o2.pl forum.o2.pl
poczta.o2.pl
E-mail 20GB
Pudelek.pl - plotki, zdjęcia, sensacje
Pudelek
Wrzuta.pl - video, muzyka, mp3
Wideo+mp3
Login: @o2.pl Hasło:
  Strona główna» forum Historia
 » Odpowiedz na ten temat

Wojenne i nie tylko historie rodzinne i nie tylko

[17.12.2005] 17:22
Domen
Znacie dzieje swojej rodziny na przestrzeni lat? Moze jacys przodkowie walczyli w czasie II wojny swiatowej, moze jacys zgineli? A moze znacie jakies Historie Wojenne ze swojej okolicy?

Niedaleko mojej miejscowosci, mieszka 101 letni czlowiek. Walczył w wojnie bolszewickiej, kampanii wrzesniowej a potem w Armii Polskiej na zachodzie. Walczyl tez pod Monte Cassino.
Podczas jednego ze szturmow na klasztor, jego oddzial dostal sie pod silny krzyzowy ogien km-ow. Ci ktorzy przezyli poszli do niewoli. On takze. Korzystajac z okazji, mocno uderzyl pilnujacego go straznika i uciekl. Zbiegl w dol stoku i ukryl sie w skalnym zaglebieniu. Niemcy rozpoczeli pogon, nie mogli go znalezc, wiec sie rozdzielili, gdy kolo jego kryjowki przechodzil Niemiec, on rzucil sie na Niemca i rozpoczal zapasy. W koncu przegryzl gardlo Niemcowi, wzial jego karabin i dalej przebil sie do swoich, po drodze jednak zostal ranny w noge.
Wdala sie gangrena, jednak w jakis cudowny sposob po prostu sama sie wyleczyla. Po latach, dokladnie poltora roku temu, gangrena odnowila sie i trzeba bylo amputowac mu noge. Pol roku temu ten czlowiek mial wylew. Teraz doszedl juz do w miare dobrej sprawnosci fizycznej, ale czlowiek ten jest juz stary wiec pewnie niedlugo umrze. Jest on pradziadkiem kumpla mojego kumpla. Za swoje wyczyny spod Monte Cassino otrzymal Virtutti Militari.

   (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane.
[17.12.2005] 17:30
Domen
Troche tak powierzchownie o tym pochodzeniu piszecie na temacie "Jakie jest wasze pochodzenie". Ja od strony matki mam na pewno domieszke krwi niemieckiej, ale od 4 pokolen wstecz wszyscy sa Polakami. Historie tej galezi rodziny znam od poczatku XX wieku, czyli od losow pradziadka.
Od strony ojca, prawdopodobnie od czasow przed rozbiorami, wszyscy byli Polakami, a historie tej galezi rodziny znam od polowy XIX stulecia.

Ja zamieszcze pokrotce losy wojenne i przedwojenne mojej rodziny, jak macie jakies ciekawe rzeczy o swoich przodkach to tez piszcie.

