o2.pl forum.o2.pl
poczta.o2.pl
E-mail 20GB
Pudelek.pl - plotki, zdjęcia, sensacje
Pudelek
Wrzuta.pl - video, muzyka, mp3
Wideo+mp3
Login: @o2.pl Hasło:
  Strona główna» forum Proza i poezja
 » Odpowiedz na ten temat

*Spowiedz nastolatka, ktory przegral swoje zycie*

[13.09.2006] 20:50
M._spod_Warszawy
(jest to przeklad z innego forum, na ktorym znalazlem to dramatyczne wolanie o pomoc)

Zwykle moje siedzenie na tym forum ogranicza sie do odswiezania co 3 sekundy i zzynania czyichs co lepszych podszywow, a potem wpisywania ich i rajcowania sie, ze niby ja bylem taki blyskotliwy.
No ale nic, opowiem troche o swoim zyciu. Mieszkam w podwarszawskiej miejscowosci, w bloku. Ogolnie jestem posmiewiskiem wszystkich z dzielnicy. Do okolo pol roku wstecz musialem co wieczor grzebac z mama w smietniku, a potem sprzedawac puszki i kombinowac na rozne sposoby, zeby miec na jedzenie i jakies ciuchy od czasu do czasu na wage. Mam siostre, jest starsza o dwa lata i juz dwa razy przylapala mnie w kiblu, jak targam skore z jej majtkami zalozonymi na gebe. Nawet nie umiem sie dobrze z tym kryc... Poza tym, co utrudnia sprawe, jestem przygluchy, od kiedy dostalem cegla w leb od goscia, ktorego jeszcze minute wczesniej uwazalem za najlepszego kumpla
Nie mam kolegow, jak juz wspomnialem, wszyscy i w szkole, i na dzielnicy maja ze mnie beke. Sadze, ze jest to troche wina mojego charakteru. Ale mam tez pewna wstydliwa przypadlosc... Gdy bylem mlodszy, eksperymentowalem z analnym uzywaniem dezodorantu - wpychalem go sobie w tylek, bo chcialem poczuc, jak czuje dziewczyna Niestety, przez to zrobily mi sie problemy ze zwieraczem i teraz od czasu do czasu mam tendencje do popuszczania goowna. Pol biedy, jak zrobie to w domu przed kompem, ale gorzej w szkole, czy na miescie.
To bardzo mnie oniesmiela.
Kiedys mialem dwoch kumpli, jak bylem sporo mlodszy, ale nasza przyjazn trwala do wspolnego wypalenia fajki w kiblu. Mialem potem wyrzuty sumienia i chcialem poradzic sie w tej sprawie wychowawczyni, a ona rozdmuchala sprawe. Dostalem pozniej jeden z lepszych w@@@ow w moim zyciu. Najpierw od starej, koncowka pasa, potem od bylych kumpli. Od tej pory juz nikt sie ze mna nie kolegowal, oprocz drugiego rownie gnojonego chlopca z mojej klasy, tory powszechnie uwazany byl za pedala. Ale trzymalem sie go, z przymusu. Znosilem to, ze czasem macal mnie pod lawka, czy ocieral sie o mnie. Z czasem zaczelo mi sie to nawet podobac.
Te gejowskie aluzje zryly mi troche psyche i zaczalem sie dobierac do naszego psa, ktorego siostra dostala na urodziny. Byl maly i wlochaty. Troche_za_maly. Obwiazalem go sznurkiem, zeby nie pekl i ladowalem, wyobrazajac sobie, ze to ten moj kolega - gej. Niestety, psu pekly kiszki i dostalem kolejny lomot od starej. Moze by sie nie wydalo, gdyby nie to, ze zdazylem sie obficie spuscic na chwile przed ta tragedia...
Kiedys odwazylem sie odezwac do jednej dziewczyny z mojej klasy, jeszcze w podstawowce. Byla naprawde piekna. Odezwalem sie do niej na dyskotece, najdelikatniej jak umialem proszac ja do tanca. Nie wiem, co zrobilem zle, moze zrazila ja moja koszulka z sekend hendu z niezmywalna plama troche nad krokiem, ale to byla i tak najlepsza, jaka mialem. Laska powiedziala mi wtedy, ze takiego chodzacego gowna jak ja, nie dotknelaby patykiem przez szmate. To mnie zrazilo do dziewczyn na dalsze lata, no, poza moja siostra, a raczej jej majtkami.
Kiedys wychowawczyni, podpuszczona przez klase, wybrala mnie do recytacji wiersza przed cala szkola. Bylem przerazony, spocilem sie jak swinia juz godzine przed wystepem. I wtedy wydarzylo sie cos dziwnego. Koledzy z klasy, ktorzy normalnie w najlepszym razie nie pluli mi w twarz przechodzac obok, zawolali mnie do siebie do szatni.
Mieli jakas swinska gazetke. Wolalem co prawda sex ze zwierzetami, ale i tak podniecilem sie niesamowicie, gdy mi ja pokazali. Niestety, tej podjary nie wytrzymaly moje zwieracze i zessralem sie w majtki, rzadkim kalem. Kumple mieli beke nie z tej ziemi, jeden tez z tego wszystkiego sie zesral, tarzajac sie w konwulsjach po ziemi.
To byl dla mnie koniec swiata, bo tak, czy siak musialem wystapic. No i wyszedlem przed widownie, spocony jak dzika swinia i z wielka brazowa plama na tylku i nogawkach. Zrobiono mi zdjecia, ktore poszly potem do szkolnej gazetki i znalazly sie w internecie. W trakcie wystapienia, z powodu potwornego wstydu, bezwiednie sie rowniez zsikalem, przodem do wszystkich.
Czulem sie naprawde przegrany, chcialem popelnic samobojstwo. W domu polknalem garsc jakichs tabletek. Niestety przezylem - okazalo sie ze to byly antykoncepcyjne mojej starej.
Mielismy wtedy troche pieniedzy, na tyle, zebym kupowal juz sobie markowe ubrania z Biedronki. Mama zalozyla internet, odkrylem to forum. Zaczalem sciagac sobie tony pornografii i walic konia nawet do 8, 9 razy dziennie. Walilem praktycznie przy wszystkim, doszlo do tego, ze robilem to przy zdjeciach z rodzinnego albumu.
Pozniej znow nie mielismy kasy, musielismy zbierac puszki... Moja siostra dawala najwiekszym ogrom z jej klasy, zeby miec kase na lepsze ubrania i kosmetyki. Pozniej przyszedl lepszy czas, bo starsza znalazla sobie nowego fagasa. Mielismy troszke kasy. Zaczalem kupowac w szkolnym sklepiku slodycze kolegom, zeby sie im przypodobac.
W koncu jeden zaczal ze mna trzymac, chyba tylko dlatego, ze nie mial netu, a u mnie mogl za darmo sobie w nim siedziec godzinami. Z czasem jednak nawet skumplowalismy sie.
Moj kolega byl dosc bogaty. Nie mial netu, bo mieszkal na wsi, poza zasiegiem Neo, czy innych. Ale chacjendy slabej nie mial. Raz tam bylem, jak czekalem na niego przed jego brama pol godziny. Po drugiej stronie bramy szalal jego ciety na mnie pies. Nie wiem czemu tak sie na mnie wsciekal. Moze wyczul, ze chcialbym go psedupcyc?
Z moim nowym kolega, Rafalem, poszlismy pewnego razu do Biedronki. Chcial sie pozbijac z rzeczy, ktore tam byly na sprzedaz. Ja rowniez sie smialem, do rozpuku, mimo, ze caly bylem ubrany w ciuchy z Biedronki.
W koncu Rafal wypatrzyl jakas wyjatkowo oblesna bluze i zaczal sie brechtac, ze chyba kupi taka komus, kogo nie lubi, na gwiazdke.
Nie widzielismy sie potem przez jakis czas, bo nadeszly swieta. W

