| |
|
[04.02] 07:03 |
|
chloporobotnik1
|
..pokochaj siebie...
...wiesz, nie wiesz, poznasz, zapomnisz, znajdziesz, zgubisz...
...życie trwa, mija, powtarza się, zatacza koło, żyj jego pełnią...
|
|
|
|
|
[24.03] 13:31 |
|
eremitka46
|
|
Czytam to wszystko i nic, kompletnie nic z tego nie wynika! Same banały, truizmy. Pozdrawiam samotnych
|
|
|
|
|
[24.03] 14:47 |
|
egos73
|
|
hej kobieto-w kazdym wieku można sobie ułożyć zycie-mam pytanko skąd ten nick czy wiesz co on oznacza?
|
|
|
|
|
[24.03] 14:51 |
|
egos73
|
|
jak coś to napisz do mnie na egos763@tlen.pl -porozmawiamy
|
|
|
|
|
[27.03] 20:45 |
|
akni43
|
|
Zostałam rozwódka przed 40-tką..a juz jest po...ale układanie zycia zaczęłam od samego poczatku.. nie tyle że z kimś.. ale nowego życia..i starałam się je polubić... bo to ja podjęłam decyzję o rozwodzie..Fakt.. może nie jest czasami za wesoło..ale wierzę że teraz po siedmiu latach .. gdy poukładałam wiele spraw..które mnie przerażały na poczatku..mogę mysleć o ułożeniu życia we dwoje..
|
|
|
|
| [20.05] 18:12 |
|
|
[17.04] 07:06 |
|
mariankotek
|
Żaden problem, jest dużo wolnych facetów, mają 50+ lat niewysoki wzrost i takież zarobki albo renty, brzuszki, łysinki, byłe żony i dzieci z tymi żonami i alimenty. Czy to cie zadowoli ? Czy szukasz przystojnego wysportowanego wysokiego bez zobowiązań najlepiej kawalera do 35 lat z willą basenenm limuzyną który od razu pokocha twoje dzieci z wzajemnością i bedzie@@@ny dla ciebie dzieci i twojej rodziny ?
|
|
|
|
|
[19.04] 09:56 |
|
tutela
|
to nie jest kwestia poznania przystojnego 35 latka z willą i basenem.
nasze doświadczenia zyciowe zamiast pomóc przeszkadzają. wiemy już czego nie chcemy , a dopasowac sie na nowo jest bardzo trudno. próbowałam dwa razy ułożyć sobie zycie po rozwodzie na nowo. wszystko sproadzało sie do jednego - wygodny facetów. na początku kiedy kobieta jest potrzebna wszystko jest ok. umieją sie postarać i troche wysilic. po czasie zaczyna sie zwykłe wygodnictwo i brak starania żeby w związku były emocje i potrzeba wzajemnego pragnienia siebie. kobieta jest to fajnie. mozna spocząć na laurach. a jeszcze lepiej traktowac znajomość bez zobowiązań. tak jest po prostu wygodniej. po co sie wysilać.na takim myśleniu trudno budowac życie na nowo. przykre, ale prawdziwe panowie.
|
|
|
|
|
[22.04] 14:00 |
|
mariankotek
|
Narzekania niezadowolenie wymagania żadania oczekiwania itd itp + feministyczny bełkot. Prawie to samo mozna powiedzieć o kobietach. A może rozwódko mogłabyś coś ofiarować od siebie a nie tylko brać i oczekiwać. Aby były emocje, aby sie wysilał. A ileż mozna sie wysilać. Może facet ma całe zycie zdobywać dawać z siebie i nie liczyć na nic abyś ty mogła sobie lekko łatwo i przyjemnie żyć a gdy ci sie znudzi albo gdy odda już wszystko co ma to sobie zmienić i wziąć nowego frajera który będzie sie starał itd itp "aby były emocje".
|
|
|
|
[23.04] 09:03 |
|
Dzanek
|
|
tutela (08.04.19 09:56):
to nie jest kwestia poznania przystojnego 35 latka z willą i basenem.