Mój pradziadek, ojciec taty mojej mamy, Mieszkał przed pierwszą wojną światową prawdopodobnie w Pomarzanach, pod Gnieznem. W czasie wojny, walczył, z tego co wiem, w Legionach polskich. Za zasługi w boju otrzymał order Virtutti Militari. Po wojnie cały czas mieszkał w Pomarzanach, ale kiedy urodził się mój dziadek, czyli w 1927 roku, przeprowadził się z rodziną do Mierzewa. W czasie wojny, po zajęciu Mierzewa, Niemcy zajęli tamtejszy dworek i wymordowali hrabiego i jego rodzinę, a także wszystkich duchownych, duchowieństwo i ziemiaństwo z okolicy. Rozstrzelali ich nad dołem, a następnie zakopali. Podobno niektórzy jeszcze wtedy żyli i ziemia nad grobem, przez kilka dni dziwnie unosiła się i opadała na dół.
W dworku Niemcy urządzili kwaterę i wkrótce potem zamknęli szkołę w Mierzewie. Kiedy mój dziadek i jego brat Janek szli do szkoły zaczepiło ich dwóch Hitler Jugend. Mój dziadek miał wtedy 12 lat. Mówili coś w tym stylu: „Czapki z głów i na kolana polskie świnie!”. Chwilę później Hitler Jugend leżeli na ziemi znokautowani ciosami z piąchy w mordę. Oczywiście nie było to zbyt mądre, i mój dziadek z bratem musieli uciekać. Wskoczyli w krzaki, ale wujek coś zgubił kiedy przedzierał się przez krzaki. Następnego dnia Niemcy przyszli do domu dziadka. Chcieli ukarać „bandytów” (oczywiście karą śmierci). Na szczęście pradziadek uratował im życie. Kiedy prośby nie pomagały, przystawił widły do gardła niemieckiego oficera. Powiedział, że jeśli chce przeżyc tą wojnę, to ma zostawić jego rodzinę w spokoju. Powiedział to tak stanowczo, że już do końca wojny Niemcy nie zaczepiali pradziadka. A nawet mój pradziadek trochę zaprzyjaźnił się z tym oficerem.
Kiedy oficer poszedł, mój dziadek z bratem zostali pochwaleni, że nie dali siebie poniżać, ale potem dostali lanie (podobno bardzo mocne) za to, że mogli zginąć.
Tak jak inni gospodarze w wiosce, pradziadek musiał zaopatrywać garnizon niemiecki w dworku, ale czasem dostawał też coś od Niemców, z racji szczególnej opinii jaką miał wśród nich z wiadomego względu.
Dziadek i chyba jego bracia tez, zaczął pracować u niemieckiego gospodarza, i dostawał tam wynagrodzenie, ale nie w postaci pieniędzy, a raczej np. takiej rzadkości w czasie wojny, jak słoninka, czy bimber.
W końcu nadszedł rok 1944 i Niemcy powoli się wycofywali.
Gdy Rosjanie byli ok. 10 km od Mierzewa, Niemcy wysłali samolot transportowy, do ewakuacji sprzętu garnizonowego i dóbr z pałacu. Niestety w locie samolot został uszkodzony i potem rozbił się podczas lądowania na trawiastym, prowizorycznym lotnisku.
Niemiecki oficer lubił dziadka i mieszkańców wsi, poza tym był pożądnym człowiekiem i w podziękowaniu za pomoc, przed wycofaniem się polecił żołnierzom rozdać dobra zgromadzone przez lata okupacji w dworku mieszkańcom wsi. A były to zarówno rzeczy zagrabione, jak i te przysłane z Rzeszy.
Oficer wiedział, że kiedy wkroczą Rosjanie, z pewnością wszystko rozgrabią, a mieszkańcy nie będą nawet mieli co jeść.

W zamian mieszkańcy pomogli Niemcom w ewakuacji żołnierzy garnizonu. Spóźnialskim załatwili cywilne ciuchy, by Rosjanie ich nie wymordowali.
Potem okazało się, że ci spóźnialscy mieli więcej szczęścia.
Oddział wycofujący się z Mierzewa, podłożył na rozkaz oficera ładunki wybuchowe pod mostem, tak by Rosjanie nie mogli ich dalej ścigać. Niestety, Niemcy nie zdążyli zdetonować ich przed przyjazdem rosyjskich czołgów. Rosjanie urządzili im masakrę i podobno nie przeżył nikt, łącznie z majorem. Kilku Niemców, którzy się poddali, zostało później rozstrzelanych w Mierzewie. Dziadek opowiadał, że następnego dnia po rozstrzealniu, ich trupy były już nagie, mieszkańcy wsi, lub rosyjscy żołnierze wzięli ich mundury na pamiątkę.
Lotnisko w Mierzewie słuzylo potem jako lądowisko dla Kukuruźników. Po wojnie, dziadek ożenił się z moją babcią, która tez mieszkała w Mierzewie. W latach pięćdziesiątych przeprowadzili się do Wrześni. Ja urodziłem się w Poznaniu, ale mieszkam we Wrześni.