   (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane.
[13.09.2006] 20:52
M._spod_Warszawy
W wigilie dostalem w prezencie od ojczyma ta wlasnie bluze. Ze lzami w oczach poszedlem w niej po nowym roku do szkoly, tracac kolejnego kolege.
Nie mam sily na razie wiecej pisac o moim totalnie przegranym zyciu. Poza tym swedzi mnie pala, bo walilem dzis tylko siedem razy, a wlasnie sciagnal mi sie z Kazyy film "Latin horse fuck".
Jesli bede mial jeszcze kiedys chwilke czasu, napisze wam moze o moich perypetiach, kiedy zdawalem na prawo jazdy, mimo ze bardzo chcialbym o tym zapomniec.
Ale nic, skoro powiedzialo sie a, to trzeba i b.

Witam ponownie. Dzis w moim przegranym z zalozenia i w praktyce zyciu wydarzyl sie kolejny dramat Ale to juz bylo prawdziwe przegiecie, jestem teraz caly rozstrzesiony i boje sie nadejscia jutra. Nie pomaga mi juz nawet targanie skory raz za razem. Nie potrafie sie uspokoic. Wszystko rozeszlo sie o dziewczyne... Pierwsza od lat, z ktora sie zetknalem i ktora nie polozyla na mnie lachy po pierwszym dokladniejszym zlustrowaniu mnie wzrokiem (nie opisalem wam sie wczesniej, ale zrobie to teraz, zebyscie mieli jako taki obraz mojej zalosnej osoby:
Jestem niski - mam 165 cm wzrostu w ortopedycznym obuwiu. Mam krzywe giry i kregoslup dopasowany ksztaltem do krzesla od kompa. Garbie sie i w tym miejscu, gdzie niektorzy maja klate, robi mi sie karykaturalna depresja.
Psy zawsze ujadaja, a koty sycza na moj widok.
Mam zolte, popsute zeby i obwisla, smutna twarz onanisty...
Waskie barki stercza mi do przodu i mam za duza glowe. Mama zawsze kaze mi strzyc sie tak, zebym zostawial sobie rowna grzywke
Grzywke, @@@, czaicie...?
Jestem obrzydliwy - nie moge sie onanizowac pod prysznicem z dwoch powodow: po pierwsze bardzo rzadko sie w ogole myje, po drugie pala mi flaczeje, kiedy widze swoja godna politowania nagosc
No dobra, tyle o mnie, opowiem wam moja dzisiejsza tragedie. Dzis w szkole, co bylo dla mnie cudem, odezwala sie do mnie niewiasta. Zaczelo sie od tego, ze szedlem sobie szkolnym korytarzem i odwazylem sie zanucic sobie happy sada:"kiedys kupie noz i powyzynam wszystkich wkolo..." Wtedy z parapetu poderwal sie jeden z palantow z klasy mlodszej o dwa lata - nawet ich nie zauwazylem - i warknal: "Probujesz podskoczyc buraku, @@@, ty cioto @@@ona?! Jakies noze nam tu insynuujesz!?" I zanim sie zorientowalem, zarobilem siarczysta lepe w moj wykrzywiony przerazeniem obwisly ryj. Zapieklo jak sam skurwisyn, w oczach stanely mi lzy. Cala ta mlodsza klasa, siedzaca wokol wybuchnela dzikim smiechem. Zaczeli robic mi foty z komorek, jak stoje w zalosnej, skulonej pozie, z puchnacym ryjem i swieczkami w slipiach. Ucieklem stamtad i schowalem sie w lazience. Ale to byl dopiero wstep do wlasciwego dramatu... Kiedy wyszedlem, wyplakawszy sie juz, z klopa, zobaczylem dziewczyne z tamtej klasy. Pomyslalem, ze moze chce mi napluc w ryj i siegnalem odruchowo do kieszeni po chusteczke. Ale nie, dziewka spytala sie mnie, czy slucham happysadu i czy mam ich jakas plyte, bo jej bardzo zalezy. Akurat tak sie skladalo, ze mialem ich plyte - Happysad jest to jedyne, czego slucham, oprocz Denzela, przy ktorego rytmicznych kawalkach dobrze mi sie masturbuje - i powiedzialem jej to z niejaka ulga (balem sie, ze napluje mi w ryj po odmownej odpowiedzi) Laska sie ucieszyla i spytala, czy bym jej tego krazka nie pozyczyl i ze moze nawet isc ze mna po lekcjach do mnie, zeby go wziac, bo jej naprawde bardzo bardzo zalezy.
Bylem wniebowziety. Rany, wreszcie jakis kontakt z dziewczyna (oprocz kontaktu z wydzielinami mojej siory). Ludzie zobacza mnie z ta laska, jak bede z nia szedl przez miasto. Uslyszalem anielskie pienia
Po lekcjach poszlismy razem w strone mojego bloku. Zagadywalem laske, ma na imie Klaudia, o nauke. Mowilem jej, ze troche mi nie idzie z fizyka... wiem, wiem, jestem zalosny az do absurdu
Nie chciala wejsc do mnie do domu, zreszta sie nie dziwie, bo moj @@@any w czy dupale ojczym (zwany dalej tate) lezal na wznak na srodku przedpokoju, z tapeta z wlasnych haftow na gebie. Tate lubi sobie czasem troche popic, coz poradzic... Klaudie przerazil ten widok i chciala juz s@@@ac, ale przypomniala sobie widac o happysadzie, bo zatrzymala sie jakos tak w pol kroku. Pobieglem do swojego pokoju, wzialem plytke i dalem jej ja. Klaudia byla zielona na twarzy (moj tate wlasnie poprawial sobie przez sen tapete), ale zmusila sie do bladego usmiechu i zeszla na chwiejnych nogach na dol.
Jakos tak pod wieczor tradycyjnie poczulem potrzebe masturbacji, tradycyjnie siedzac przy kompie. Pomyslalem sobie, ze zwale pod film ze zwierzakami (jestem ich milosnikiem) i wybralem niedawno zassany avik "Swietlana and her dog". Dobre, mocne, rosyjskie kino...
Mialem go na plytce, lezacej wsrod wielu innych w szufladzie. Zaczalem szukac, juz rozgrzewajac lewica palke... i w koncu ja dojrzalem. Wlozylem plytke do napedu, wlaczylem... I ukazaly mi sie uwory Happysadu.
POMYLILEM, K.URWA PLYTY... DALEM KLAUDII SWIETLANE Z JEJ PSEM...
Boje sie nadejscia jutra... Siedze przed kompem, w majtkach mam pelno rzadkiego goowna, bo zesralem sie z wrazenia i caly sie trzese. Mam przeyebane jak w ruskim czolgu. Nie wiem, czy nie zalatwie sie tabletkami, ale tym razem dokladnie przeczytam etykiete...
Co ja najlepszego zrobilem...