nasze doświadczenia zyciowe zamiast pomóc przeszkadzają. wiemy już czego nie chcemy , a dopasowac sie na nowo jest bardzo trudno. próbowałam dwa razy ułożyć sobie zycie po rozwodzie na nowo. wszystko sproadzało sie do jednego - wygodny facetów. na początku kiedy kobieta jest potrzebna wszystko jest ok. umieją sie postarać i troche wysilic. po czasie zaczyna sie zwykłe wygodnictwo i brak starania żeby w związku były emocje i potrzeba wzajemnego pragnienia siebie. kobieta jest to fajnie. mozna spocząć na laurach. a jeszcze lepiej traktowac znajomość bez zobowiązań. tak jest po prostu wygodniej. po co sie wysilać.na takim myśleniu trudno budowac życie na nowo. przykre, ale prawdziwe panowie.
A co Ty dałas?ofiarowałaś?
Sprzedam puste dni bez wyjsciowych drzwi
|
|
|
|
|
[15.05] 19:10 |
|
tutela
|
|
widzę,że panowie się oburzyli. niesłusznie. jestem akurat z tych co dają dużo z siebie. nie uznaję półśrodków. jesli jestem z kim to nie dla wygody. raczej wychodze z założenia,że ważniejsze jest aby ofiarowac drugiej osobie tyle żeby czuła się szczęśliwa, a przynajmniej żeby było jej dobrze ze mną. ale ile mozna dawać,a w zamian otrzymywać namiastki. nie wiem ? - z lenistwa, wygody? jesli jedna strona sie angażuje,druga zaczyna to wykorzystywać. pewnie mają ci rację, którzy piszą,że kobiety postepują w podobny sposób. nie umiem tak i nie godzę sie z tym. poprostu....
|
|
|
|
|
[16.05] 19:24 |
|
dracena
|
Temat który poruszyła "TUTELA" jest stary jak świat. Jeżeli w pewnym momencie zabraknie kompromisów to zaczynają sie nieporozumienia. Wywołałaś temat który jedni bagatelizują inni jeszcze zohydzają a jeszcze inni mają dobry ubaw. Życie we dwoje to na początku fascynacja, miłość, pożądanie. Po tym okresie, kiedy już pobieżnie się znamy następuje etap tolerancji, przywiązania i partnerstwa. Cementują ten okress dzieci. Jeżeli jedna z tych osób zaczyna komplikować sobie życie a okazji do tego jest wiele: książki, filmy, koleżanki, koledzy i można tak wymieniać bez końca. Jeżeli nasze wcześniejsze uczucie było słabe a myślenie o lepszym życiu silniejsze następuje to co Ciebie spotkało.
"MARIANKOTEK"
Wydaje mi się, że jesteś strasznie rozgoryczony i pewnie życie dało Ci sie dobrze we znaki, ale nie zawsze tak jest jak piszesz. Wymieniać drugie osoby na nowszy model nie zawsze wychodzi nam na zdrowie a i na kieszeń. Czasem nie jest tak jak myślimy.To dwoje ludzi o różnych charakterach i jeżeli zabraknie zaufania a na to nakłada się niedojrzałość emocjonalna to dramat wcześniej czy później musi się wydarzyć. Przykro mi, że jesteś tak bardzo zawiedziony. Pozdrawiam Wszystkich wiosennie i cieplutko
|
|
|
|
|
[01.04] 09:51 |
|
38 letnia kobieta
|
Jestem przed dylematem rozwodu,chce odejsc ale najzwyczajniej w swiecie sie boje.Ale zyc u boku mezczyzny do ktorego milosc wygasla,z ktorym nie mam o czym rozmawiac,ktory mnie poniżał,nie potrafie..ale dalej wegetuje z nim pod jednym dachem.Uzaleznienie...toksyczny zwiazek..nie wiem jak to nazwac.Jeszzce rok temu bylam taka silna,zeby odejsc a teraz nie majac poparcia rodzicow(nie uwazaja rozwodow)stracilam wiare we wszystko i po woli przekonuje sie,ze moge nie dac sobie rady...tak jak to moi rodzice i moj jeszcze maz mowia...Sama siebie nie rozumiem,a zyc u boku mezczyzny a wlasciwie wegetowac to nie ma sensu.
