, nie chcę"? Sama nad tym myśle.
|
|
|
|
|
[07.02] 18:55 |
|
panna_dobra_rada
|
Można, ale to kosmiczne trudne. Po jakimś czasie zorientujesz się, że księżniczkowanie sią skończy, i co wtedy? Staniesz przed człowiekiem, który Cię kocha, a Ty będziesz patrzeć na niego jak na wczorajszy obiad. Horror.
Moja koleżanka miała zabójcze hasło : "nie ma być sympatycznie, ma być @@@iście!". Może i wulgarnie, ale prawdziwie.
Baby, już jesteśmy tak ewolucyjnie opóźnione, że dostrzegamy to, co dostajemy, gdy nam się to kończy. Zazwyczaj można za tym gonić, ale nie zawsze sie udaje.
Pamiętaj, że jesteś młoda i masz wiele, przed sobą.
Gdy budzisz się obok mężczyzny, którego kochasz, jesteś szczęśliwa. Gdy wiesz, że mężczyzna, którego kochasz, jest dla Ciebie niedostępny, i tak jestes po części szczęsliwa.
Swoją drogą, jak powiedzieć "nie kocham Cię, nie chcę"? Sama nad tym myśle.
|
|
|
|
|
[07.02] 20:30 |
|
28...
|
|
Ja bym nie umiała być z kimś kogoś nie kocham. Będąc w takiej sytuacji oszukujesz jego i siebie, dajesz mu nadzieję a tak naprawdę nie wiesz sama czy z biegiem czasu Twoje uczucia zmienią się i wzrosną... najważniejsze to mieć czyste sumienie.. A Ty byś chciała być z kimś kogo kochasz a on by tylko darzył Cie szacunkiem i nic do Ciebie nie czuł??
|
|
|
|
|
[06.05] 21:33 |
|
zakier
|
witam
mam taki problem jestem z dziewczyna juz prawie pół roku
ona mnie kocha ja to wiem i w sumie widze
lecz problem polega na tym ze chciaz jestem szczesliwy z nia i nie wyobrazam sobie zadnej innej kobiety poza nia to nic nie czuje zadnego ani zakochania ani milosci
dodam jeszcze ze nie czuje tez nic np do rodzicow
|
|
|
|
| [18.05] 12:21 |
|
|
[07.05] 09:36 |
|
|
[14.05] 11:22 |
|
Alicja S
|
Prędzej czy później każda z nas staje w takiej sytuacji. W sytuacji wyboru: Motyle czy pewność? Wiem, motyle wspaniała rzecz. Ale po 2-3 latach motyle zdychają. I liczy się przyjaźń, pewność, zaufanie... To chyba przychodzi z wiekiem - mam na myśli wiedzę, że motyle motylami, a życie życiem. I choć szkoda, że motyle nie trwają do końca naszych dni, wybrałabym ciepło, zaufanie, dobro, bezpieczeństwo. Yo ważne. Ale... To Twoje życie i Twój wybór. Wybierz to, co sama czujesz. Słuchaj siebie! Tylko siebie Pozdrawiam.
Jak stworzyć idealny związek i dostać wszystko co się chce, bez rezygnacji z samej siebie. http://relacje-damsko-meskie.blogspot.com/
|
|
|
|
|
[15.05] 20:54 |
|
zelowka
|
|
Forsssycja (09.01.24 19:33):
kiedyś spotkasz faceta, który Tobą zawładnie. Rzuci na kolana i omami całkowicie Twoje serce.
Oby nie, nic gorszego nie mogło by jej spotkać. Zawładnięcie, rzucenie na kolana, motyle w brzuchu, haj, nosz kurde... całe to romantyczne wariactwo, o którym mówi się nam, że to miłość. Rodem z harlequina, z romantycznej komedii... ale nie z życia. W poradniku Projekt szczęśliwe Małżeństwo autorzy, Hal i Jenny Runkel piszą tak:Tak, prawie każdy chce w z i ą ć ślub, jednak bardzo niewielu z nas pragnie t r w a ć w związku małżeńskim. Wymaga to bowiem więcej wysiłku, niż kiedykolwiek mogliśmy zobaczyć na ekranie.