Opowiem wam dzisiaj jeszcze jedna anegdote z mojego zycia, bo po prostu czuje, ze musze sie wygadac... Poza wami nie mam nikogo, nawet na gg z nikim nie udaje mi sie zagadac dluzej niz przez trzy linijki textu - bo juz wtedy wychodzi, jakim zalosnym jestem nudziarzem i koniobijca.
Chce opowiedziec o tym, jak jakis czas temu zdawalem na prawo jazdy - do dzis mi sie to sni po nocach. Budze sie i strach przechodzi mi dopiero, kiedy potargam skora... To mi zreszta pomaga na wszystko.
Pare miesiecy temu tate zapisal mnie na kurs prawa jazdy. Zrobil to dlatego, bo czesto wraca napruty z baru i jezdzi maluchem po krawe

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [8183798]
[13.09.2006] 20:53
M._spod_Warszawy
Zrobil to dlatego, bo czesto wraca napruty z baru i jezdzi maluchem po kraweznikach. Byl mu potrzebny kierowca.
Zapisal mnie do goscia, u ktorego bylo najtaniej w miescie. Co prawda uczylem sie u niego jezdzic na starej zastawie, w ktorej nie wchodzila dwojka, no ale cel uswieca w koncu srodki.
Jazda szla mi calkiem calkiem - ta nauka to bylo zreszta jedyne, co jak dotad mi wyszlo w zyciu - i nie spodziewam sie nastepnych takich sytuacji. Na poczatku co prawda jezdzilem, @@@, jak taczką po budowie, ale w koncu instruktor grzecznie mnie pouczyl: "Jeszcze raz @@@, jeszcze jeden jedyny raz nie przyuwaz swiatel, synu @@@ i zlodzieja, a przysiegam, ze ci rozbije ten glupi pysk". To skutecznie poprawilo moja koncentracje na drodze...
W koncu nadszedl i egzamin. Tate wysuplal z kieszeni, zebym mogl za niego zaplacic i pojechalem zdawac do Wawy. Stresowalem sie wtedy tak, ze po drodze pot omal nie przezarl mi dziur pod pachami. Cieklo ze mnie ciurkiem. Jechalem autobusem, sasiedzi zaczeli sie przesiadac, byle dalej ode mnie. Na szczescie, zapobiegliwie wsadzilem sobie rano w dupe korek i zakleilem tasma izolacyjna, zeby choc raz moja kaka pozostala tam, gdzie powinna byc w takiej sytuacji.
Testy jakos zdalem. Moze dlatego, ze podpowiadal mi siedzacy obok przy kompie, starszawy pan z przylizanymi wlosami i wasikiem, ktory szeptem spytal, czy nie chcialbym isc z nim potem na piwo. Rowniez szeptem odparlem, ze nie, ale wiecej go juz o nic nie pytalem...
Plac tez zdalem - bezproblemowo. Moim egzaminatorem byl tlusty gosciu po czterdziestce, z dwoma podbrodkami, ktory ciagle drapal sie po obficie wypchanym kroczu dzinsow.
Zawalilem sprawe na miescie - ale przeciez musialem cos zyebac, nawet dziwilem sie, ze tak dobrze mi jak dotad idzie.
Zdazylem przejechac przez pierwsze rondo na trasie i, nieco juz rozluzniony, spojrzalem na chwile na dzwignie biegow. I wtedy w@@@ilem punciaka na pas trawy, przedzielajacy jezdnie. Spojrzalem, przerazony, na egzaminatora, czujac rosnacy napor na korek.
- I co, k.urwa? - spytal facet.
- Slucham? - wyjakalem.
- Nie, to ja cie slucham. Co ty k.urwa najlepszego zrobiles? Ty sie @@@u @@@ony na zastawie uczyles jezdzic, czy co? No odpowiedz mi, @@@, bo bardzo jestem tego ciekaw...
- Ja bardzo pana przepraszam...
Goscio pokrecil glowa, drapiac sie ostro po jajach. Lekka won padnietej ryby dotarla do moich nozdrzy.
- Nie mnie, gnojku, przepraszaj, ale ojca, matke. Zainwestowali w ciebie pieniadze, wierzyli w ciebie, a ty co? Na trawnik wjechales? To nie kosiarka, k.urwa, tylko woz egzaminacyjny. @@@ona "elka". Wyjrzyj i sprawdz, jak nie wierzysz.
- Ja bardzo pana prosze... Nie wiem, jak to moglo... Tate, znaczy sie ojciec, mnie zabije... Ja dobrze jezdze, tylko teraz tak, nie wiem czemu. Przepraszam, prosze, blagam... - zaczalem sie niemal modlic do goscia.
Widzialem blysk w jego oczach, dobrze sie skurwiel bawil.
- Oficjalnie juz jestes przekreslony - rzekl. - Ale poniewaz ja nie jestem takim skurwisynem, moge przymknac na to oko. Ale musisz cos dla mnie zrobic - dodal, kiedy zaczalem skwapliwie kiwac glowa.
- Wszystko - wysapalem, myslac o tym, jak bede uciekal wieczorem po mieszkaniu przed pijanym tate i rurka w jego rece. Zreszta i tak bede przed nim uciekal, dopoki do jego zamroczonego jabolem umyslu nie dotrze, ze jednak zdalem, w co chyba nawet przez chwile nie wierzyl.
Egzaminator rozluznil sie, opierajac w fotelu i rozchylajac tluste, ogromne uda.
- Wiesz, jak to sie robi - wysapal chrapliwym z rosnacego podniecenia glosem. - Nie musze cie prowadzic za raczke.
Zamurowalo mnie na chwile, ale wiedzialem, ze nie ma sensu oponowac. Bylem na straconej pozycji. Starajac sie zamaskowac wyraz obrzydzenia na twarzy, pochylilem sie nad rozporkiem mezczyzny. Gdy z ociaganiem go rozpialem, wyraznie uderzyl mnie smrod padnietej ryby.
Zamknalem oczy i zaczalem sobie wyobrazac, ze to fiut mojego dawnego kolegi z lawki (mam o nim pamieciowki do dzis) i ze pachnie lawenda.
Rozpialem sapiacemu z podjary egzaminatorowi spodnie i sciagnalem majtki. Ich spod pokrywala sztywna substacja w roznych odcieniach zolci. Nie sposob bylo ustalic, ile w tym spermy, a ile moczu...
Zwezone w szparki oczy zaczely mi lzawic - cuchnelo potwornie. Grubas zaczal sie wiercic na fotelu.
- No dalej, sciagnij skore - wysapal. - Tata nigdy nie dawal ci sie bawic siusiakiem?
Gdy trzesaca sie reka sciagnalem mu napletek, odkrylem pod nim zloze bialej mazi.
- Rob leb, @@@ - uslyszalem i gosciu zlapal mnie za kudly, nabijajac moja glowe na swoj korzen.
Zrzygalem sie w trakcie, ale on nawet tego nie zauwazyl. Rzucal sie na fotelu jak oszalaly wieloryb, a punciak bujal sie dziko na resorach, az elka spadla z dachu. W koncu wystrzelilismy obaj - on z fujary, a ja z dupy. Korek przebil tasme, markowe dzinsy z Biedronki i rozbil boczna szybe. Moja strona kabiny zaczela wygladac, jakby przeszla przez nia lawina blotna, tyle ze bloto tak nie @@@ie...
- Zdalem? - ledwo moglem cos z siebie wydusic, jak juz wykaslalem sperme z tchawicy.
Egzaminator nie odpowiedzial. Spojrzalem na jego twarz. Mial otwarte, szliste oczy i wywalony czerwony kawal miecha, bedacy u niego jezykiem. Nie zyl, powalil go zawal... I wszystko ch.uj szczelil.
Znow zaczalem rzygac.
Wrocilem do domu na piechote, bo kierowca nie chcial mnie wpuscic do autobusu. Wygladalem tak, jak zawsze sie czulem - jak chodzacy kawalek gowna.
W domu nikogo nie bylo. Pomyslalem, ze moje dalsze zycie nie ma sensu. Zaplakany jak ostatnia @@@a polknalem garsc tabletek. Potem przeczytalem, ze to globulki dopochwowe. W desperacji odkrecilem gaz - zasyczalo i po chwili umilklo. Gaz akurat sie skonczyl. Chcialem nalac wody do wanny i porazic sie pradem, ale przypomnialem sobie, ze wczoraj odcieli nam wode, nie wspomin