|
|
|
|
|
[01.04] 10:30 |
|
dzieciata
|
|
38 letnia kobieta (10.04.01 09:51):
Jestem przed dylematem rozwodu,chce odejsc ale najzwyczajniej w swiecie sie boje.Ale zyc u boku mezczyzny do ktorego milosc wygasla,z ktorym nie mam o czym rozmawiac,ktory mnie poniżał,nie potrafie..ale dalej wegetuje z nim pod jednym dachem.Uzaleznienie...toksyczny zwiazek..nie wiem jak to nazwac.Jeszzce rok temu bylam taka silna,zeby odejsc a teraz nie majac poparcia rodzicow(nie uwazaja rozwodow)stracilam wiare we wszystko i po woli przekonuje sie,ze moge nie dac sobie rady...tak jak to moi rodzice i moj jeszcze maz mowia...Sama siebie nie rozumiem,a zyc u boku mezczyzny a wlasciwie wegetowac to nie ma sensu.
Z twojej wypowiedzi daje sie odczuc niepewnosc..
Jak nie jestes pewna swojej decyzji to tego nie rob..
Przeczekaj, byc moze..to cos krotkotrwalego..i po czasie zorientujesz sie czy rozwod to jedyne wyjscie..
http://www.dailymotion.pl/video/x7762i_anna- german-czyowieczy-los_music
|
|
|
|
|
[01.04] 11:02 |
|
38 letnia kobieta
|
wiem ,ze jestem niepewna ale wydaje mnie sie,ze moja niepewnosc lezy na calkiem innym podlozu.Moj zwiazek zaczal sie psuć jakis cztery lata temu i z roku na rok bylo coraz gorzej a ja w tym czasie zasiegnelam porady psychologa i gdybym wtedy miala oszczednosci na rozwod to rozwiodlabym sie a teraz mam i boje sie.Nie kocham juz meza a on twierdzi,ze mnie kocha i rozwodu mi nie podpisze.Chyba zdominowal moja psychike,mowiac czesto,ze zadnej przyszlosci nie dam corce,ze nie dojde do niczego,ze on sie przyczyni,ze wszystko strace,ze mieszkanie w ktorym mieszkamy,nawet corce nie przepisze tylko innym osobom...ja w to zaczynam wierzyc...tym bardziej,ze moge byc winna rozpadowi bo od roku spotykam sie z kims.Praktycznie od jakis dwoch lat z mezem nie potrafie rozmawiac a jezeli juz to najczesciej konczy sie klotnia i to niekoniecznie z mojej strony.Dlaczego on mnie chce zniszczyc,oddalam mu sklep,zeby nie zostal bez pracy bo wiem,ze w jego wieku(52 lata) bylo by mu trudno cokolwiek znalesc.Ze sklepu wlasciwie nie mam nic,zadnej gotowki bo mi nie daje,kosmetyki i srodki hig kupuje sobie sama,corce na bilet do szkoly i ksiazki tez kupilam z tych pieniedzy co zarobilam wyjezdzajac za granice,bo on stwierdzil z rodzicami ze jak nic nie bede miec to z nim zostane...a wiadomo corka musi sie uczyc i dojezdzac do szkoly...Pozdrawiam
|
|
|
|
|
[01.04] 11:24 |
|
dzieciata
|
|
38 letnia kobieta (10.04.01 11:02):
wiem ,ze jestem niepewna ale wydaje mnie sie,ze moja niepewnosc lezy na calkiem innym podlozu.Moj zwiazek zaczal sie psuć jakis cztery lata temu i z roku na rok bylo coraz gorzej a ja w tym czasie zasiegnelam porady psychologa i gdybym wtedy miala oszczednosci na rozwod to rozwiodlabym sie a teraz mam i boje sie.Nie kocham juz meza a on twierdzi,ze mnie kocha i rozwodu mi nie podpisze.Chyba zdominowal moja psychike,mowiac czesto,ze zadnej przyszlosci nie dam corce,ze nie dojde do niczego,ze on sie przyczyni,ze wszystko strace,ze mieszkanie w ktorym