Motyle kiedyś odlatują, wierny towarzysz zostaje.
|
|
|
|
|
[16.05] 13:02 |
|
AlphaMale
|
zelowka (12.05.15 20:54): Forsssycja (09.01.24 19:33):
kiedyś spotkasz faceta, który Tobą zawładnie. Rzuci na kolana i omami całkowicie Twoje serce.
Oby nie, nic gorszego nie mogło by jej spotkać. Zawładnięcie, rzucenie na kolana, motyle w brzuchu, haj, nosz kurde... całe to romantyczne wariactwo, o którym mówi się nam, że to miłość. Rodem z harlequina, z romantycznej komedii... ale nie z życia. W poradniku Projekt szczęśliwe Małżeństwo autorzy, Hal i Jenny Runkel piszą tak:Tak, prawie każdy chce w z i ą ć ślub, jednak bardzo niewielu z nas pragnie t r w a ć w związku małżeńskim. Wymaga to bowiem więcej wysiłku, niż kiedykolwiek mogliśmy zobaczyć na ekranie.
Motyle kiedyś odlatują, wierny towarzysz zostaje.
Owszem,odlatują.
Takie jest już nasze ludzkie życie.. ; )
A miłość...kochać szczerze,za to,że ktoś po prostu jest,to najpiękniejszy gest,jaki jest w stanie dokonać człowiek.
Weźcie sobie to do serca drogie Panie.Prawdziwa miłość istnieje,niestety nie jest dla każdego,nie każdy na nią zasługuje.
Nasuwa się tylko pytanie-kto na nią zasługuje,a kto nie ?
Generalnie zasługuje na nią każdy(tak przynajmniej podpowiada nam nasze sumienie,bo tak być powinno),aczkolwiek de facto nie każdy jej doświadczy,ponieważ jeśli ktoś nie umie kochać szczerze i wiernie,to w gruncie rzeczy na nią nie zasługuje.Taki ,,mały" paradoks ; ]
Nie jestem kobietą,ale jestem pewien co do tego,że każda z Was chciała by czuć się kochana,być tą jedyną.Wiele z Was się do tego nie przyznaje,ale prawda jest inna.Być może niektóre z Was po prostu nie są do końca świadome tego,czego tak naprawdę chcą.Każdy człowiek rodzi się zdolny do uczuć wyższych,bez wyjątków.A to,czy ów zdolność ,,wytępi",ukryje gdzieś bardzo głęboko itd.,to już inna sprawa.
|
|
|
|
|
[26.05] 10:32 |
|
MaryL
|
Miłość szczęśliwa
Wisława Szymborska
Miłość szczęśliwa. Czy to jest normalne,
czy to poważne, czy to pożyteczne
co świat ma z dwojga ludzi,
którzy nie widzą świata?
Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi,
pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani,
że tak się stać musiało w nagrodę za co? za nic;
światło pada znikąd
dlaczego właśnie na tych a nie innych?
Czy to obraża sprawiedliwość? Tak.
Czy narusza troskliwie piętrzone zasady,
strąca ze szczytu morał? Narusza i strąca.
Spójrzcie na tych szczęśliwych:
gdyby się chociaż maskowali trochę,
udawali zgnębienie krzepiąc tym przyjaciół!
Słuchajcie, jak się śmieją obraźliwie.
Jakim językiem mówią zrozumiałym na pozór.
A te ich ceremonie, ceregiele,
wymyślne obowiązki względem siebie
wygląda to na zmowę za plecami ludzkości!
Trudno nawet przewidzieć, do czego by doszło,
gdyby ich przykład dał się naśladować.
Na co liczyć by mogły religie, poezje,
o czym by pamiętano, czego zaniechano,
kto by chciał zostać w kręgu.
Miłość szczęśliwa. Czy to jest konieczne?
Takt i rozsądek każą milczeć o niej
jak o skandalu z wysokich sfer Życia.
Wspaniałe dziatki rodzą się bez jej pomocy.
Przenigdy nie zdołałaby zaludnić ziemi,
zdarza się przecież rzadko.
Niech ludzie nie znający miłości szczęśliwej
twierdzą, że nigdzie nie ma miłości szczęśliwej.
Z tą wiarą lżej im będzie i żyć, i umierać.