Losy mojej rodziny od strony ojca są mi znane od mniej więcej połowy XIX wieku.. Wtedy moja rodzina, w tym hrabina Kapuścińska mieszkała w Koźminie. Po powstaniu styczniowym, rodzina prawdopodobnie została ograbiona przez Rosjan z większej części majątku, wtedy też prawdopodobnie rodzina rozproszyła się po całej Polsce i dalej. Ale część została w Koźminie.
Mój pradziadek urodził się w 1867 roku w Koźminie. Wiem, że posiadał jeszcze wtedy folwark lub duże gospodarstwo. Później podżyrandował jakiemuś krewnemu pożyczkę. Ten krewny krótko potem zginął na wojnie (tylko jaka wojna miała miejsce pod koniec XIX wieku w Europie???) i pradziadek musiał sprzedać majątek, by spłacić pożyczkę. Przeprowadził się z Koźmina do Dobrzycy i tam kupił gospodarstwo. Tam ożenił się. Tam też urodził się dziadek i jego liczne rodzeństwo. Jeden brat, Jan, walczył na wojnie bolszewickiej, a potem w II światowej, po porażce przedostał się do Francji.
Drugi brat, Nikodem, został kupcem, wyjechał do świeżo powstającej Gdyni, tam

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [5808192]
[17.12.2005] 17:32
Domen
Po wybuchu wojny i porażce w kampanii wrześniowej, został wraz z resztą miejscowej elity (kilkaset osób) „zaproszony” przez Niemców na zebranie. Podobno kumpel radził mu, żeby nie jechał, bo może się stać coś złego. Nikodem odpowiedział tak: „Naród który wydał na świat takich wybitnych naukowców i kompozytorów miałby mi zrobić coś złego?”. Niestety, wkrótce już wiedział, że się pomylił. Przed śmiercią zdążył jednak ukryć akty własności działek w Gdyni, w grobie swojej babki. Wkrótce potem został zamordowany w masowej egzekucji w jakiejś wsi pod Gdańskiem, pamiętam tylko, że nazwa tej wsi zaczyna się na „P”.
Ziemia została przejęta przez Niemców, a majątek gdzieś przepadł. Podobno majątek w postaci złotych i srebrnych monet został ukryty wraz z dokumentami. Jeśli tak jest, to ktoś coś ukrywa, bo niedawno dokumenty się odnalazły, a majątek nie.
Cały czas toczy się sprawa o odzyskanie tej ziemi (dzisiaj to jest w centrum Gdyni!!). Jednak na terenie dawnego domu handlowego dziś znajduje się jakaś niemiecki market. Mam daleką rodzinę w Gdyni i stąd to wszystko wiem, ale sam nie uczestniczę w tej sprawie, nie wiem też co się stało z tymi „legendarnymi” monetami. Wiem tylko, że Nikodem był bardzo bogaty, a dzisiaj te działki i monety mają jeszcze większą wartość.

