o2.pl forum.o2.pl
poczta.o2.pl
E-mail 20GB
Pudelek.pl - plotki, zdjęcia, sensacje
Pudelek
Wrzuta.pl - video, muzyka, mp3
Wideo+mp3
Login: @o2.pl Hasło:
  Strona główna» forum Proza i poezja
 » Odpowiedz na ten temat

Silva rerum

    1 2 3   » 5 Strony tematu:
[21.08.2002] 21:34
Safona



* * *

kobieta jest jak woda
delikatna
nie ma nic bardziej miękkiego
daje życie
ulgę spragnionym
czasem jednak
nabiera niezwykłej mocy
i jak powódz
zmiata wszystko z powierzchni
niszczy bezlitośnie i bez zastanowienia
to psychodeliczny spokój
i krwiożercza furia
bez opanowania

wejdz do rzeki
i pozwól się porwać jej prądowi
poczuj jak pieści twe ciało
każdą jego cząstkę
słuchaj jak wzywa cię na głębokie wody
i wciąga w dół
opadnij na samo dno
i odbij się od niego
na powierzchni zobaczysz je nową twarz

kobieta jest jak rzeka
zmienna
nie wejdziesz dwa razy w te same wody
wszystko płynie ewoluuje
ku nieznanemu celowi
[nie mam nic do powiedzenia]
* * *

żar
płomień
skry
to ognia oblicza
tak różne
tańczące skwierczące
czasem złote
czasem czerwone
piękne i zabójcze
przyciągają do gry
i odpychają po chwili
z bólem i płonącą skórą
igry z ogniem
są niebezpieczne
ale to nie odstrasza
wręcz przeciwnie
przybywa coraz więcej
chętnych naiwnych
nas


* * *

mój pegaz
zraniony pochopnie
przypadkiem
przez ludzkie języki
chciał się schronić
w mym sercu
lecz było zamknięte

mój pegaz
zraniony pochopnie
przypadkiem

przeze mnie


* * *

zamilcz
cisza dobrze zrobi nam
po głośnych dniach
i pustych nocach
milczenie odkupi nas
schowaj
swe słowa niczym brzytwę
nim zranisz znów
i zostaną tylko łzy
zniknijmy nim nadejdzie dzień
czekaj
tylko Bóg wie jak bardzo
mam tego dość
pozwól odejść albo
umierajmy razem do świtu
spójrz
jak zapadam się coraz bardziej
w nicość i pustkę
i tylko myśl o nim
trzyma mnie na powierzchni
słuchaj
tej suchej burzy na niebie
robi więcej szkód niż żywioł
jak my gdy jesteśmy razem
czy warto
[nie mam nic do powiedzenia]

   (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane.
[22.08.2002] 18:12
Safona
TRISTIANIA

zanurzona w jeziorze smutku
próbuję nie utonąć
chwytam się brzytwy i płynę
widzę brzeg wyspy
tak daleko

zmęczona bez tchu
walczę z prądem
i drętwiejącymi kończynami
nie czekam na ratunek
jestem sama

samotność zżrera mnie
boję się i nie poddaję
płynę pod prąd
duszę się tlenu brak
dotrę tam umrę


GDY ZAMILKNIE MUZYKA

gdy zamilknie muzyka
budzą się potwory
wychodzą ze swoich jam
głusi i ślepi
próbują nas zamknąć
w swoim kalectwie

gdy taniec zamiera
poruszają się tylko oni
z długą ostrą brodą
i oczami pełnymi gniewu
chcą nas pochłonąć
uwięzić w ciemnej grocie

nic nie widzę
niec nie słyszą
czuję odór
mdleję
w mym małym więzieniu


MPXVII

wszystko co wiem
zamyka się
w czarnym pudełku
przewiązanym wstążką
niebieską

noc ciemna jest
a dzień szary
nieśmiertelności pragnie ten
kto śmiertelną skazą zbrukowany
smutek wieczny jest
a miłość zanika powoli
i prawie niezauważalnie
jak obcość przy pierwszym poznaniu

kilka zasad
niesprawdzonych
parę reguł
złamanych
wszystko to mieści się
w malutkim pudełku

wszystko co mam
zamknięte w nim
[nie mam nic do powiedzenia]

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [183951]
[23.08.2002] 02:23
Myst
Bardzo podobają mi się Twoje wiersze. Mam jedna kilka zastrzeżeń, jako były student polonistyki. Po pierwsze co oznacza wyraz \"zbrukowany\"? Miałaś na myśli chyba \"zbrukany\". Po drugie - czy nie sądzisz, że w dzisiejszych czasach pisanie białym wierszem jest dosyc tendencyjne? Być może jestem ortodoksyjny w tym twierdzeniu, ale wiersze rymowane, lub choćby ze śladem rytmu mają większy posłuch u szerszego odbiorcy. Zauważ, że takich poetów jak John Done niewielu jest w stanie strawić. Poruszają oni problemy dotyczące nas, współczesnych, pisząc jednak niestety białym wierszem, którego rytm i logika są nieprzyswajalne przez szarego odbiorcę. Nie znaczy to wcale, że białe wiersze są bardziej ambitne. Zalezy to tylko od tego jakie sprawy poruszają. Ja naprzykład, zafascynowany poetami młodopolskimi staram się stylizować chociażby moje wiersze na wzór epoki. Czyż wkońcu nie przeżywamy podobnych emocji jak oni? Zastanów się nad tym.
Ale nieźle Ci idzie, oby tak dalej!
Pozdrowienia

... i słońce - mój wróg słońce - wstaje wielbiąc Boga...

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [184589]
[23.08.2002] 12:33
Safona
Hmm...
zbrukowany - zbrukany... Może masz rację. Chyba chodziło mi o słowo pochodzące od bruku, ale chyba to drugie słowo faktycznie lepiej pasuje.

Teraz a propos tendencyjności. Nie jestem pewna gdzie ją widzisz. Ja po prostu zapisuje to, co pojawia się w mojej głowie - czasem to jest tylko jeden wers, czasem cała zwrotka i później to dokańczam. Nie chcę używać słowa natchnienie, bo (łagodnie mówiąc) przejadło sie, ale to jest coś w tym stylu. Może jakbym poszła na polonistykę inaczej bym na to patrzyła.

Zgadzam się z tobą, że wiersze rymowane są łatwiej przyswajalne. Widzę to po swoich znajomych, zawsze gdy pytam, który wiersz im sie najbardziej podoba, wybierają rymowany (chyba, że znają się trochę na wierszach, wtedy patrzą zupełnie inaczej). Tak na próbkę podam moje \"rymowanki\":


LILITH

Narodzona z ziemi i prochu
jak jej brat i mąż - Adam,
wyzwalająca się spod jarzma po trochu,
choć próbowano ja nawet zwać Iszszam...
Biedna córka Boga, przeklęta przez Niego,
gdy jej boska dusza zapragnęła wolności.
Choć wszystko co robiła, robiła dla Niego,
niezrozumiana - zwolenniczka równości!
Wypędzona z Edenu i boku Adama,
choć to nie ona zjadła zakazany owoc Ogrodu Jego...
Znienawidzona przez ludzi, dzieci Adama,
zbyt dumna by złożyć hołd dziełom Ojca swego.
Zbyt piękna by zło zawładnęło jej duszą,
lecz i zbyt mściwa by uzyskać przebaczenie.
Piękna Lilith bawi się chłopcami, którzy ulegają katuszą.
Boska rozkosz wnet przemienia się w duszenie.
Zwana przez ludzi matką wszystkich demonów.
Obciążona przez nich śmiercią tak wielu...
Zostawiała ludziom pamiątki - głowy sów,
które są jej ptakami - szpiegami, o czym wie niewielu...
Będąca córką bez matki, uczennicą bez mistrzyni,
łamała wszelkie zakazy na ziemi i w niebie.
Wnet zmarła nieszczęsna Lilith, pochowali ją rabini.
Przeklęta przez Boga i ludzi, rzekła do siebie:

Wrócę. W innym lepszym wcieleniu,
gdy ziemia będzie w wielkim poruszeniu.