źródło: http://milosc.info/wiersze/Wislawa-Szymborsk a/Milosc-szczesliwa.php
|
|
|
|
|
[04.10] 21:49 |
|
kamiiiiiil
|
dlaczego zawsze jest tak trudno... u mnie z kolei sytuacja taka w skrócie: zabiegalam o wzgledy chlopaka wydawalo mi sie ze to odwzajemnia jednak nici z tego, jest z tej samej miejscowości wspólni znajomi itp, po jakims czasie on znajduje dziewczyne, boli jak cholera ale coz probuje sie pogodzic z tym, z czasem tez kogos poznaję, jestesmy już w tych zwiazkach ponad 4 lata i wiecie co mimo ze mam cudownego faceta, wszyscy moi bliscy go uwielbiają ja tez go kocham inaczej nie byłabym z nim tyle czasu to ciągle myśle o tamtym, jestem zazdrosna o jego związek wydaje mi się ze na jedno jego słowo rzuciłabym wszystko.. skoro minelo tyle czasu a ja nie zapomnialam czy tak juz bedzie zawsze? dodam że tamto byla moja taka pierwsza wielka miłość.. jak zapomnieć? pewnie ktoś napisze ze nie powinnam byc ze swoim chlopakiem ale ja wiem jedno ze wyobrazam sobie zycie tylko z którymś z nich a ze tamtegomiec nie moge jestem z tym, innych nawet nie mam ochoty poznawać.. beznadzieja nie? dodam ze mam prawie 22 lata i jestem studentką psychologii a sobie jakoś nie umiem pomóc prosze napiszcie mi coś
|
|
|
|
|
[15.10] 10:36 |
|
Karolkakolka
|
To jest bardziej skomplikowane niż nam sie wydaje... Żyłam z moim mężem 9 lat, w tym czasie On zostawiał mnie z dziećmi 8 razy. Czasem wydawało mi sie, ze juz go nie kocham, ze dosc mam takiego życia, ponizania i braku szacunku! Za każdym razem jednak do siebie wracalismy, mimo świadomości, ze nie mamy juz do siebie zaufania, próbowaliśmy. Nadszedł czas, ze naprawdę sie rozeszlismy, On wyprowadził sie do innego miasta. Ja poznałam kogos kto zakochał sie we mnie do szaleństwa. Próbowałam i próbuje do tej pory coś poczuć, minie w grudniu rok jak coś próbujemy zbudować. On nadal bardzo mnie kocha, a ja każdego dnia myśle o moim mężu. Czasem wydaje mi sie, ze poprostu swoją miłość juz przeżyłam, ogromną, wręcz chorą i teraz pozostaje mi juz żyć z kimś kto mnie kocha, szanuje i przy kim czuje sie bezpieczna, ale na uczucie z mojej strony nie ma juz szans. On wie jak jest, ze go nie kocham mimo to stara sie jeszcze bardziej. Okropne uczucie, nie wiem ile tak wytrzymam i do czego to doprowadzi? Bardzo go lubię i traktuje jak przyjaciela, nie dała bym mu zrobić krzywdy ale nie kocham go Ludzie dzieła sie na dwa rodzaje, są tacy którzy kochają raz i tacy dla których każda miłość jest tą pierwszą... Czasem ubolewanie nad tym, ze nie należę do tych drugich... Pozdrawiam i życzę dobrze podjętej decyzij.
|
|
|
|
|
[08.11] 18:39 |
|
Nanassandra
|
Dobra, to może i mi ktoś pomoże, bo mam mętlik w głowie, w sercu i w ogóle...
Otóż sytuacja przedstawia się mniej więcej tak:
Od jakichś 10 lat (czyli od wczesnej podstawówki) znam się z chłopakiem.
Już wtedy za sobą goniliśmy. Później był i pierwszy pocałunek i chodzenie ze sobą itd.
Problemem jednak zawsze były nasze rodziny, które się delikatnie mówiąc nienawidzą (zakrawa na starożytny dramat, prawda?).
Kiedyś jednak mieliśmy to gdzieś, jak to zakochane nastolatki i chociaż widywaliśmy się rzadko (odległość), to jednak byliśmy razem przez kilka lat. Potem on nagle zerwał, nie potrafiąc mi nawet powiedzieć dlaczego to robi. Poczułam się strasznie zraniona i poprzysięgłam zemstę.