Kiedy umarł pradziadek, każdy z braci dostał po 2000 marek spadku i kawałek ziemi w Dobrzycy. Był to okres hiperinflacji i 2000 marek szybko stało się mało warte.
Dziadek był w wojsku, akurat gdy Piłsudski zrobił pucz majowy. To przedłuzyło jego służbę o pół roku. Dlatego nie lubił Piłsudskiego . Przed wojną dziadek się ożenił.
Wybucha wojna. Dziadek, jak i trzej jego bracia zostali zmobilizowani, ale o dziwo wszyscy dopiero w drugim tygodniu wojny (chociaż dwóch braci było w wieku poborowym)!! Dziadek został powołany do armii, ok. 16 września i miał stawić się pod Lublinem. Walczył (prawdopodobnie) w ostatniej bitwie pod Kockiem.
Jeden brat dziadka zginął na wojnie, drugi, Nikodem zginął w egzekucji. Trzeci brat przeżył i dostał się do Francji.
Sam dziadek walczył pod Kockiem, albo w jednej z ostatnich bitew, walczył też w jakiejś bitwie z Rosjanami. Pod Kockiem został ranny odłamkiem szrapnela w rękę. Miał szczęście, że dostał się do niewoli niemieckiej. Jak mówił, u Rosjan straciłby rękę, bo wdała mu się gangrena. Niemcy ją wyleczyli.
W obozie koncentracyjnym zginęła pierwsza żona dziadka, z ktorą miał dwóch synów. Dziadek trafił do obozu jenieckiego, potem pracował przymusowo, aż został zwolniony z powodu złego stanu ręki. Wkrótce okazało się, że w ręce zostało sporo odłamków, ale chirurdzy niemieccy je wyjęli i ręka została wyleczona.
Po wojnie dziadek ożenił się drugi raz, potem urodzili się bracia mojego taty, i na końcu, najmłodszy, mój tata. Wtedy dziadek miał już 50 lat. Nadal mieszkali w Dobrzycy, a mój dziadek (który zmarł przed moim urodzeniem) mieszkał tam do śmierci.
Dziadek opowiadał mojemu tacie, że gdy walczył w swojej ostatniej bitwie (Kock??) to kiedy już wszyscy się poddali, kilkunastu żołnierzy, a dokładniej obsługa ckm, nadal walczyła. Niemcy nie mogli w żaden sposób zdobyć tego ckm, bo znajdował się w dogodnej pozycji na wzgórzu. Zanim skończyła się im amunicja zdążyli jeszcze zabić kilkunastu Niemców. W końcu poddali się także i początkowo Niemcy chcieli ich zabić, za tak uporczywy opór, ale dowódca postanowił, że to był przejaw odwagi i zasługują na szacunek.

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [5808207]
[17.12.2005] 17:33
Narya
klask klask
Narya bije brawa klania sie wobec tego jegomoscia i obdarza ogromnym szacunkiem

przezyc tyle okropnosci od I wojny swiatowej po dzis fiu fiu
gratulacje szok messis quidem multa, operarii autem pauci

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [5808217]
[17.12.2005] 17:37
Domen
Slyszalem, ze wiele rodzin, ktore przed wojna mieszkaly w Gdyni i ogolnie w Trojmiescie, zostalo w czasie wojny wymordowanych, lub wyrzuconych przez Niemcow, do dzisiaj wiekszosc z nich nie odzyskala swojego majatku, a najdziwniejsze jest to, ze do dzisiaj duza jego czesc znajduje sie w rekach wlascicieli niemieckich (ktorzy czesto dostali to w czasie wojny), lub pozniej wladze komunistyczne to zagarnely. Dlatego miedzy innymi nie moge sie pozytywnie wypowiadac w temacie o Demokracji, i dlatego w niektorych kwestiach podzielam zdanie Dasdasa .

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [5808247]
[24.08.2017] 04:52
[17.12.2005] 17:45
Domen
Dzieki Narya.
Ale niestety niektore te rzeczy to znam tylko z opowiadan, ktore byly przekazywane z ust do ust kilkakrotnie zanim do mnie dotarly. Np. historie tego prawujka z Gdyni i tej jego ziemi, to znam bardzo slabo, to bardziej legenda niz prawda. W dzisiejszych czasach bardzo ciezko czegos sie dowiedziec o przeszlosci rodziny i narodu. Duzo zostalo zniszczone w czasie wojny, a dzisiaj juz malo kto pamieta to wszystko.
Czesciowo jest to wina Komunizmu, Komunisci spalili wiele waznych dokumentow, zabraniali mowic o tym co bylo, zatajali, i cenzurowali. Moj pradziadek czy dziadek nie mowili za duzo o wielu sprawach, bo nie mogli. Gdyby powiedzieli, mogliby isc do wiezienie, lub byc wywiezieni na Syberie, niestety, tak bylo. I na pewno przez to jestesmy jakby nieco "ubozsi w historie" od np. Francuzow i innych narodow. Dletego nasza histora jest tez moze cenniejsza od ich historii, bo jest zadsza.
A na pewno nie tylko moja rodzina tak ucierpiala w czasie wojny, w koncu zginely miliony Polakow, na pewno w kazdej rodzinie ktos zginal lub zaginal.