WOŁANIE KONAJĄCEGO

Śniłam na jawie
o wielkim szczęściu i sławie,
a życie dało mi pstryczek w nos.
(W ironicznych ustach trzymał trawy kłos)

Na pustyni sama
i na wszelkie zło skazana...
Idę boso po gorącym piasku
(a stopy płoną w czerwonym blasku).

Na widnokręgu
widać złote morze w lęgu.
I nie popełnię już żadnego błędu!
(Zdala czuję prolog swędu)

Pod egidą nieba
wiecznym wędrowcą chleba trzeba.
Boże! zatrzymaj świat...
(Ja wysiadam, choć obok piękny kwiat)

Wołam do Ciebie
o orzeźwiającą kroplę siebie.
O łyk zdroju dla uschniętego ostępu
(choć nadal nie mam do siebie przystępu).

Szukam siebie
w czerwonym piekle i jasnym niebie.
Rozerwana pomiędzy czernią i bielą -
wybieram szarość (choć już mi łoże ścielą).


JEDYNY PRZYJACIEL DESZCZU

Cieszę się, że pada...
Nie zobaczysz mych łez.
Mówią, że tak nie wypada...
Chodzic nago wśród łez.

Zostawiasz mnie samą...
Nie wiesz nic o mej rozpaczy.
Może w noc taką samą...
jak dziś. Miłość ci wszystko wybaczy.

Jedyny przyjaciel deszczu
ściera mi z policzka łzy.
Jedynie przyjaciel deszczu
otula me ciało, gdy drży.

Cieszę się, że pada...
Deszcz wypłacze za mnie swe oczy.
Mówią, że tak ne wypada...
Wykrzyczeć swój ból prsto w jego oczy.

Może i nie powinnam...
Cierpieć tak z powodu rozłąki.
Ale cóż w życiu powinnam?..
Siedzieć, i myśląc o tobie, patrząc na łąki?

Jedyny przyjaciel deszczu
nie sypie na mą ranę sól.
Jedynie przyjaciel deszczu
rozumie mój smutek i ból.

Cieszę się, że pada...
Wreszcie możemy byc razem.
Mówią, że tak nie wypada...
Płakać i cieszyć się zarazem.

Lubię twoje towarzystwo...
Tylko przy tobie czuję się naprawdę wolna.
Mówią, że to tylko miłości igrzysko...
Nie wierzę. Jest gorąca jak czara piekielna.

Jedyny przyjaciel deszczu
może spać, trzymając mnie za rękę.
Jedynie przyjaciel deszczu
zna naprawdę moje serce...


Ps: Niestety nie znam Johna Done, więc nie mogę się wypowiedzieć (chyba, że coś byś zacytował).
Również uwielbiam modernistów (Korab - Brzozowski, Miciński, Rimboud + ci bardziej znani), ale to przecież nie znaczy, że mam ich naśladować (świadomie).

Pozdrawiam



   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [184956]
[23.08.2002] 17:12
Safona
MENE TEKEL FARES

wszystko jest policzone
wszystkie czyny i słowa
wszystko jest zważone
smutek i radość
strach i brawura
i grzech zaniechania
i nie pomoże milczenie mędrca
ani śmiech głupca
wszystko zostanie zapisane
jak te trzy słowa
na uczcie Bet-szar-usura
bezgłośna zapowiedz klęski
jak cisza przed burzą
która rozpęta się wkrótce


ŚLAD TWOJEJ KRWI NA ŚNIEGU

Widzisz tę krew na bielutkim śniegu?
To my, kochany,
zaklęci w miłość,
wyklęci ze świata.
Czerwone krople tworzą wzory.
Może to orzeł, a może tylko sęp?
Gdy splamiłeś moją niewinność - bo tak chciałam,
poprosiłam o nóż i połączyłam naszą krew;
te pierwszą krew - tak czerwoną.
Teraz leżymy śnięci na bielutkim śniegu
w purpurowym kręgu naszej krwi.
Nasz wzrok powoli zalewa mgiełka.
Nasze usta nieruchomieją, milkną.
Nasze serca... Te chore serca z wolna przystają
zmęczone biciem bez powodu.


* * *

urodziłam się
z dziesięć miliardów lat temu
jestem starsza od świata
lecz młodsza od przyszłorocznego śniegu
moją siostrą jest rosiczka
i złota gwiazdka na ciemnym niebie
i biała gołębica niosąca pokój
mym bratem jest Saturn
i niezwykły gekon półpalczasty
i delfin o inteligencji naczelnego
jestem troskliwą matką
i swoją niesforną córką
mam w sobie gen istoty pierwszej i ostatniej
jestem wieczna i nieśmiertelna
byłam już wtedy
gdy Wielki Wybuch niszczył i tworzył
i śmiałam się z niego
był taki zabawny myśląc
że stworzy coś nowego
że może mnie zabić
przepadła na zawsze
a ja trwałam
patrząc na pierwszy krok Ziemi
na pierwszy upadek człowieka
i śmiałam się gdy próbował się podnieść


* * *

Kiedy umrę...

Świat nie umrze ze mną.
Będzie trwać dalej
tysiące lat.
Stary, dobry świat.

Kiedy umrę,
narodzi się dziecię,
które po mnie przejmie
pałeczkę.
Może skończy, co zaczęłam.

Gdy umrę...

Nie płacz,
choć ja jestem smutna.
Samotna w tłumie.
Sama.

Marzenia rozpadły się
w pył.
Nie żałuj.
W końcu tak musi być.
Co się zaczęło
skończyć się musi,
aby mogło się zacząć
coś nowego,
aż koło życia się zamknie
i Ręka w końcu je zatrzyma.

Nie bać się Śmierci,
to jakby żyć
wiecznie.
Nie myśleć o Niej -
to szczęście.


   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [185337]
[22.09.2017] 19:22
[24.08.2002] 16:52
Safona
* * *

niech pojawi się światło
- jest światło
niech pojawi się Ziemia
- jest Ziemia
niech pojawią się istoty czujące
- są rośliny, zwierzęta
niech pojawi się rozumny
- a pojawił się człowiek

Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [186705]
[25.08.2002] 16:13
*ona*
Safona, lubie czytac twoje wiersze, bo \"mowia\"... z analizy utworów poetyckich mialam 2 w liceum i umieralam przez cale studia na lekcjach literatury, wiec wybacz ale nie bede rozbierac twojej tworczosci na czynniki pierwsze albo cos przemawia albo nie... pisz dalej

pozdrawiam


   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [187774]
[25.08.2002] 17:05
Myst
Ja się inspiruję twórczością modernistów, a nie naśladuję ich. To jeszcze też zależy od tego, czym jest inspiracja a czym naśladownictwo. Ale staram się pisać tak jak oni, a jednocześnie zachować swój styl. Nie wiem, czy to mi wychodzi, ale nie umiem inaczej, marny ze mnie poeta A poza tym nie podobają ci się moje długie wiersze. Dlaczego? Najbardziej podobał mi się Twój wiersz \"Jedyny przyjaciel deszczu\", ma świetny klimat i jest dobrze napisany. Naprawdę dobrze się go czyta. Natomiast najbardziej mieszane uczucia mam co do utworku \"Lilith\", Jest przygotowany świetnie historycznie (korzystałaś z LaVeya?) ale kompletnie nierytmiczny. Poza tym, taki styl wierszy kwalifikuje się na epos, a twój jest za bardzo skompresowany. Zbyt dużo wiadomości w zbyt krótkim czasie. Mie przebija przez to moc poezji, a ze względu na krótką formę staje ten utwór niemal na granicy sprawozdania. Jest to świetny temat, nad którym powinnaś popracować i przerobić go w epos. To będzie wielkie! Gratulacje za odwagę w doborze tematu!