mieszkamy,nawet corce nie przepisze tylko innym osobom...ja w to zaczynam wierzyc...tym bardziej,ze moge byc winna rozpadowi bo od roku spotykam sie z kims.Praktycznie od jakis dwoch lat z mezem nie potrafie rozmawiac a jezeli juz to najczesciej konczy sie klotnia i to niekoniecznie z mojej strony.Dlaczego on mnie chce zniszczyc,oddalam mu sklep,zeby nie zostal bez pracy bo wiem,ze w jego wieku(52 lata) bylo by mu trudno cokolwiek znalesc.Ze sklepu wlasciwie nie mam nic,zadnej gotowki bo mi nie daje,kosmetyki i srodki hig kupuje sobie sama,corce na bilet do szkoly i ksiazki tez kupilam z tych pieniedzy co zarobilam wyjezdzajac za granice,bo on stwierdzil z rodzicami ze jak nic nie bede miec to z nim zostane...a wiadomo corka musi sie uczyc i dojezdzac do szkoly...Pozdrawiam
..sama twierdzisz,ze nie kochasz meza, a to, iz on Cie kocha nie ma takiego znaczenia. Najwazniejsze jest abys byla swojej decyzji pewna, a cala otoczka z tzw. reszta, tj. "czy sobie poradze bez niego lepiej czy gorzej"..tak na prawde nie zadnego znaczenia..
Piszesz, ze jestes z kims..jak moge podpowiedziec to nie licz na kogos tylko zawsze staraj sie liczyc wylacznie na siebie sama..bo w najmniej spodziewanym momencie mozesz sie zawiesc na nowo poznanej osobie..
Jezeli zdecydujesz sie juz na ten krok to musisz byc 100% pewna, ze jestes zdana na sama siebie i od tej chwili zaczyna sie nowe zycie ale to Ty je bedziesz ukladac, a nie wspolnie jak dotychczas..i "jak sobie poscielesz, tak sie wyspisz"
Pozdrawiam
http://www.dailymotion.pl/video/x7762i_anna- german-czyowieczy-los_music
|
|
|
|
|
[01.04] 11:30 |
|
a ja ci powiem
|
|
38 letnia kobieta (10.04.01 11:02):
wiem ,ze jestem niepewna ale wydaje mnie sie,ze moja niepewnosc lezy na calkiem innym podlozu.Moj zwiazek zaczal sie psuć jakis cztery lata temu i z roku na rok bylo coraz gorzej a ja w tym czasie zasiegnelam porady psychologa i gdybym wtedy miala oszczednosci na rozwod to rozwiodlabym sie a teraz mam i boje sie.Nie kocham juz meza a on twierdzi,ze mnie kocha i rozwodu mi nie podpisze.Chyba zdominowal moja psychike,mowiac czesto,ze zadnej przyszlosci nie dam corce,ze nie dojde do niczego,ze on sie przyczyni,ze wszystko strace,ze mieszkanie w ktorym mieszkamy,nawet corce nie przepisze tylko innym osobom...ja w to zaczynam wierzyc...tym bardziej,ze moge byc winna rozpadowi bo od roku spotykam sie z kims.Praktycznie od jakis dwoch lat z mezem nie potrafie rozmawiac a jezeli juz to najczesciej konczy sie klotnia i to niekoniecznie z mojej strony.Dlaczego on mnie chce zniszczyc,oddalam mu sklep,zeby nie zostal bez pracy bo wiem,ze w jego wieku(52 lata) bylo by mu trudno cokolwiek znalesc.Ze sklepu wlasciwie nie mam nic,zadnej gotowki bo mi nie daje,kosmetyki i srodki hig kupuje sobie sama,corce na bilet do szkoly i ksiazki tez kupilam z tych pieniedzy co zarobilam wyjezdzajac za granice,bo on stwierdzil z rodzicami ze jak nic nie bede miec to z nim zostane...a wiadomo corka musi sie uczyc i dojezdzac do szkoly...Pozdrawiam