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [8183821]
[13.09.2006] 20:54
M._spod_Warszawy
Chcialem nalac wody do wanny i porazic sie pradem, ale przypomnialem sobie, ze wczoraj odcieli nam wode, nie wspominajac o pradzie.
Zaryczany i zasmarkany wszedlem w koncu na dach. Stanalem na jego krawedzi, patrzac w trzypietrowa otchlan. Wahalem sie. Trwalo to kilkanascie minut, na ulicy zebrali sie gapie, przyjechala straz i policja. Policyjny negocjator wskoczyl na dach. Z okna sasiedniego bloku filmowano mnie amatorska kamera (potem poszlo to w wieczornych wiadomosciach na regionalnej)
- Nie skacz ! - powiedzial glosno negocjator.
- Skocze!
- A skacz sobie, synu @@@ i zlodzieja (przysiaglbym, ze juz to gdzies slyszalem) - szepnal goscio. - Mi to zwisa. Musze tylko bez klopotow dotrwac do pierwszego.
- Slucham?! - wyjakalem.
- Chodz tu do mnie, razem znajdziemy rozwiazanie twoich problemow! - krzyknal facet do publiki, po czym szeptem dodal: - I tak nie skoczysz. Jestes za miekki, ty zalosna @@@o. Nie skoczycz, niec. Ni @@@a.
Pierwszy i jak myslalem, ostatni w zyciu mnie ponioslo.
- No to patrz! - wrzasnalem i... skoczylem.
"Chce byc aniolem, umierajac, snila
Zamknela oczy, skrzydla rozlozyla...
Lecz ujrzec Boga nie bylo jej dane..."
W locie @@@nalem girami o czyjes pelargonie i zaczalem sie obracac. Po chwili wbilem sie w napompowana przez strazakow poduszke powietrzna. Doniczka z pelargonia spadla mi na glowe i stracilem przytomnosc.
To w zasadzie tyle. Nie mam sily dalej o tym pisac. Mam juz twarz mokra od lez i palka sie dopomina o glaskanie( tak tak, mam @@@ane łuki odruchowe) To mnie wyczerpalo.
Do nastepnego razu... o ile nastapi...