... i słońce - mój wróg słońce - wstaje wielbiąc Boga...

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [187842]
[25.08.2002] 21:56
Safona
ona - dzięki


Myst,
nigdzie nie napisałam, że naśladujesz modernistów. Stwierdziłam tylko tak ogólnie.
Co do długości twoich wierszy, to też nie napisałam, że mi się nie podobają. Po prostu nie każdy potrafi się na tyle skupić by doczytac je do końca. Mi też nie zawsze to wychodzi.

A jesli chodzi o \"Lilith\", to wpisałam ją tu troche z rozpędu. Wiele rzeczy mi się w tym wierszu nie podoba i faktycznie planuję coś z tym zrobic. Może epos to nie będzie, ale może ballada? Zobaczymy. LaVeya nie czytałam, za to sporo naczytałam się różnorodnych mitów semickich.

Co ma odwaga do doboru tematów?

Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [188319]
[25.08.2002] 23:15
Safona
* * *

zamykam oczy
i widzę inny świat
przenoszę się tam
daleko stąd
jak najdalej
słońce czarne jest
a niebo zionie ogniem
wywrócony świat
kolorami i atrybutami
zupełnie inny świat
wracam do niego
gdy ten zawodzi mnie
gdy nierozumię go


MPXIII

Tyle różnych dróg
życie daje nam.
Którą wybrać mam?
Tyle różnych bogów
niebo daje nam.
Którego wybrać mam?

Zaufanie - chora rzecz.
Nadzieja - matka głupich.
Życie - beznadziejna sprawa.

A jednak jest tylu ludzi jeszcze nie poznanych,
tyle rzeczy nigdy nie zrobię, nie uda się.
Tyle spraw niezałatwionych zostanie...po nas.

Milion myśli na sekundę nie daje mi spokoju,
a przecież jestem tylko dziewczyną z przełomu tysiącleci.
Nie daję sobie rady. Życie przytłacza mnie coraz bardziej.
I myślę tylko jak utopić chorą wyobraźnię,
przywołującą wspomnienia, które nigdy się nie zdarzyły.
Czasem boję się, a czasem nie wiem co to strach.
Dualizm uczuć: nienawiść i miłość.
Czasem, zwykle obojętność przenika mnie.
Lecz gdy ty pojawisz się - ona zniknie.
Wszystko zmieni się, gdy otulisz mnie wielkimi skrzydłami.
A moze to tylko złudzenie. Może nie masz żadnych skrzydeł.
Może będziemy spadać razem. Na samo dno.
Wierzę jednak, że nie.

Odnajdę mrok i ominę go.
Żadnych błędzeń, żadnych ślepych zaułków.
Złudne marzenie, ale who cares! Gramy dalej!
W grę graną życiem, którz rozróżni różnicę?

Podniebnym rydwanem polecimy razem -
w nieśmiertelność.
Kocham to bardziej niż twój dotyk - tak delikatny.
Bardziej niż twe usta na mej skórze - tak gorące.
Bardziej niż podarowaną mi twą krew - tak błękitną.

Biegniemy razem - szaleni. Unieśmiertelnieni przez słowa.
Czasem tylko, rzadko - patrzymy za siebie. Nigdy!
Do gwiazd zbliżamy się co dnia i dalej!


UCIEKINIERKA

To jeden z tych dni,
wszystko jest jak fiolet - smutne.
To jeden z tych dni,
wiesz, gdy chcę uciec.
I tylko konia mi daj,
by poszybować w bezkresną dal -
nie odwracając się za siebie.
Jestem Cyganką,
niemogącą sobie znaleźć miejsca na Ziemi.
Zbyt wielka i zbyt mała jest dla mnie.
Czy zrozumiesz to kiedyś?
Tę niemożność pozostania dłużej w jednym miejscu?
Ten wiatr rozwiewający moje włosy, gdy uciekam?
Jego istotę, cel?..
Musi dokąś zmierzać - jak ja...

CAPTAVATING DANCE

Go to the fog in
and find the moon.
Dance with the angels on the ice,
they will smile and call you.
Dead on the ice in the fog
is so captivating!
Don\'t be affraid - fly aimless,
may the people look at you
and make the cross.
Be an angel and dance on the ice.
Sing with them and call my name.
Invite me to dance...

To be free - it\'s everything you wanted to be.
I think about you and call you:
take me to freedom;
take me to eternity.
I\'m dreaming about angels and you.
I\'m calling your name in the darkness of night.
I lost my paradise - help me to find it
or conduct me to your own.
I pine after you and recollect your rainbow eyes.
I will be strong - if you want,
but I will be remender about you - never forget.
And will wait for invite me to dance.

Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [188461]
[26.08.2002] 16:43
Safona
A teraz coś zupełnie innego
[nie mam nic do powiedzenia]
SPOWIEDŹ BOGINI
[nie mam nic do powiedzenia]
- Witaj, Teo! Mam dla ciebie prezent.
Zaskoczona dziewczyna wzięła do ręki szklaną kulę.
- Co to jest? - zapytała potrząsając nią.
Chłopiec trochę zdziwił się pytaniem, ale... przecież to on jest historykiem, nie ona.
- To śnieg.
- Śnieg... - powtórzyła zachwycona dziewczyna, wpatrując się w pływające w wodzie płatki śniegu.
Nagle tuż nad ich głowami ich przeleciała mewa. Teo drgęła i opuściła prezent, ktory rozbił się na kawałeczki, wylewając wodę i rozsypując sztuczny śnieg.
- Przepraszam - szepnęła, uśmiechając się jednak przy tym tajemniczo.
Chlopiec próbował pozbierać szkło.
- Nic się ne stało - powiedział trochę zawiedzony. Sporo go kosztowało zarówno wysiłku jak i pieniędzy zdobycie tego sztucznego śniegu - a teraz leżał na ziemi.
Teo powstrzymała go przed zbieraniem rozbitej kuli. Ręką nakazala mu się odsunąć. Następnie przymknęła oczy i zaczęła płynnie poruszać dłońmi. Pomiędzy ziemią a rękoma Teo powietrze zaczęło najpierw marznąć, a następnie całkowicie zamarzać. Po chwili stało się ono białe, srebrzyste i... zmieniło swoją postać na ciało stałe. Dziewczyna szybkim ruchem rozłożyła ręce na boki, a nowopowstały śnieg opadł na niewielką Górę Parkową.. Uśmiech zadowolenia pojawił się na ustach Teo.
- Śliczne, prawda, Art?
Ten niepewnie skinął głową. Dziewczyna spojrzała na niego z ironicznym uśmiechem.
- Oj, nie rób takiej miny, kochanie. Przecież wiedzialeś kim jestem.
Weschnęła i zrobiła kilka kroków przed siebie. Pod niewielką górką rozciągało się miasto z wieżowcami sięgającymi chmur. Przed jednym z nich stała spora gromada ludzi z elektronicznymi transparentami.
- Wiesz, Art - zaczęła zupełnie innym tonem - chciałabym... Chciałabym być boginią.
Art podszedł do niej po chrupiącym pod stopami śniegu i również zaczął obserwować manifestację.
- Jak Atena czy Isztar? - zapytał, jednak bez zainteresowania. Przyzwyczaił się już do takich \"rewelacji\" Teo.
Dziewczyna wybuchnęła śmiechem.
- Nie, głuptasie - powiedziała po chwili - Każde z tych antycznych bóstw miało jakieś ludzkie słabości. Ja... Ja chcę być doskonała. I wszechmocna.
Chłopiec nadal nie wygłądał na zainteresowanego.
- Jak Bóg starożytnych chrześcijan? - zapytał z czystej uprzejmości.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Na moment zapanowała cisza. Teo przerwała ją dopiero, gdy te malutkie ludziki pod nimi zaczęły się poruszać i zapewne też krzyczeć. Oni jednak nic nie słyszeli.
- Czego oni żądają?
Przez chwilę Art nie wiedział o co dziewczynie chodzi. W końcu jednak połączył to, co widzi z pytaniem.
- Chcą natychmiastowej akcji ratunkowej. To jacyś fanatycy. Uważają, że wkrótce reszta lądu zostanie wchłonięta przez Ocean. Śmieszne, nieprawdaż? Tamten ląd był podtapiany przez tysiąclecia... Zresztą naukowcy nie przewidują kolejnego ocieplenia klimatu.
Teo jednak milczała. Nie podobało się to Artowi. Wyczuwał w dziewczynie coś dziwnego, obcego. Obserwowała ludzi martwiących się o swoją przyszłość, która nie istnieje.
- Oni mają rację.
Cichy głos dziewczyny obudził Arta z zamyślenia.
- Co takiego?! Chyba nie wierzysz w te ich bzdurne obliczenia?!
Spojrzała z powagą na młodego, ale znanego naukowca. Ufa tylko nauce...
- Art, faktem jest, że bieguny zupełnie się roztopiły. Oraz to, że za kilka, kilkanaście lat nasza planeta będzie się składać w całości z wody - w ciągnęła głęboko powietrze i pogladziła go po policzku - Nie musimy jednak byc przy tym, kochany... Chodź ze mną... Tam!
Wskazała dłonią na niebo.
Art odtrącił jej dłoń, a tym samym i propozycję.
- Ty kompletnie zwariowałaś! - faktycznie oczy dziewczyny błyszczały dziwnym blaskiem, mogła zostać uznana za szaloną - O, Eisteinie! Myślałem, że czciciele Świątyni Słońca wyginęli kilka tysięcy lat temu...
Teo nie zraził ten wybuch. Podeszła do chłopca od tyłu i objęła go.
- Nie jestem w żadnej sekcie - szepnęła mu do ucha - Wiem. Ja naprawdę wiem jak to brzmi. Ale nasz świat jest skazany na zagładę. Już niedługo, Art... Ja... Myślę, że cię kocham... Chodź ze mną, proszę. Daj sobie szansę... I nam.
Ten jednak wyrwał się Teo.
- Naprawdę zwariowałaś - powtórzył i skierował do zejścia z góry, a pod butami zachlupotała woda - Masz swoją magię!
I odszedł.
Teo zacisnęła pięści. Jeszcze pożałujesz tego, głupi śmiertelniku! Pożałujesz... Ale wtedy będzie już za późno.


Koniec to tylko początek

Jeszcze pożałujesz tego...
Właśnie tak wtedy pomyślałam. Zdarzyło się to kilka miliardów lat temu, ale pamiętam jakby to było wczoraj.
I oczywiście pożałował. Pożałował w chwili, gdy wielka fala, potężniejsza od tsunami, połknęła go z łatwością, jaką on połykał powietrze.

cdn.

Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [189651]
[27.08.2002] 12:13
Safona
cd.

A ja patrzyłam na to wszystko. Widziałam jak cały mój świat powoli zatracał się we wrzącej wodzie i ... nie reagowałam.
Nie miałam już ciała. Obserwowałam wszystko z wysokości, a mimo to... czułam się cała zdrętwiała. Nie mogłam nic zrobić. Powstrzymać tego...
Tak przynajmniej wtedy myślałam.
Musisz zrozumieć co się wcieśniej stało. Ja... Ja się po prostu zabiłam. To taki paradoks, że aby uzyskać nieśmiertelność, najpierw trzeba umrzeć. Zabiłam więc moje ciało, a moja dusza... wzniosła się w Kosmos i obserwowała. Wszystko.
Po... potopie niektórzy przeżyli. Ci co wiedzieli co się stanie i chcieli się uratować, nie myśląc o innych. Oraz żołnierze z okrętów podwodnych. Było ich jednak tylko parę tysięcy. Niedlugo się cieszyli swoim \"szczęściem\". Kilkadziesiąt lat później nastąpiło jeszcze większe ocieplenie. Woda gotowała się. Statki zaczęły się topić. Jak wcześniej lody na biegunach...
Nie ma co opowiadać. Nikt tego nie opisze. Nawet ty.
Patrzyłam na to.
Widziałam jak powolutku skóra ocalonych stawała się wrzątkiem. Wodnistym wrzątkiem. To trwalo tylko moment. Po chwili skóra znikła. I mięso pod nią też. Dość szybko zostały same kości, szlifowane przez bulgoczący wrzątek. Jak dawniej skały wewnątrz jaskiń - były takie gładkie. Jak sól. Lub jedwab. Aż chciało się je dotykać! Przytulać do twarzy, której nie miałam. Wiem, to brzmi bardzo turpistycznie. Ale... właśnie wtedy zrozumiałam, że... nic nie czuję. Zupełnie nic. Miałam swoją doskonałość! Doskonałą obojętność uczuć.
cdn.

Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [190875]
[27.08.2002] 19:21
Safona
* * *

Jak Ikar wznosisz się
wysoko...ponad chmury...
i upadasz.
Próbujesz być lewiatanem,
lecz jesteś słaby. Zbyt słaby,
by utrzymać się w żywiole.

Pragniesz się uczyć,
lecz nie masz nauczyciela.
Przeglądasz stare księgi
i nic nie rozumiesz...
Choć starasz się tak bardzo.
Czasem trzeba zrezygnować.
Odpuścić.
Innym razem być wytrwałym.

Pragniesz latać,
wznieść się ponad ziemię,
ponad przeciętność.
Powinieneś jednak znać
swoje możliwości,
nie tylko marzenia.
Choć czasem dobrze,
by coś pozostało,
po upadku.
Marzenie
[nie mam nic do powiedzenia]
WSPOMNIENIA NIEPRZEŻYTE

Powracają jak bumerang,
z wielkim hukiem
do mojej głowy,
choć nigdy się nie zdarzyły.
Wspomnienia nieprzeżyte!
Nakładają się na siebie,
miliony...
aż powstanie Wielkie Bum.
Nie wiem już, co było naprawdę,
a co wyobraźnia stworzyła.
Wspomnienia nieprzeżyte!
Nie dacie mi spokoju,
póki nie zostaniecie zapisane.
O, okrutne demony!
zaistniałe w mojej głowie.
Czy to się kiedyś skończy?
Czy trwać będzie wiecznie?
Wracacie do mej głowy
i już zostajecie...
Nigdy nie odchodzicie.
Słowo: zapominam
juz dawno zapomniałam
[nie mam nic do powiedzenia]
NOC KUPAŁY

Sobótki - noc najpiękniejsza ze wszystkich.
Kupała - nasz słowiański amorek.
Dziś w nocy ukarze się potęga wody i ognia.
Dwa żywioły, przed którymi nie uciekniesz -
bo są w tobie.