Czas zaczac myslec o sobie,usiadz i przeanalizuj,co jest za tym aby z nim zostac a co aby odejsc,czy jest sens nadal sie meczyc,sama tkwilam przez 20 lat w takim uzalezniajacym mnie zwiazku,tez slyszalam slowa-nie poradzisz sobie,zdechniesz z glodu,poradzilam sobie i jestem szczesliwa,spelniana 45-latka,nie zaluje ,ze odeszlam,pewnie do dzis bym sie dusila,
Powiem ci szczerze pomysl o sobie,co dla ciebie jest dobre,bo to twoje zycie i masz je tylko jedno
|
|
|
|
|
[01.04] 11:50 |
|
38 letnia kobieta
|
a ja ci powiem (10.04.01 11:30): 38 letnia kobieta (10.04.01 11:02):
wiem ,ze jestem niepewna ale wydaje mnie sie,ze moja niepewnosc lezy na calkiem innym podlozu.Moj zwiazek zaczal sie psuć jakis cztery lata temu i z roku na rok bylo coraz gorzej a ja w tym czasie zasiegnelam porady psychologa i gdybym wtedy miala oszczednosci na rozwod to rozwiodlabym sie a teraz mam i boje sie.Nie kocham juz meza a on twierdzi,ze mnie kocha i rozwodu mi nie podpisze.Chyba zdominowal moja psychike,mowiac czesto,ze zadnej przyszlosci nie dam corce,ze nie dojde do niczego,ze on sie przyczyni,ze wszystko strace,ze mieszkanie w ktorym mieszkamy,nawet corce nie przepisze tylko innym osobom...ja w to zaczynam wierzyc...tym bardziej,ze moge byc winna rozpadowi bo od roku spotykam sie z kims.Praktycznie od jakis dwoch lat z mezem nie potrafie rozmawiac a jezeli juz to najczesciej konczy sie klotnia i to niekoniecznie z mojej strony.Dlaczego on mnie chce zniszczyc,oddalam mu sklep,zeby nie zostal bez pracy bo wiem,ze w jego wieku(52 lata) bylo by mu trudno cokolwiek znalesc.Ze sklepu wlasciwie nie mam nic,zadnej gotowki bo mi nie daje,kosmetyki i srodki hig kupuje sobie sama,corce na bilet do szkoly i ksiazki tez kupilam z tych pieniedzy co zarobilam wyjezdzajac za granice,bo on stwierdzil z rodzicami ze jak nic nie bede miec to z nim zostane...a wiadomo corka musi sie uczyc i dojezdzac do szkoly...Pozdrawiam
Czas zaczac myslec o sobie,usiadz i przeanalizuj,co jest za tym aby z nim zostac a co aby odejsc,czy jest sens nadal sie meczyc,sama tkwilam przez 20 lat w takim uzalezniajacym mnie zwiazku,tez slyszalam slowa-nie poradzisz sobie,zdechniesz z glodu,poradzilam sobie i jestem szczesliwa,spelniana 45-latka,nie zaluje ,ze odeszlam,pewnie do dzis bym sie dusila,
Powiem ci szczerze pomysl o sobie,co dla ciebie jest dobre,bo to twoje zycie i masz je tylko jedno wiem,ze zycie mam tylko jedno i dlatego nie chce go starcic bedac u boku mezczyzny ktorego nie kocham a bedac po rozwodzie mam jakas szanse na ulozenie sobie wszystkiego od nowa...dziekuje za rade
|
|
|
|
|
[01.04] 11:59 |
|
38 letnia kobieta
|
No tak,jaka decyzje podejme to ja bede ponosci konsekwencje tego czynu,moze moje obawy okaza sie bezpodstawne i bedzie lepiej jak sobie to wyobrazam.Zobacze i na pewno przemysle wszystko.Pozdrawiam i bardzo dziekuje za odpowiedz,daly mi one pozytywne myslenie
|
|
|
|
|
[21.05] 11:37 |
|
kaszaka
|