Czesc, to znowu ja. Zanim napiszecie, ze moge juz wy@@@ac, przeczytajcie prosze moja dzisiejsza zyciowa tragedie, kolejna na rowni pochylej w dol mojej przegranej wegetacji.
Tak, jak sie spodziewalem, mialem dzis w szkole przesrane przez ta historie z plyta.
Szedlem dzis do budy przerazony, jak rzadko. Myslalem, czy gdzies nie s@@@ic, ale balem sie ze na miescie mnie gliny wylegitymuja. Zawie wyskakuje mi w takiej sytuacji burak na japie, bo gliniarze na ogol smieja sie z mojego pedalskiego zdjecia w legitymacji, z przycieta rowniutko grzywka, na ktorym moja onanistyczna uroda ukazana jest w pelnym swietle.
Gdy wszedlem do szkoly, juz na wejsciu zaczely rozlegac sie smiechy. Jestem do tego przyzwyczajony, ludzie tak zawsze reaguja na moj widok, ale dzis w tym smiechu bylo slychac jakby wieksze niz zwykle okrucienstwo.
Gdy szedlem korytarzem pod moja klase, ktos z boku zaszczekal, nasladujac psa. Na to pol korytarza wybuchlo huczacym brechtem.
Tylko sie nie zesraj, powtarzalem sobie w myslach jak mantre.
Nagle z klasy informatycznej wyjrzal dyrektor.
- Wlazlo, pozwol tu na chwile - powiedzial zimnym glosem.
W przeczuciu czegos straszliwego moje krzywe nogi zaczely sie telepac.
W sali oprocz dyra byla moja wychowawczyni, kilku innych nauczycieli i para nieznanych mi ludzi po czterdziestce.
- Czy ten film nalezy do ciebie? - spytal dyro, po czym wlaczyl rzutnik. Na planszy pojawily sie pierwsze sceny "Swietlany and her doga" - dorodny owczarek niemiecki, aportujacy wibrator. Przynosil swoj lup do grubawej, niskiej kobiety, o bladym ciele z rozstepami i przetluszczonymi wlosami.
- O zesz @@@ - wyrwalo mi sie mimowolnie. Mimo skrajnego przerazenia moj kutas zaczal sie podnosic, robiac namiot w spodniach.
- Czy dales plyte z tym... tym czyms corce tych panstwa? - po Dyrze widac bylo, ze powoli traci nad soba panowanie. Wskazal na nieznana mi pare.
- Dalem jej, sama mnie prosila - zaczalem mamrotac. - Tzn. o inna plyte, pomylily mi sie... - Ostrzegawczo zaburczalo mi w brzuchu.
Nagle rzucil sie na mnie ojciec Klaudii.
- Ty @@@ony zwyrodnialcu! - krzyknal. - Klaudynka przez ciebie potrzebuje pomocy psychiatry!
Szczelil mi w morde, tak ze wyrzucilo mnie z moich pedalskich kapci. Upadlem na ziemie i zaczalem plakac. Nauczyciele z trudem odciagneli ode mnie oszalalego ojca.
- Pani Krysiu, prosze zadzwonic po jego rodzicow i na policje - powiedzial dyrektor.
Wilem sie po podlodze i beczalem jak dziewczynka. Krew na twarzy mieszala mi sie ze smarkami.
- Posprzatajcie to gowno z podlogi - uslyszalem.
Dwoch nauczycieli podnioslo mnie do pionu. Spojrzalem na rodzicow Klaudii. Patrzyli na mnie tak, ze ostatnie scierwo mogloby mi pozazdroscic. Stalem zgarbiony, czerwony na twarzy, z puchnaca @@@a pod okiem i w uje.banej bluzie z Biedronki.
Dyro wylaczyl rzutnik, gdy pasztet z ekranu zaczynal robic leb owczarkowi. Byl zielony na twarzy.
- Blagam, rozdepczcie mnie... - wyjeczalem.

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [8183836]
[13.09.2006] 20:55
M._spod_Warszawy
- Narobiles sobie powaznych klopotow. Mowiac krocej: masz totalnie przesrane - wysapal dyrektor.
Nie od dzis, przebieglo mi przez glowe. Musialem cos zrobic - sytuacja rozwijala sie tak, ze wiedzialem iz tego nie przezyje.
@@@ac policje, ale jak tate sie dowie... Nie mowiac juz o zemscie ludzi ze szkoly. Musialem uciekac.
Trzymajacy mnie nauczyciele nieco poluzowali uchwyt. Mimo, ze mam kondycje beja po tygodniowym ciagu, zerwalem sie w jednej chwili do biegu, jak rasowy sprinter. Korytarz odpadal - czekala tam na mnie cala szkola. Zostawalo mi tylko okno. Rozpedzilem sie, potracajac dyrektora i rzucilem sie na zasloniete zaluzje. Ze w oknie sa kraty, przypomnialem sobie, jak w nie @@@nalem...
O dziwo, udalo mi sie wyskoczyc przez okno, na latajacym dywanie z krat wyrwanych ze sciany, w deszczu kawalkow szkla i owiniety zaluzjami. Spadlem z pierwszego pietra, ale wiedzialem ze przezyje, bo smierc w takiej sytuacji bylaby dla mnie prawdziwa ulga. Nawet kostucha kladzie na mnie lache.
Prawie nie pamietam, co dzialo sie przez nastepnych parenascie minut. S@@@alem jak szalony. Ocknalem sie... w Biedronce, stojac przed lodowka z nabialem. Cholernie bolala mnie glowa. Mialem porwane ciuchy, bylem u@@@any krwia i blotem. Na szczescie to bloto kamuflowalo nieco fakt, ze i moja kaka doprosila sie o wolnosc.
Nagle podszedl do mnie ochroniarz. Na koszulce mial napis Biedronka_Security.
- Jabole na lewo i prosto - powiedzial, patrzac na mnie z obrzydzeniem.
Wzial mnie widac za rasowego zula - ufajdane rylo maskowalo moj mlody wiek.
- Wielkie dzieki, kierowniku - wycharczalem, nie chcac go wyprowadzac z bledu. Poszedlem we wskazanym kierunku, po czym ucieklem z dyskontu na jednej nodze.
Nie wiedzialem, co dalej robic. Czulem sie wygnancem, ałtsajderem. Wiedzialem, ze jesli wroce, w najlepszym razie czeka mnie zmasowany w@@@. Musialem sie powaznie zastanowic. Znalazlwszy sie w tak trudnym polozeniu, moj mozg po raz pierwszy od dawna zaczal powaznie pracowac. Niemal slyszalem, jak ruszaja sie w nim trybiki. I tak bylem glupi, od ciaglego bicia po glowie od dziecka, ale ostatnimi laty jeszcze sie otepialem intensywna masturbacja i kompem. W zasadzie wszystko w moim nedznym zywocie krecilo sie wokol targania skora.
Przejrzawszy sie w witrynie sklepowej, stwierdzilem, ze musze sie gdzies umyc, zeby nie zwracac na siebie uwagi. Moja skora miala alergie na mydlo, ale planowalem sie tylko oplukac w rzece.
Poszedlem nad Wisle i, mimo ze @@@zilo jak sam skurwisyn, wlazlem w ciuchach do wody.
Zdazylem sie osuszyc na dworcu, zanim jakis facet mnie stamtad wy@@@il na kopach. Ruszylem przed siebie i nagle uslyszalem:
- Hej, kolego! - wykrzyczane przez jakiegos starszego goscia.
Na poczatku nie zareagowalem, bo nikt mnie nigdy nie nazwal kolega. Potem jednak z pewnym strachem odwrocilem sie. Moze to psy?
To jednak nie byli oni, tylko starszawy facet z przylizanymi wlosami i wasikiem. Przypomnialo mi sie, ze spotkalem go na egzaminie na prawko. Goscio podszedl do mnie, oblesnie usmiechniety.
- Czesc, ale nieoczekiwane spotkanie, no nie? - zaszczebiotal. - Wtedy nie bylo czasu, ale moze poszedlbys dzisiaj ze mna na piwo, czy co tam chcesz? - puscil mi oczko.
Wiedzialem, ze potrzebuje jakiejs mety na najblizszy czas. Ten pedal mogl mi nieswiadomie pomoc.
- Dobrze, ale do pana - wybakalem.
- Oczywiscie, zapraszam! - facet zatarl rece.
Wypadki potoczyly sie tak, ze po niecalej godzinie lezalem juz na podlodze w jego mieszkaniu, z latexowa maska na ryju, a facet (mial na imie Zbyszek) ladowal mnie w anal, ubrany w ponczochy z podwiazkami.
- Podoba ci sie to, co suko? - wysapal w pewnym momencie.
- Tak, tak - wyjeczalem. Szczerze mowiac, naprawde zaczynalo mi sie to podobac...
Teraz, po paru godzinach, udalo mi sie zasiasc przed kompem Zbyszka i wszedlem na forum. Zamiast odbytnicy mam wiadro i boli mnie gardlo, ale chociaz chwilowo jestem bezpieczny.
Nie wiem, co dalej robic... Tymczasem przekimam u mojego nowego znajomego, bo chyba musze sie z tym przespac...