Jakoś tak się złożyło, że prawie dwa lata później znów zaczęliśmy się spotykać i widząc, że się zmienił (tak jakby "dojrzał" do poważniejszych uczuć) stwierdziłam, że to dobry czas aby się odpłacić, czyli - rozkochać i rzucić. I owszem, udało mi się to, tylko że nie przewidziałam, że po zerwaniu tym razem z mojej strony, przeryczę kolejnych kilka nocy, bo sobie uświadomię, że uczucie wróciło i z mojej strony - tak, wiem - głupie i dziecinne.
Teraz jednak, po kolejnych prawie dwóch latach tak się złożyło, że mieszkam w jego mieście, studiuję na jego uczelni i... Tak, drodzy państwo - spotykam się z nim! Tylko, że oboje jesteśmy zranieni, pamiętamy co było kiedyś. No a problem jest tym większy, że teraz doszło jeszcze do wszystkiego między nami pożądanie.
I generalnie rzecz biorąc, nie chcemy się wiązać, ale za każdym razem posuwamy się trochę dalej i ja już sama nie wiem, czy go kocham, czy tylko pożądam, czy chcę z nim być, czy po prostu nie potrafię się uwolnić od tego z przyzwyczajenia, że on zawsze gdzieś tam był...
Kontakt będziemy mieć jakiś zawsze, bo jego siostra jest żoną mojego wujka (przez to się poznaliśmy) - i przez to nasze rodziny się tak nienawidzą, bo jest u nich jedna wielka patologia i każdy szuka winnego itd.
Co sądzicie?
|
|
|
|
|
[13.11] 23:33 |
|
mraw
|
Mam dokładnie taki sam przypadek, mam chłopaka, który jest dla mnie mega kochany, zrobi dla mnie wszystko... ale wiem, że to nie to, chociaż nadal w tym trwam, co do spotkań nie bardzo mam ochotę na nie, ale jak już jestem z nim jest mi dobrze chociaż wiem co to znaczy kochać i też wiem, że jego nigy nie pokocham, może przywiąże się do niego z przyzwyczajenia i wtedy będe myśleć, że go kocham, ale nic po za tym. Tak naprawdę w głowie zawrócił mi kompletny prostak, będąc z nim jestem szczęśliwa i na pewno jara mnie, ale on jest inny, nie będzie stanowił dla mnie bezpieczeństwa, po za tym jest skąpy, jak wychodzimy na spotkania to zazwyczaj ja musze za siebie placić, a jak zwyczaj daje chłopak powinien się tym zająć. I głównie i to mi chodzi, że jest również bezczelny. Sama nie wiem co robić, mieć ideał i rzucić go dla szczeniaka z którym przyszłość na pewno nie będzie łatwa... rozumiem cie
|
|
|
|
|
[26.01] 21:23 |
|
kamyk tt
|
|
pewnie, że można. wystarczy wejść na http://top-ogloszenia.net/ w zakładce towarzyskie sa oferty dziewczyn i facetów na szybkie randki. zależy od charakteru i potrzeb
|
|
|
|
|
[02.03] 20:37 |
FigoFago1234987
bartekkorba@tlen.pl |
Sluchajcie mam problem, mam 15 lat i 3 miesiace temu zakochalem sie w kolezance po tygodniu ciaglego z nia pisania napisalem jej ze sie w niej zakochalem ona sie zdziwila i nie wiedziala co odpisac wiec uszanowala to a ja sie dalej staralem minal miesiac i jej powiedzialem ze ja kocham i ja pocalowalem w policzek zawstydzila sie a pozniej mi napisala ze mnie uwaza jako przyjaciela i zaczolem sie klocic z nia ze nie ma przyjazni damsko meskiej i koledzy mnie przekonali zeby ja wyzywac wiec 1 kolega ja wyzywal od szmat itp ja zrobilem to samo ona sie poplakala na 2 dzien zalowalem tego co zrobilem wiec postanowilem ja przeprosic wybaczyla mi juz bylo normalnie po miesiacu gadania i pisania wkurzyla sie na mnie bo bylem o nia zazdrosny i sie zaczelismy klocic ;/ niestety sie poplakalem bo ja kocham na 2 dzien wyzalilem sie koledze i on powiedzial ze to zwykla szmata ze nie potrafi uszanowac tego ze ma mnie w dupie itp i wyzywalem ja z kolega... ;/ w szkole wgl sie do mnie nie odzywa ma mnie w dupie o przeprosiny nie mam po co startowac a kocham ja od 3 miesiacy pawie 4 i nwm co mam robic
dsfsdf
|
|
|
|