Tutela- moim zdaniem nie ma sensu dołować się, bo to i tak niczego nie przyniesie. Chyba znam dość dobrze Twoją sytuację Wprawdzie nie z własnego doświadczenia, ale moja koleżanka była w podobnej sytuacji. Szybko wyszło za mąż, w wieku 19 lat. Była to jej pierwsza miłość, zakochani w sobie po uszy, od razu ślub, mieszkanie, dzieci. Przez pierwsze lata byli bardzo szczęśliwi. Później coraz mniej, zaczęli odczuwać stagnację. Zaczęły się problemy, w końcu wzięli rozwód, koleżanka miała 34 lata. Oczywiście z początku nie myślała o innych facetach, chciała dojść do siebie po rozwodzie. Gdy już zaczęła sobie jakoś układać życie, miała podobne dylematy do Ciebie, czyli bała się, że już na stałe będzie samotna. Mimo wszystko zaczęła się spotykać z facetami, z nikim nie mogła związać się na dłużej, bo faceci bali się zobowiązań. W dodatku koleżanka z dwójką dzieci. Za każdym razem kończyło się na paru spotkaniach. Jednak kobiecie już w zaawansowanym wieku, z dwójką dzieci nie jest łatwo znaleźć kogoś, kto nadawałby się do poważnego związku. W końcu ktoś jej podpowiedział, żeby spróbowała poszukać na portalu matrymonialnym, mydwoje.pl, gdzie może znaleźć kogoś odpowiedniego dla siebie. I faktycznie poszukała tam, zaznaczyła w kryteriach, że szuka faceta, który akceptuje to, że kobieta posiada już dzieci itp. Po paru spotkaniach trafiła na tego właściwego i od początku zaczyna cieszyć się życiem. Więc Ty też nie masz co się łamać, tylko korzystać z życia, nawet jeśli nikogo nie masz, to nie przejmuj się tym, możesz zacząć szukać tak jak moja koleżanka, na przykład. Na tym portalu już są ludzie, którzy szukają związków na poważnie, więc może nie miałabyś takich problemów jak teraz. Nie wiem, ale moim zdaniem siedzenie z założonymi rękoma i zamartwianie się jest najgorszym wyjściem. Pozdrawiam!
|
|
|
|
|
[31.07] 00:05 |
|
mirek12321
|
tak hce z tobom pisać
|
|
|
|
|
[04.01] 00:47 |
|
jahot75
|
|
HEJKA POZDRAWIAM WSZYSTKICH DOWIEDZIAŁEM SIĘ DZIŚ O TEJ STRONCE JESTEM PO ROZWODZIE I NAJWYRAŹNIEJ NIE MAM FARTA DO KOBIET MAM 35LAT I JAKOŚ NIE MOGĘ ZNALEŹĆ TEJ WPORZO DORADZICIE??????DZIĘKUJĘ.
|
|
|
|
[04.01] 08:03 |
|
inna niż wszystkie-34
|
|
Sprzedawca_marzeń (08.02.02 07:33):
<cytat>tutela (08.02.01 21:25):
ja bardzo chcę. może za bardzo i nic z tego nie wychodzi.</cytat>
Trzeba marzyc,marzenia sa pokarmem dla duszy,bez nich dusza umiera.
popieram,marzenia są pokarmem dla duszy, ale to coś do czego trzeba jednak dążyć.
gdzieś przeczytałam,że po rozwodzie(rozstaniu z kimś bliskim)też jest życie.trzeba tylko dać sobie trochę czasu, oswoić się z nową sytuacją, jest to pewnego rodzaju kryzys i nie wolno w nim utknąć i rozczulać się jak to się świat zawalił...wokół wszystko jest bez zmian...ktoś tam pisze,że trzeba korzystać z życia i ma racje, owszem z głową, ale dlaczego nie?
pozdrawiam
|
|
|
|
|
[04.01] 21:42 |
|
jahot75
|
|
DZIĘKUJE ZA POCIESZENIE BĘDĘ SIĘ STARAŁ RÓWNIEŻ ŻYCZE POWODZENIA POZDRAWIAM!!!
|
|
|
|
[05.01] 10:04 |
|
[05.01] 14:06 |
|
inna niż wszystkie-34
|
|
jahot75 (11.01.04 21:42):
DZIĘKUJE ZA POCIESZENIE BĘDĘ SIĘ STARAŁ RÓWNIEŻ ŻYCZE POWODZENIA POZDRAWIAM!!!