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [8183855]
[20.10.2017] 05:10
[13.09.2006] 20:57
M._spod_Warszawy
Witam wszystkich po mojej długiej nieobecności! Przez pewien czas nie miałem możliwości pisać, ostatnio wreszcie udało mi się dostać do kompa. Niestety, z różnych zawiłych powodów, nie jest to mój komp, tylko pewnego starszego faceta, któremu musiałem zapłacić za możliwość surfowania po necie . Wali mi teraz przez to z pyska zdechłą rybą, ale zawsze pocieszam się, że lepiej z pyska, niż z dupy...
W moim życiu wiele się przez ostatni rok zmieniło - nie powiem, że na lepsze, bo moje życie w dalszym ciągu można o kant dupy potłuc, ale zawsze jest inaczej. No, ale po kolei.
Jeśli ktoś śledził mój pamiętnik na tym forum, skojarzy, że ostatnio byłem ścigany w moim mieście w związku z pewnym filmem ze zwierzętami Musiałem się przez to ukryć u pewnego gościa, żeby przeczekać nagonkę. Wiedziałem, że jest on pedałem i jakoś przetrzymałem jego bolec ładujący się w mój wyrobiony anus. W końcu chodziło tu o moje zdrowie, a może i życie. Potrzebowałem tej mety. Po pewnym czasie nawet zaczęło mi się to wszystko podobać Zbyszek ubierał mnie w latexową maskę i pończochy i je.bał mnie, aż podłoga oddawała. Szczerze mówiąc, przy tym, jak mnie życie wyje.bało, to było nic. Zbyszek co prawda za piękny nie był, skur.wiel miał prawie 5 dych na karku i ogólnie był oblesem, ale mogłem zawsze marzyć w trakcie o którymś moim koledze z ławki w szkole . Pewnego razu zaproponowałem, że może dla odmiany teraz ja mu załaduję w wedla. Zbyszek uśmiechnął się, więc pomyślałem, że spodobał mu się pomysł. Ja również się wtedy uśmiechnąłem i nagle wyrwałem tak w paszczę, że aż się przewróciłem.
- Trzymaj pysk, suko - usłyszałem przez huk w czaszce.
Wtedy pierwszy raz mi błysnęło, że mój nowy znajomy może mieć zdrowo zryty beret - nawet bardziej niż ja - i że ta meta niekoniecznie musi być bezpieczna. Moje przypuszczenia się potwierdziły, kiedy na drugi dzień Zbyszek powiedział, że idzie do miasta kupić dwie maski przeciwgazowe - to jeszcze mały ch.uj - i gaśnicę. No, gaśnicy to już się przestraszyłem. Pomyślałem, że może kur.wa lepiej już wrócić do domu i niech się dzieje, co chce, niż skończyć z gaśnicą w jelicie .
Kiedy więc tylko Zbyszek wybył z chaty, ubrałem się - bo kiedy był, kazał mi chodzić po domu w latexowej masce, staniku wypchanym watą i pończochach - i uciekłem z mieszkania. Naturalnie, ten zboczony skur.wy.syn zamknął dobrze drzwi, ale zszedłem po balkonach i długa
Nie powiem, miałem pietra przed powrotem do tej meliny, którą nazywałem swoim domem. Jeśli zadzwonili ze szkoły po moich starych - co było pewniakiem - to tate już pewnie siedział upier.dolony jakąś tanią gołdą i czekał na mnie z kablem w ręce. Sądziłem, że będzie już na takim etapie upicia, iż pewnie nawet nie będzie wiedział, za co spuszcza mi łomot, ale i tak nie omieszka napier.dalać mnie, aż mu ręka omdleje .
Zanim będę kontynuował tą chu.jnię, którą nazywam swoim życiem, muszę tutaj powiedzieć parę słów o moim tate. Jak uważni czytelnicy zapewne pamiętają, jest to mój ojczym, z którym mame żyje od jakiegoś czasu w konkubinacie. Utrzymujemy się z jego renty, a także pokaźnej emerytury po jego ojcu, byłym esbeku. Tate może nie jest złym człowiekiem, ale trochę za dużo pije. Z tego, co mi kiedyś powiedział po pijaku, wynika, że chociaż w jednym mi się w życiu upiekło.
Kiedyś tate, naje.bany jak zwykle, zaczął mi spuszczać wpier.dol ot tak, żeby nie wyjść z wprawy. Leżałem na ziemi i piszczałem jak dziewczynka, okładany kablem od prodiża. I nagle tate się zreflektował, że coś mu się chyba @@@ało, bo dziś nie ma mnie za co bić. Odłożył więc kabel i pomógł mi wstać z podłogi.
- Masz szczęście, że jesteś już za stary i taki brzydki - powiedział do mnie (miałem wtedy 17 lat) - Masz szczęście, bo jakbyś byś młodszy, to je.bałbym cię równo, jak tą kur.wę, twoją matkę - dodał, prawie z rozmarzeniem. Nie wiem, czy myślał o mojej starej, czy o swojej byłej żonie. Prawdopodobnie o tej drugiej, bo zawsze po pijaku wołał na moją mame "Kryśka", chociaż ma ona na imię zupełnie inaczej
Tak więc rozumiecie, czemu bałem się wtedy wracać do domu. No ale musiałem.
Kiedy wkraczałem na palcach do mieszkania, było już późno, po dziesiątej. W domu panowała cisza, ale była ona bardziej złowieszcza od jakichkolwiek odgłosów libacji. Mame była w pracy na nocnej zmianie. Próbowałem się pocieszyć, że może tate tak się zniszczył, że śpi pod stołem, ale w głębi ducha w to nie wierzyłem.
W kuchni paliło się światło. Był to zaje.biście zły znak...
Musiałem minąć drzwi do kuchni, to było nieuniknione.
Tate siedział przy stole, wpatrzony w wejście, tak jak się spodziewałem. Momentalnie nogi zrobiły mi się miękkie.
Przed nim na stole leżało parę pustych butelek po winie i coś, na widok czego omal się nie zesrałem. Masywny pistolet, należący niegdyś do jego ojca, który był jednym z tych smutnych ludzi, pukających do drzwi prywatnych domostw za PRLu.
Tate był w stanie permanentnego naje.bania, widziałem to w jego świńskich oczkach. Dawno już orbitował po jakichś wewnętrznych torach własnego mózgu. Wtem nagle zamrugał raptownie.
- Stać!! - ryknął, porywając pistolet. Robiłem już odwrót w stronę drzwi wejściowych.
Zamarłem, czego nie można powiedzieć o brązowej brei, wsiąkającej już w moje spodnie.
- Siądzie!! - ryknął znów tate, strącając ze stołu butelki i wskazując mi miejsce naprzeciw siebie.
Rany, pomyślałem, jak we śnie idąc w jego stronę. Odpier.doliło mu całkiem. Przepalił się ostatni bezpiecznik i kabel od prodiża już mu nie wystarczy...