Leżąc na kwiecistej łące - słyszysz głosy przeszłości:
roześmiane dziewczęta z wiankami we włosach;
szczęśliwi chłopcy zbierający kwiaty na rozdrożach
dla swych wybranek. Której się przyśni - tej na zawsze.

Roześmiani, biegamy po barwnej łące z wiankami
na skroniach i choć przez chwilę chcemy się poczuć
jak na pogańskim misterium miłości...

Ogień... gorący jak piekło - to miłość.
Woda... zimna, lecz wieczna - to przyjaźń.
Te dwa pierwiastki życia zaczynają walkę
w noc Kupały, o pierwszeństwo w naszym życiu:
zakończoną zawsze remisem.
Bo miłość potrzebna nam do szczęścia,
a przyjaźń - do życia...


Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [191681]
[28.08.2002] 14:02
Safona
cd.

Widziałam. Widziałam jak nasze ukochane Słońce zaczęło jakby... wchodzić w siebie. Nie wiem jak inaczej to opisać. Naukowcy mówili, że wszechświat się kurczy... I faktycznie. Kurczył się. Moja planeta za bardzo się do niego zbliżyła. Do Słońca, oczywiście. Jeśli coś nie roztopiło się wcześniej - żałowało.
Choć wątpię by tak się stało. Wszystko zeschło. Drzewa... nawet palmy czy kaktusy. Rozpadały się po dotknięciem powietrza. Jeśli został jakiś skrawek ziemi, lądu to było to morze... Morze piasku. Skorupa ziemska zniknęła całkowicie. Albo schowała się pod wrzącą wodą.
I tak wyglądała Ziemia przed ostateczną Apokalipsą.. Coś przecież musi zginąć, by powstało coś...nowego.

Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [192988]
[28.08.2002] 16:03
milord junior
Moim Skromnym Zdaniem
[nie mam nic do powiedzenia]
"Jedyny przyjaciel śniegu" ... Jest świetny ... sprzedaj go

... podobał mi się też ten o Ikarze


Only the gentle are ever really strong

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [193286]
[28.08.2002] 16:07
Safona
Milord,
sprzedać? komu i gdzie?
A poza tym dzieci się nie sprzedaje

Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [193294]
[28.08.2002] 19:59
Safona
POEZJA

Poezja jest jak dziecko.
Wychodzi z samego wnętrza
na świat, z wielkim krzykiem.
Następnie jak kot wałęsa się po całej ziemi.

Poezja samostanowi o sobie
i nie pozwala zamknąć się w słowa -
- choćby najpiękniejsze.
Zaś poeta - jak niepotrzebny właścieciel - czeka.

Sonet ma coś z magii.
Oraz prostoty. Jest jak litera \"c\".
Jak małe dzieci bawiące się na łące.

Czasem zadziwi, zaskoczy.
Jest jak koło - doskonały, boski.
Więc czemu chcę to zapisać?


LEKCJA BIOLOGII

Dzwonek.
Wejdzcie.
Siadajcie.
Cisza.
Lekcja biologii.
Tu szkielet ryby,
tam glista w formalinie,
a tam! świerszcze.
Te dziwne owady
wydające tak ciekawe odgłosy.
Śpiew.
Po prawej jakiś wielki kwiat.
Buddleia davidia.
A po lewej wielka rozgwiazda.
Sztuczna.
Dalej, w formalinie (okropne!) -
płody cielaczka.
Odwracam powoli głowę.
Marszczę brwi.
Widzę małą jaszczurkę w akwarium.
Atakującą jaszczurkę.
Pożerającą dużego robaka.
Prawo dżungli w szkole.

Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [193703]
[29.08.2002] 20:43
ODBIORNIK
Fajnie się czyta
Trzymaj tak dalej, nie słuchaj innych, pisz co czujesz...

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [195711]
[02.09.2002] 22:28
Bronson
Cha,cha,cha,kupa śmiechu!Brawo dzieciaki,wszystko utrzymane w duchu Monthy Pythona,niby klub poetycki,a tu taki chłam,no,super,naprawdę można się pośmiać.Tak trzymać dzieci!!!!

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [202327]
[03.09.2002] 10:30
Safona
Odbiornik, dzięki

Bronson,
widziałeś w ogóle Monthy Pythona? Ja podobieństwa nie widzę, ale oczywiście mogę się mylić Cieszę się, że przynajmniej cię rozbawiłam
[nie mam nic do powiedzenia]
cd.

Zaczęłam jednak opowiadać o Słońcu. Hmmm... Przestało być żółte. Nawet nie było czerwone. Stało się czarne. Zupełnie czarne jak podczas zaćmienia. Tylko, że księżyc juz od dawna nie istniał.
Nie znałam się wtedy na astronomii, ale wyglądalo to tak jakby zostało samo jądro. Czarne Słońce... Jak w piosence: \"black sun\"... A może \"dead sun\"? Nie pamiętam.
Czarne Słońce. Jak ten dawny strój żałobny. Kir. I tak też je nazwałam: Kira.
Hmmm... Było tak ciemno. Prawie nieprzebrane ciemności.
Zapytasz pewnie dlaczego prawie. Przecież istniała jeszcze Błękitna Planeta. Oceania. Wyglądała tak pięknie... Kontrastująco wobec Kiry. Ale też tak samo martwo.
Po kilkuset latach... Może po milenium... Nie liczyłam. Coś się zaczęło dziać. Właściewie to juz przyzwyczaiłam się do nudy, pustki. Aż tu nagle Kira zaczyna płakać. Czarne łzy leciały powoli. Powoli... ku Oceanii. Ku mnie. Wyglądały jak świetliste komety. Asteroidy. Piękne. Piękne jak spadające gwiazdy, którymi tak właściewie były. Wiesz... te spadające gwiazdy, które się podziwia z daleka i wypowiada żayczenie.
I wypowiedziałam życzenie.
Niech się coś wreszcie stanie. Niech się to wszystko rozpadnie! Na drobne kawałeczki. Na niewidzialne atomy...
I stało się.
Nastąpił Wielki Wybuch. Tak, ten sam, o którym tyle się teraz mówi i pisze.
Kilkanaście miliardów waszych lat temu. Nie piętnaście, ale to nie ma znaczenia.
I bylo to piękne.
Dziewisz się? Przecież juz nie jestem człowiekiem. A może to właśnie oznacza nim być... Człowiek jest dziwnym zwierzęciem. Potrafi zarówno niszczyć jak i tworzyć...
Zaczęłam jednak o Wybuchu...

Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [202870]
[03.09.2002] 22:57
Safona
cd.

Zaczęłam o wybuchu.
Wystarczyło, że o nim pomyślałam i... bum! Huk. Wszystko zadrżało. Nawet ja to odczułam. A nie powinnam. Przecież nie mam układu nerwowego. Hmmm... To dziwne.
W kazdym bądź razie Kira rozpadła się. Ale nie na atomy, jak pragnęłam... To były bloki. Wielkie bloki, które zaczęły rozcinać Oceanię aż do jądra. Z każdej strony. Jak nóż, który bez problemu wcina się w warzywa i owoce. Jak sztylet wchodzący w ludzkie ciało.
Przesadzam? Nie sądzę.
Później był znowu huk. Cichszy, ale bardziej bolesny. Dla mnie. Znów coś dziewnego. Nic nie czulam, gdy ginęło życie, ale gdy moja planeta... Cóż. Poczułam smutek.
To nie trwało długo. Wokół mnie krążyły resztki Kiry i Oceanii. Bardziej je czułam niżwidziałam. Światło zanikło zupełnie. Nie było już nic.

Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [204426]
[08.09.2002] 17:20
Safona
THE ECHO OF WAR

they tell us
they\'re doin\' all this for us
they tell us
they\'re killing\' all them for humidity
and I only ask
isn\'t the price too much

he tells them
he\'s doing all this for them
he tells them
he\'s killing all them for patriotism
and I only ask
isn\'t the price too much

I\'m liein\' on the sofa
and hearin\' explosions in my head
I\'m tryin\' stop this nois
and my words lost it\'s own force
I\'m seein\' everytime
sufferin\' faces and unhappy eyes
and then
I only ask
isn\'t the price too much

savin\' life by the killin\'

I\'m feelin\' much
childrens fear and parents cry
I\'m lookin\'
at humans sorry sign
and now
I only ask
isn\'t the price too much

isn\'t it an ironic
rescue few people by bomb another\' homes
is it normal anyway

and everywhere
I\'m hearin\' about them
and don\'t know now
whom I gonna trust instead

do not trust anyone
says my sense all the time
and I only ask
isn\'t the price too much

for us

Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [211904]
[13.09.2002] 19:29
Safona
cd.

Znów cos poczulam. Samotnosc.
Cale millenium bylam sama. Zadnego towarzystwa. Zadnej... rozrywki. Tylko wspomnienia... Jednak wspomnienia nie wystarcza na wiecznosc. Gdy doszlam do mojej ostatniej rozmowy z Artem, do stworzenia sniegu...Postanowilam cos zrobic. Wyciagnelam dlon przed siebie i ...zaczelam tworzyc kule. Zlota, doskonala kule. Stawala sie coraz wieksza i wieksza. Z zachwytem patrzylam na swoje dzielo. Na swoje dziecko.
I wiedzialam, ze jest piekne.
Po prostu wspaniale. Takie cieple i jasne. Pierwsza Gwiazda. Najukochansza. Nowe Slonce.
Obserwowalam jak rosnie. Niezwykle uczucie. I nagle zrozumialam, ze jestem szczesliwa. Szczesliwa tworzac. Jak matka, ktora gdy jedno dziecko wychodzi z domu, zaczyna rozumiec, ze pragnie nastepnego.
Kilka tysiecy lat pozniej Slonce, moje pierworodne dziecko, \"wyszlo z domu\". Wzrost sie zatrzymal, ono samo tez - przestalo krazyc wokol mnie. I swiecilo. Dopiero w tym momencie zauwazylam, ze ciemnosc sie rozprasza. I nastalo swiatlo.
I bylo piekne.
W tej samej chwili zapragnelam wiecej. I tworzylam. Tysiace. Miliony. Miliardy!
Gdy minal jakis milion waszych lat, znowu zaczelam sie nudzic. Stworzylam wtedy kilka tysiecy odblaskowych luster, ruchomych satelitow, ale ksiezyce zabawily mnie tylko na chwile. Dalej sie nudzilam. Czasem liczylam wszystkie moje dzieci, ale nawet to nie pomagalo. W koncu nie potrafie juz spac. Snic...
I wtedy zrozumialam, ze musze stworzyc cos lepszego. Wiekszego. Zrozumialam, ze jestem juz gotowa by stworzyc planety.
Byly roznorodne. Niektore przypominaly Oceanie, Blekitna Planete - i te byly najpiekniejsze.
Wiesz, chyba wykorzystalam wszystkie kolory teczy. Musialy wiec byc tez blekitne. Jest ich chyba z tysiac. Moze troche wiecej (przestalam liczyc odkat zaczelam tworzyc planety).
Nastepne byly czerwone. Krwisto czerwone. Teraz ich kolor jest troche wyblakly, ale wtedy, gdy je tworzylam, wygladaly jak swierza krew.
Nie wiem czemu to zrobilam.
Hmm... Fascynacja krwia wybiega daleko poza czasy wampirow. W koncu bylam czarownica! Wypuscilam sobie kilka kropli krwii do napoju niesmertelnosci, wypilam i... umarlam.
Paradoksem osiagniecia niesmiertelnosci jest smierc.
Moze to bylo jakies chore nawiazanie? Zapewne ty znasz na to odpowiedz. W koncu jestes swietnym psychologiem.
Pózniej zmieszalam te dwa kolory - blekit i czerwien - i wyszedl mi piekny fiolet. Kolor magów. Równowagi miedzy smutkiem i radoscia.
Mój kolor.
Mówisz, ze twój takze? Hmm... Widac cos nas laczy...
Nie zaczelam jednak od moich ulubionych kolorów. Pierwsze planety jakie stworzylam byly koloru zlota. Jak gwiazdy.
I to byly moje planety.
Zapewne zapytasz czy... sama je sobie poswiecilam, ale to nie bylo tak. One... poprostu nalezaly do mnie. I wszyscy o tym wiedzieli. W jakiejkolwiek czesci jakiegokolwiek globu sie znajdowali. I jakkolwiek mnie nazywali. Zawsze wiedzieli.
Tecza ma jeszcze wiele kolorów, ale nie bede cie zanudzac. Oczywiscie zaraz powiesz, ze cie nie zanudzam, ale to nie ma znaczenia. Ja decyduje o temacie rozmowy.
Zabrzmialo to troche infantylnie? Trudno. Po przezyciu tylu mialirdów lat mam prawo do \"lekkiej\" ekstrawagancji.
Skonczylam na planetach. Pochylilam sie nad nimi z ciekawoscia i zachwytem zarówno dziecka jak i twórcy. Byly takie piekne. I rózne.
Czasem ocean wody przemienial sie w morze piasku i vice versa - zawsze sucha, skostniala ziemia stawala sie zyzna lub zalana.
Czasem cala planeta zatrzasla sie, jakby smiejac sie do swej matki. (Bo chyba nie z niej?) Potem skorupa pekala az do serca, jakby planeta chciala mi je pokazac... Jakby chciala bym je dotknela, poczula.
Co jakis czas nastepowal wybuch, a wrzaca lawa rozlewala sie dokola, tworzac pózniej suche koryta. Drazac w ziemi dziury. Rysujac. Tak rysujac przepiekne wizerunki. Moje wizerunki.
Wtedy wlasnie zrozumialam, ze musze cos zrobic.
I tchnelam w nie zycie.
Delikatnym pocalunkiem prosto w serce... Dzieci odetchnely z zadowoleniem. Teraz i one beda mogly dawac zycie. I one stana sie matkami.
Gdybym miala spojowki, pewnie w tym momencie spadlyby mi po policzku lzy. Lzy szczescia. Ale nie mialam juz ani oczu, ani tez policzka, po ktorym moglyby splywac lzy. Wiec tylko patrzylam. Z zachwytem.
Pewnie powiesz, ze zbyt czesto zachwycam sie nad swoimi dzielami, ale przeciez mialam tylko je. Tylko to, co sama stworzylam. Nic wiecej i nic mniej.
Po kilku milionach na kazdej planecie mozna znalezc wszystkie kolory teczy. Nawet na tej pustynnej. Wszystkie planety zamieszkaly wspaniale rosliny. Jedne piekniejsze od drugich. Najpierw zyly tylko w wodzie, ale wkrotce równiez zaczely sie pojawiac na ladzie.
Obserwowalam je. Jak rosna, staja sie pieknosciami i... umieraja. Byly takie nietrwale.
Mówilam do nich. Prosilam by nie umieraly! Ale widac tu moja moc sie konczy. Znów.
Poczulam smutek. I wielka samotnosc. Jakas ciemna Otchlan chciala mnie pochlonac...
I gniew.
Poczulam gniew. Tak, pamietam dobrze. Jednym ruchem dloni zniszczylam moje pierworodne dziecie. Pierwsze Slonce. Pierwszy promyk swiatla w ciemnosci.
I ja je zniszczylam.
Krzyknelam z bólu. Glosno plakalam. Bez lez, bo przeciez ich nie mialam.
Ale moje sloneczko nie mialo do mnie zalu. Jakbym... Jakbym go nie zniszczyla, tylko przemienila. Tak. Jakby nastapila taka swoista metamorfoza...
I to bylo piekne.