staraj się staraj
pozdrawiam
|
|
|
|
|
[05.01] 17:43 |
|
|
[12.03] 12:13 |
|
tonio71
|
|
38 letnia kobieta (10.04.01 11:50):
<cytat>a ja ci powiem (10.04.01 11:30):
<cytat>38 letnia kobieta (10.04.01 11:02):
wiem ,ze jestem niepewna ale wydaje mnie sie,ze moja niepewnosc lezy na calkiem innym podlozu.Moj zwiazek zaczal sie psuć jakis cztery lata temu i z roku na rok bylo coraz gorzej a ja w tym czasie zasiegnelam porady psychologa i gdybym wtedy miala oszczednosci na rozwod to rozwiodlabym sie a teraz mam i boje sie.Nie kocham juz meza a on twierdzi,ze mnie kocha i rozwodu mi nie podpisze.Chyba zdominowal moja psychike,mowiac czesto,ze zadnej przyszlosci nie dam corce,ze nie dojde do niczego,ze on sie przyczyni,ze wszystko strace,ze mieszkanie w ktorym mieszkamy,nawet corce nie przepisze tylko innym osobom...ja w to zaczynam wierzyc...tym bardziej,ze moge byc winna rozpadowi bo od roku spotykam sie z kims.Praktycznie od jakis dwoch lat z mezem nie potrafie rozmawiac a jezeli juz to najczesciej konczy sie klotnia i to niekoniecznie z mojej strony.Dlaczego on mnie chce zniszczyc,oddalam mu sklep,zeby nie zostal bez pracy bo wiem,ze w jego wieku(52 lata) bylo by mu trudno cokolwiek znalesc.Ze sklepu wlasciwie nie mam nic,zadnej gotowki bo mi nie daje,kosmetyki i srodki hig kupuje sobie sama,corce na bilet do szkoly i ksiazki tez kupilam z tych pieniedzy co zarobilam wyjezdzajac za granice,bo on stwierdzil z rodzicami ze jak nic nie bede miec to z nim zostane...a wiadomo corka musi sie uczyc i dojezdzac do szkoly...Pozdrawiam
</cytat>
Czas zaczac myslec o sobie,usiadz i przeanalizuj,co jest za tym aby z nim zostac a co aby odejsc,czy jest sens nadal sie meczyc,sama tkwilam przez 20 lat w takim uzalezniajacym mnie zwiazku,tez slyszalam slowa-nie poradzisz sobie,zdechniesz z glodu,poradzilam sobie i jestem szczesliwa,spelniana 45-latka,nie zaluje ,ze odeszlam,pewnie do dzis bym sie dusila,
Powiem ci szczerze pomysl o sobie,co dla ciebie jest dobre,bo to twoje zycie i masz je tylko jedno
</cytat>wiem,ze zycie mam tylko jedno i dlatego nie chce go starcic bedac u boku mezczyzny ktorego nie kocham a bedac po rozwodzie mam jakas szanse na ulozenie sobie wszystkiego od nowa...dziekuje za rade
|
|
|
|
|
[12.03] 13:30 |
|
czytająca
|
|
chloporobotnik1 (08.02.01 14:41):
nie dlaczego,
milosc jest tylko miloscia, moze byc naprawde prawdziwa ale wcale nie musi trwac do grobowej deski
... i raczej nie trwa ...
właśnie dlatego, że miłość jest tylko miłością
|
|
|
|
|
[23.03] 13:53 |
Monia
meller1@tlen.pl |
Życie to nie koncert życzeń. Trudno znaleźć inteligentnego, miłego mężczyznę, aby szczerze porozmawiać. A co dopiero oczekiwać coś więcej. Zazwyczaj życie szybko weryfikuje i okazuje się, że to tylko gra pozorów daleka od rzeczywistości.
|
|
|
|
|
[28.03] 14:10 |
KSIĄDZ
maxi72@tlen.pl |
38 letnia kobieta
|
|
|
|