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [8183868]
[13.09.2006] 20:58
M._spod_Warszawy
- Nazwisko!! - wydarł się, machając niebezpiecznie klamką.
Podałem szybko imię i nazwisko.
- Tato, to ja - dodałem już płaczliwie.
- Kontakty, nazwiska, adresy, kur.wa! Jak na spowiedzi!!
Tate był bardzo zapatrzony w swego ojca i sądzę, że odwaliło mu wtedy z podświadomego żalu, że to nie on wybijał ludziom zęby za Breżniewa.
- Tato, jestem zmęczony, muszę się położyć spać - wydukałem i podniosłem się, myśląc, że jak zrobię to stanowczo, to dotrze do niego rzeczywistość.
Nie zdążyłem się wyprostować, kiedy kula z pistoletu otarła się o moją czaszkę. Upadłem na podłogę, a tate już odwalał na bok stół, żeby mnie dopaść.
- Cicho tam, bo dzwonię na policję, do kur.wy nędzy!! - wydarł się sąsiad zza ściany.
Tate skręcił tułów i niczym John Wayne strzelił do ściany kilka razy z biodra. Od huku mało nie rozwaliło szklanek w szafkach. Usłyszałem przerażony wrzask sąsiada - może i oberwał, bo ściany były dość cienkie. Ale pies je.bał tego skur.wiałego radiomaryjca, teraz gra szła o moje życie.
Czołgałem się gorączkowo do tyłu, jadąc obsr.aną dupą po posadzce, no lecz przecież nie mogłem być szybszy od kuli. Tate wycelował we mnie - przysiągłbym, że się uśmiecha - i strzelił. Przynajmniej chciał, ale magazynek był już pusty. Tate zdziwiony popatrzył na trzymany w ręce pistolet.
Muszę wam powiedzieć, że patrząc wtedy na niego przez łzy, z uje.banymi gaciami i krwią płynącą z głowy, po raz drugi w życiu wkur.wiłem się jak rzadko. Nie dość, że ta świrnięta moczymorda lała mnie ciągle kablem, to teraz jeszcze mało mnie nie zastrzelił. (Dopiero później zrozumiałem, że właściwie byłaby to tylko przysługa )
Wstałem z podłogi, szukając wzrokiem czegoś ciężkiego. Tate tymczasem stał z dziwnym wyrazem twarzy, jakby jakiś matrix mu się właśnie zmieniał w mózgu. Spostrzegłem akurat stojące na segmencie żelazko, kiedy nagle zaintonował pełną piersią:
- Sojuz nieruszymyj, riespublik swobodnych, spłotiła nawieki Wielikaja Ruuus!!!! Da zdrawstwujet sozdannyj wolej na...!!! - nie dokończył, bo zaje.bałem mu żelazkiem przez czachę. Tate upadł jak szmata, milknąc jak ręką odjął. Chwilę później usłyszałem odległe jeszcze, ale zbliżające się koguty policyjne.
Wypuściłem z ręki żelazko i - zaczynając się już telepać jak galareta - obrzuciłem wzrokiem burdel, który powstał w kuchni.
- O kur.wa - zdołałem tylko stęknąć.
Cokolwiek miało się zdarzyć w tym mieszkaniu w najbliższym czasie, na pewno nie będzie to nic przyjemnego. Suki napewno jechały do nas. Czułem to. I musiałem podjąć szybko decyzję.
Ruszyłem do swojego pokoju, wycierając po drodze krew z twarzy. To było tylko draśnięcie, ale cholernie krwawiło.
W pokoju złapałem plecak( kupiony mi przez mame w wiadomym dyskoncie, z napisem "Happy Poster" ) i szybko wrzuciłem do niego trochę ciuchów i bielizny (całe dwie pary spranych majtek z Żółwiami Ninja) oraz trochę płyt - żeby policja mi ich nie "wyczesała", jakby tu przypadkiem zajrzeli. A sądziłem, że mają nagrany ze szkoły donos o rozpowszechnianiu przeze mnie zoofilii...
Wybiegłem z mieszkania na jednej nodze, patrząc po drodze do kuchni. Tate leżał, jak go zostawiłem. Chyba doje.bałem mu trochę za mocno.