cdn.
Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [221446]
[13.09.2002] 21:01
Safona
Jakbym go nie zniszczyla, tylko przemienila. Nastapila taka swoista metamorfoza...
I bylo to piekne.
Jego postac zmienila sie w cos w rodzaju... piaskowego zegara...
Ale uprzedzam fakty. Najpierw Slonce powiekszylo sie do niebotycznych (smiesznie to brzmi w moich ustach, nieprawdaz?) rozmiarów i dopiero jako czerwony olbrzym przemienilo sie w zachwycajaca klepsydre.
W srodku najwezszej czesci swiecil maly, bielutki jak snieg i goracy rdzen gwiazdy, który ochlodzi sie i zgasnie. To wygladalo jak... impresjonistycznty obraz. Dokladniej pointylistyczny.
Najpierw czysta biel w rdzeniu, którego promienie lacza sie z delikatnym, lagodnym rózem. Dalej znajdowaly sie ciemnoblekitne punkty. Ciemniejsze od bezchmurnego nieba, ale i jasniejsze od granatu. Na skrajach rózu i blekitu, po wszystkich stronach, znajdowal sie mój najukochanszy fiolet. Prawie niewidoczny na tle ciemnego nieba, ale byl. I swiecil ultrafioletem.
Po blekicie byl znow róz, a po nim znów biel. Na koncu, po obu stronach klepsydry, znajdowal sie ostatni kolor, najszerszy i równie piekny. Morska zielen... Chyba ma równiez inna nazwe? Nie pamietam.
Wiesz, gdyby przeciac klepsydre przy rdzeniu umierajacej gwiazdy, wyszlyby z niej dwie sliczne spódnice. Jakby utkane z delikatnych, przezroczystych i kolorowych nici malego pajaczka. i ulozone na szczuplejsza spódnice, te druga, nieco szersza - jakby splywajaca w dól...
Stworzylam pierwsza w wszechswiecie mglawice. Byla tak niezwykle piekna, ze... chyba obserwowalam ja przez kilka, moze kilkanascie milionów lat. W zachwycie, skupieniu, ekstazie.
Przez to nie zauwazylam nawet, gdy na planetach pojawilo sie nowe zycie. Najpierw byly to istoty przypominajace bardziej rosliny niz zwierzeta... Jedne byly piekne, a inne... tak obrzydliwie brzydkie, ze nie moglam na nie patrzec. Ale nie trwalo to dlugo. Po jakims czasie przyzwyczilam sie do nich, a nawet... pokochalam ich brzydote. Na swój sposób staly sie piekne.
Pózniej pojawily sie rybki. Byly... co ja mówie! sa takie gladkie, przyjemne. A ich oczy... podobne do moich: ciemne i smutne.
Zapragnelam zanurzyc sie z nimi w oceanie. I oczywiscie zrobilam to. Wyobrazilam sobie, ze mam skóre. Ze czuje. I stalo sie.
To bylo wspaniale móc znów plywac... I to nie w jakims wychlorowanym basenie, tylko w prawdziwym oceanie. Czulam sie jak ryba. Jak syrena. I bylam nia naprawde.
Kiedys, gdy plywalam przy piaskowym brzegu, zauwazylam cos dziwnego. Jakby kilka ryb za blisko podplynelo do brzegu i przez prad morski, zostalo wyrzuconych na piasek. Przysiadlam na skale i z zainteresowaniem zaczelam ogladac, co z tego wyniknie. Jak dlugo przetrwaja? Bez wody...
Ryby trzepotaly sie po piasku. Dwie byly dluzsze od reszty. Para. Samiec i samica. I to one wlasnie najsilniej sie poruszaly. Tak. Poruszaly. Nie tylko skakaly. Wprawdzie przesunely sie tylko o kilka milimetrów ku sobie, ale to juz cos. W tym momencie zaczelo padac. Deszcz zwilzyl troche juz wysuszona skóre ryb. Tych dlugich. Wlasnie wtedy zauwazylam, ze te krótkie sa juz martwe. Nie doczekaly zbawiennego deszczu.
Samiec i samica z trudem dotarly do siebie.
Usmiechnelam sie.
Ciekawilo mnie jak sobie poradza. Przeciez jesli samiec po prostu wypusci plemniki, tak jak w wodzie, to zgodnie z prawem grawitacji, wejda one do ziemi. Ale chyba nie docenilam kochanych rybek.

cdn.

Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [221601]
[24.09.2002] 07:18
Lsy_z_kolczykiem  Lsy_z_kolczykiem@tlen.pl
Fiu! Fiu!

Meczysz sie i nie wazne w jaki sposob ale dajesz upust swojej wyobrazni. byle tak dalej, widzisz idzie ci ZNAKOMICIE ale zebym ja osiagnal taki etap jak ty to musze sie jeszcze duzo nauczyc, moze Twoje wiersze mnie naucza?

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [241403]
[24.09.2002] 07:23
Lysy_z_kolczykiem  Lysy_z_kolczykiem@tlen.pl
kobieta jest jak woda
delikatna
nie ma nic bardziej miękkiego
daje życie
ulgę spragnionym
czasem jednak
nabiera niezwykłej mocy
i jak powódz
zmiata wszystko z powierzchni
niszczy bezlitośnie i bez zastanowienia
to psychodeliczny spokój
i krwiożercza furia
bez opanowania

wejdz do rzeki
i pozwól się porwać jej prądowi
poczuj jak pieści twe ciało
każdą jego cząstkę
słuchaj jak wzywa cię na głębokie wody
i wciąga w dół
opadnij na samo dno
i odbij się od niego
na powierzchni zobaczysz je nową twarz

kobieta jest jak rzeka
zmienna
nie wejdziesz dwa razy w te same wody
wszystko płynie ewoluuje
ku nieznanemu celowi

To mi sir najbardziej do uszkow lepi Moge napisac cos o podobnym temacie?? Pytam zeby nikogo nie plagiatowac i nie czerpac pomyslow cudzych... A wiec pytam Autorki o zgode... Moge?? Prooooooooszeeeee

Nie bierz zycia na serio - i tak nie wyjdziesz z niego zywy.

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [241406]
[04.10.2002] 21:02
Safona
Lysy z kolczykiem,
ależ oczywiście, że możesz . Poza tym zgapienie tematu nie jest wcale plagiatem.
Nie jestem pewna czy moje wiersze moga uczyc, ale kto wie. W kazdym badz razie pisz i \"mecz sie\" - ja to uwielbiam, nawet jesli nie wychodzi mi arcydzielo.


A teraz wiersz. Wprawdzie nie mój, ale bardzo mi sie spodobal:


\"Siódma pieczec\" Ingmara Bergmana

To jest w ten sposób. Widzimy
trzy wieki w jednym: Dzieciatko Jezus
nieswiadome Jeruzalem i Rzymu
- magicznie zadomowione w radosci -
to rok z którego nasza
sila wewnetrznej wytrwalosci plynie.