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [5808331]
[17.12.2005] 18:01
Narya
powiem ci coś kiedy hitlerowcy wjeżdżali na wsch. ziemie II RP ktore znalazly sie w ZSRR po traktacie Ribbentrop-Mołotow niejako wprowadzali kulture po barbarzynstwie bolszewikow... moja babcia byla dziewczynka i wraz z rodzina udalo sie jej nie doswiadczyc zla tej wojny wiesz na wsch II RP bylo dosyc ciekawie busze puszcze malo drog jej rodzina miala dworek w samym sercu lasow wiec izolacja byla messis quidem multa, operarii autem pauci

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [5808495]
[17.12.2005] 18:05
Narya
mniej szczescia miala moja druga babcia ktorej rodzine zamordowala UAP i to z calkowitym zlamaniem praw ludzkich babcia moja miala 4 latka rowniez dziadek (maz babci) rowniez z Galicji pochodzil i tez stracil bliskich potem NKWD jak cien za Armia czerwona potwierdzal fakt ze rzeczywiscie byla czerwona od krwi wiesz jestem z zielonej gory i poczytalem sobie jak bolszewicy do tego miasta wkraczali byl strach wiekszy niz przed hitlerowcami -gwalty morderstwa rabunki -barbarzynska holota.... messis quidem multa, operarii autem pauci

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [5808537]
[17.12.2005] 19:46
Domen
Moja babcia i moj dziadek tez mi opowiadali, ze Rosjanie byli gorsi od Niemcow. Slyszalem tez, ze Rosjanie gdy wycinali drzewa na opal zostawiali dosc duzy kawalek pnia razem z korzeniami. Ktos im sie spytal dlaczego, to powiedzieli ze drzewa odrosna... .
Slyszalem tez anegdotke, ze Rusek poszedl do kawiarni i zamowil herbate ekspresowa. Kelner mu przyniosl dzbanek z goraca woda i torebke. Rusek nie wiedzial co zrobic, wiec wsadzil torebke do buzi i popijal woda .

Aha i troche sie pomylilem, bo teraz mi sie przypomnialo, ze moj dziadek, ten co zostal ranny w reke, byl tez w rosyjskiej niewoli. Najpierw dostal sie do rosyjskiej niewoli, ale po paru godzinach uciekl. Na szczescie mu sie udalo. Postanowil uciekac, bo wiedzial co go czeka, szczegolnie z gangrena w rece . Potem wrocil do swojego oddzialu, i to oni wyleczyli gangrene, ale niestety w warunkach polowych wyjeli tylko te najwieksze odlamki, reszta zostala. I potem, w niewoli niemieckiej ta reka dala o sobie znac i chirurdzy niemieccy doleczyli ja do konca.
Tak to bylo.

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [5809383]
[17.12.2005] 19:51
Domen
To ta bitwa w ktorej dostal sie do niewoli Rosyjskiej, to albo byla jakas mala potyczka, albo moze Szack??? A wie ktos, czy general Kleeberg toczyl jakas bitwe z Rosjanami, zanim walczyl pod Kockie

Problem w tym, ze jak dziadek walczyl w tych bitwach, to jeszcze nie wiedzial, jak je za 50 lat nazwa historycy , nie mogl wiedziec. A ja chcialbym sie dowiedziec, jakie to mogly byc bitwy, domyslam sie, ze jak zostal powolany w okolice Zamosci i Lublina, to potem walczyl w armii Kleeberga, zreszta mowil tacie, ze to juz byla koncowka wojny, jak sie dostal do niewoli...

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [5809430]
[28.01.2017] 18:49
eagle1949
Domen to zabawne ale tez pochodzę z Wrześni a babcia opowiedziała mi bardzo podobną historię o swoim ojcu ( Pomarzany, Mierzewo, Wirtutti Militari) czy my aby nie jesteśmy spokrewnieni?

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [22618944]

 » Odpowiedz na ten temat