Wsiadłem w nocny tramwaj i jechałem, zastanawiając się smętnie, co dalej. Nagle dosiadł się do mnie jakiś śmierdzący menel. Odruchowo przytuliłem do siebie plecak.
- Nie ma może młody 'żentelmen paru złotych poratować? - wychrypiał. - Choróbsko mnie męczy, jakieś lekarstwo by się zdało - pokazał mi telepiące się, czarne od brudu, ręce.
- Nie... nie mam pieniędzy - wydukałem. Spojrzałem przelotnie w oczy beja i nagle coś mnie tknęło - zobaczyłem bowiem poprzez skorupę zaschniętej ropy smutek w jego oczach.
- Wie pan, kiedy zaczyna się prawdziwa samotność? - powiedziałem powoli. - Prawdziwa samotność jest wtedy, kiedy nie ma znaczenia, do którego tramwaju pan wsiądzie, bo gdzie by się nie wysiadło, wszystko jest takie samo - Usłyszałem tą kwestię w jakimś filmie, ale mówiłem z taką artykulacją, jakbym sam rodził właśnie tą kwestię w bólach istnienia.
Menel popatrzył na mnie uważnie zaropiałymi oczyma.
- Nie pier.dol synek, bo ci morde rozwalę - wychrypiał, po czym podniósł się i odszedł, szukać innych frajerów.
Znów pogrążyłem się w moich smutnych rozmyślaniach. Nie widziałem przed sobą żadnej przyszłości. I wiedziałem - podświadomie, nie chcąc wcale tego - że jest tylko jedno miejsce, gdzie mogę się teraz udać...
Nagle moją uwagę przyciągnęło dziwne zjawisko, mające miesjce parę metrów dalej w wagonie. Tym dziwnym zjawiskiem był jakiś kolo w ortalionowej kurtce i czarnej czapce z żółtym grzebieniem na czubku. Wyglądał w niej, i z ryja, jak ciota, ale nie to mnie w nim zaciekawiło. Raczej to, co ten gościo robił.
A mianowicie stał on, wczepiony w pręt, za siedzeniem jakiejś drzemiącej blond laseczki i kołysał się lekko, udając pijanego. Wrażenie miała potęgować lekko przekrzywiona czapa. Jednakże całość obrazu psuł jeden szczegół - stercząca fujara(!!!) gościa, wystająca mu spod kurtki, której żołądź delikatnie i rytmicznie ocierała się o włosy dziewczyny.
Nie sądzę, żeby zauważył to ktokolwiek poza mną, wszyscy inni pasażerowie pochłonięci byli swoimi sprawami.
- Ożesz ty, kur.wa - mruknąłem i poczułem rosnące podniecenie. Wyciągnąłem pęto z rozporka i zacząłem sobie walić, pod bluzą.
Tymczasem "pijackie" kołysanie tamtego podejrzanie przyśpieszyło - wyglądał teraz raczej jak bujający się, ale przy du.pie

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [8183885]
[13.09.2006] 20:59
M._spod_Warszawy
krótkotrwała moc, kiedy skrzyżowały się nasze spojrzenia. Przez chwilę jakby zajrzeliśmy sobie nawzajem w głąb umysłów i na nasze usta pocisnęło się jedno jedyne słowo:
- F23!! - powiedzieliśmy jednocześnie, z dziwną fascynacją.
W tym zaskakującym spotkaniu była jakaś magia, jakaś metafizyka. Nie mogliśmy tego pojąć, ale sądzę, że obaj czuliśmy to całym sobą. Trwało to zaledwie chwilę... a potem ta @@@ jak się pojawiło - znikło. Znów byliśmy tylko dwoma smutnymi, przygarbionymi zerami, mijającymi się w obskurnym, nocnym tramwaju.

Stanąłem przed drzwiami Zbyszka - od samego początku, jak tylko ujrzałem pijanego tate, wiedziałem do kur.wy nędzy, że tak się stanie - i zapukałem w nie cicho, niepewnie. Po chwili znowu.
- Kto tam? - zapytał nieśmiało Zbyszek. Nie miał wizjera. Kolo był jeszcze większym przegrańcem ode mnie - myślał ciągle, że przyjdą do niego z Młodzieży Wszechpolskiej, wypałować go za pedalstwo i inne jego dewiacje.
- Wierzejski, otwierać - powiedziałem, tłumiąc cisnący mi się do gardła śmiech.
- Ach! - rozległ się cichy krzyk i tupot oddalających się bosych stóp w korytarzu. Kur.wa, ten głupi ch.uj jeszcze wyskoczy przez balkon i będzie po mecie...!
- Zbyszek, stój!! - krzyknąłem. - To ja, Mietek!
Otworzył po chwili, nadąsany.
- To co w chu.ja lecisz?! I gdzieś ty się podziewał?
- Rżnąłem się - mruknąłem, znużony.
Tak zawsze mówiła moja stara, wracając z pracy, żeby wkurzyć mojego ojca.
Zbyszek dał mi w mordę, ale tak lekko, bardziej czule niż boleśnie i pociągnął mnie w głąb mieszkania.
Maski i gaśnica już czekały...
Jeśli będę miał siłę, wkrótce napiszę więcej
Może.
Kiedyś...

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [8183901]
[13.09.2006] 21:56
Dzieciak33
Nie mogło być krócej? Prześliznąwszy się wzrokiem po txcie wiem już mniej więcej czego się po nim spodziewać. Wiem też, że nie będę brnął przez prowokację rozwleczoną na 20 tysięcy znaków. Pisanie to nie pijacka pogawędka - trzeźwemu umysłowi nie będzie się chciało słuchać monotonnego, przydługiego monologu. Narzuć sobie rygor. Czytaj klasykę, np. ocieracza. Może to pozwoli Ci stać się kimś w swoim gatunku.

)) blabla... ble?

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [8184572]
[14.09.2006] 17:24
Ambitny_autor
Dzieciak33 (06.09.13 21:56):
Nie mogło być krócej? Prześliznąwszy się wzrokiem po txcie wiem już mniej więcej czego się po nim spodziewać. Wiem też, że nie będę brnął przez prowokację rozwleczoną na 20 tysięcy znaków. Pisanie to nie pijacka pogawędka - trzeźwemu umysłowi nie będzie się chciało słuchać monotonnego, przydługiego monologu. Narzuć sobie rygor. Czytaj klasykę, np. ocieracza. Może to pozwoli Ci stać się kimś w swoim gatunku.

))


Pier.dol się

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [8190565]
[15.09.2006] 08:30
Dzieciak33
Znaczy się - chcesz polemizować, stulejarzu?? blabla... ble?

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [8195212]
[19.09.2006] 09:08
Maja Nowicka
przebrnąłem przez pół jednego postu reszty mi się nie chciało czytać

co za szajs

za dużo cierpienia

za mało miłości

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [8229403]
[19.09.2006] 09:09
Maja Nowicka
przebrnęłam*

chochlik?

za dużo cierpienia

za mało miłości

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [8229409]
[21.09.2006] 08:36
Narya
bełkot


http://skocz.pl/bzgn
http://skocz.pl/bzgm
http://skocz.pl/bzgo
http://klikaj.pomagaj.info

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [8249615]
[08.02.2016] 23:47
ożywione odchody psów

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [22187775]

 » Odpowiedz na ten temat