Drugi - Bergman ukazuje -
niesie obraz za obrazem
udreki rozpietego na krzyzu Chrystusa
i zsyla plagi z otwartych wrzodów
(ukazanych jako plagi na jego martwym ciele)
z okaleczen zadanych przez milosc
(której królestwa korona rozdziela cialo)

..................Tyle jest cierpienia!
Moze to nas ochroni
przed pustka, krzykiem opuszczenia,
zupelna zaleznoscia i glowy zawrotem?
Czemu tylu dociera do brzegu milosci
po to, by osiasc tylko na mieliznie?

Druga twarz Chrystusa, jego
zlo, ta Inna, wyniszczona, ból i grzech.
Chryste, jaka zaraza!
Co za odór roztacza ona wokól
naszego wieku! To nasz wiek!
a burza zewszad szaleje.
Zlosliwa glupota polityków rzadzi,
Dawni jezdzcy cwaluja przez lasy
krzyczac: wiatr! wiatr!
Teraz znów nadciaga czarna zgroza.

A ja padne na plask
jak klown w \"Siódmej pieczeci\" Bergmana,
by kulac sie we snie z zona swa i dzieckiem,
przed burza skryc sie na wozie.

Niech przejdzie Aniol Gniewu
Niech nastapi kres.
Wojna,glupota i lek sa potezne.
Jestesmy tylko dziecmi. Do lózka! Do lózka!
By bawic sie bezpiecznie!

By rzucic sie glowa w dól
bezradnie, zanurzyc sie w szczescie,
w nasz wiek, w nasze
wlasne dni.
Tam gdzie Zaraza ryczy,
gdzie jezdzcy grozy bez objuczen jada.
Robert Duncan


Nie ma broni okrutniejszej nad ludzką ambicję.
Czung-cy

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [263078]
[05.10.2002] 07:45
Lysy_z_kolczykiem  lysy_z_kolczykiem@tlen.pl
BEDE SIEM MECZYC BEDEM PISAC BEDEM CZESCI LUDZI ZWISAC! Z tym ostatnim to zart ale nie do konca. Dzienx za to ze moge tej tematyce napisac, nie wiem niektorzy sadza ze jseli temat sie od kogos zapozycza to lepiej sie najpierw spytac... Co innego jak bym teo nie widzial i napisal, ale widzialem spodobalo mi sie i spytalem

Jestem chrÓpek... ŁySy chrÓpek!

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [263574]
[05.10.2002] 14:14
Safona
Lysy_z_kolczykiem,
napisz pózniej co takiego wymeczyles, okay?


Znalazlam jeszcze jeden ciekawy wiersz.


Hymn do Erosa

O Erosie, usmiechajacy sie w milczeniu, uslysz mnie.
Niech cien twych skrzydel
musnie mnie.
Niech twa obecnosc
spowije mnie labedzim
puchem ciemnosci.
Niech ogladam te ciemnosc
z lampa w reku,
ten kraj stajacy sie innym krajem
swietym dla pragnien.

Senny bogu,
zwolnij obroty mych mysli
abym sluchala tylko
snieznego milczenia
twych okrazen.
Zamknij mego kochanka ze mna
w dymiacym kregu twej mocy,
abysmy byli dla siebie
postaciami z plomienia,
postaciami z dymu,
postaciami z ciala,
ujrzanymi po raz pierwszy o zmroku.
Denise Levertov

Czemu tylu dociera do brzegu miłości
po to, by osiąść tylko na mieliźnie?
Robert Duncan

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [263990]
[05.10.2002] 14:56
Lysy_z_kolczykiem  Lysy_z_kolczykiem@tlen.pl
Yasne

Jestem chrÓpek... ŁySy chrÓpek!

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [264027]
[06.10.2002] 20:01
Safona
* * *

Nie prosisz bym zostala,
choc wiem, ze tak pragniesz
dotykac mej skóry,
scalowywac smutki dnia
wystarczy jedno slowo,
które zmieni te noc
w szalenstwo namietnosci.
Jesli tylko sie odwazysz...


\"Sen nocy letniej\"

marze o tobie
gdy w nocy bezsenna
leze na wznak
czekam na slowo
na jakis znak
w letnia noc
rozjasniona gwiazdami
próbuje snic
i sen nie spelnia sie
odchodzi gdzies daleko
nawet zlotoczerwona Wenus
nie pomoze mi
w koncu to tylko sen


\"Lato\"

czuje cieplo
zar
widze swiatlo
skwar
podobno letnie milostki
tak sie zaczynaja
tyle o tym pisza mówia
slyszalam
widzialam
nie czulam
[nie mam nic do powiedzenia]
* * *

nie mozesz istniec
jestes zbyt doskonaly
wysniony wymarzony
ten jedyny
jestes obok
a ja nadal nie wierze
to tylko zludzenie
nie ma idealów
nie mozesz istniec
a jednak
poruszasz me serce
tak zatwardzale zlodziale
zagrzebane w sprawach codziennych
to nie mozliwe
ze wreszcie cos czuje
to tylko wyobraznia
plata mi figla
jak zwykle
jestes zbyt dobry
bys byl prawdziwy
mimo to badz


* * *

mala czastka ciebie
w moim wnetrzu
powoli rosnie
rozwija sie
prawie to czuje
dwa serca w mym ciele
bija rytmicznie
radosnie
oczekuje cie
z dnia na dzien
z minuty na minute
bo gdy cie uscisne
nie bede juz sama


* * *

Mocny jak tytan, niewzruszony jak glaz -
- takim cie maluja, takim chcesz byc sam.
Chcac zapomniec o cierpieniu,
zapominasz o wspólczuciu.
Unikasz dobroci - mylac ze slaboscia.
Sam. Dasz sobie rade sam.
Przynajmniej tak ci sie wydaje.
Wiec odtracasz pomocna dlon
i jak Rycerz - Samotnik przemierzasz swiat
w poszukiwaniu wrogów.
Tych prawdziwych - a gdy ci sie skoncza,
tych wyimaginowanych tez.
Zwolnij i spójrz wprost przed siebie.
Co widzisz? - zachodzace slonce.
Daleki widnokrag. Pustke
[nie mam nic do powiedzenia]
* * *

O, przyjdz! piekna
uwolnij ma dusze
od wiecznego cierpienia
zabierz niepotrzebna materie
by duch poszybowal w przestworza
wolny w bezgranicznej swobodzie
prawie jak ptak - tylko bardziej
pragne nie czuc nie cierpiec
jak glaz - tylko mocniej
przestac myslec
odrzucic zludne marzenia
O, przyjdz! Smierci...


\"Szklane krople...\"

Szklane krople padaja na brudna szybe
z iglastym odglosem zatykajacym uszy.
Lekki wiosenny deszczyk ze swiatlem na niebie
rozpuszcza snieg przykrywajacy brud ulicy.
Kap, kap, kap - krople powoli splywaja po blaszanym parapecie;
usypiajac swym jednostajnym, monotonnym dzwiekiem.

Byli szczesliwy, nie myslac co przyniesie dzien.
Marzyli o sobie, chcieli zatrzymac chwile.
W impresji zanurzali sie, nie rozmawiajac o przyszlosci.
Rozdzielil ich los. A moze to byli ludzie?
A moze to bylismy my...
Teraz siedza przy mokrej, brudnej szybie,
patrzac pustym wzrokiem na szary swiat.

A szklane krople padaja na brudna szybe...



Czemu tylu dociera do brzegu miłości
po to, by osiąść tylko na mieliźnie?
Robert Duncan

   (Odpowiedz cytując)    (Link do tej wypowiedzi)    (Zgłoś do usunięcia)
IP i czas połączenia logowane. [266862]

    1 2 3   » 5 Strony tematu:
 » Odpowiedz na ten temat